Cicho… Pechowcu !

buldog
Cicho … mówili do mnie, kiedy powarkiwałem
szarpiąc sznurowadła butów, pachnących skórą i
tłustą substancją, którą ludzie nacierają obuwie.
Nie wiedzą, że obcasy i zelówki przechowują zapach
chodników, trawy na skwerze, kurzu ze szczelin murów,
ostrej woni spalin z rur autobusów i samochodów.
Cicho … odpychali mnie, bo lubiłem wspinać się na
tylne łapy i przesuwać szorstkim językiem po guzikach
płaszcza i jedwabiu sukni. Cicho… powtarzał też pan doktor.
Miał fantastycznie pachnącą torbę zamykaną na srebrne zamki.
Nosił w niej całą aptekę. Tyle leków, ile chorób.
A gosposia Stasia tarmosząc mnie za uszy śmiała się i mówiła:
Bóg musiał zażartować, kiedy wymyślił coś podobnego.
Mało że jesteś białym buldogiem, to jeszcze nazywasz się Szlemiel.
A wiesz kogo nazywamy Szlemielem?
Pechowca, który jak upadnie do tyłu, to złamie sobie nos !!!

Szlemiel,Ryszard M.Groński

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s