Na kozetce Kaczmarskiego

dialog (2)
Pytają mnie – co czułem, kiedy prawie
prawie już bym się na niebieskiej
przeciągał murawie
Lub, biorąc pod uwagę wariant mniej wesoły
zażywałbym kąpieli w kotle pełnym smoły
Więc – na początku jeszcze istniała szczelina
przez którą stół widziałem, chleb i szklankę wina
słyszałem, że papuga skrzeczy, że pies skomli
Choć nie miałem pojęcia – do mnie to, czy – po mnie?
To odchodzenie – leżąc i pomimo chcenia
ze strefy światła w strefę bezbarwnego cienia
Choć całkiem bezbolesne, nie było przyjemne
bo się działo – nie ze mną, a jedynie – we mnie
Jakbym w siebie zaglądał i dostawał mdłości
od widoku przepastnej, pustej wysokości
Pomyślałem: to pewnie ten tunel świetlisty
którym dojdę – gdzie dojdę – na byt wiekuisty
Niemałą czując ulgę, że to wreszcie koniec,
gdzie się na koniec dowiem – co jest po tej stronie…
Tyle, że świetlistości tam nie było wcale
już raczej brudny opar, jak w miejskim kanale
już raczej nie budząca zaufania cisza,fałszywa
jaką każdy oszukany słyszał,wiedząc
że wyrok zapadł, ale w stryczka cieniu
nieświadomy do końca łeb… że w zawieszeniu!
Nie mogąc tedy stwierdzić, czym w piekle, czym w niebie
Dosłownie i w przenośni – doszedłem do siebie
Pojąłem – w psa skomleniu i papugi wrzasku
że tylko tutaj szukać mi mroków i blasków
tutaj wszystko, co piękne, wszystko, co straszliwe,
bo żyje – przeżywane przez wszystko, co – żywe…

Jacek Kaczmarski

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s