Nic groźnego

dłonie
Myślałem, że wszystko już wiem. Nie potrzebowałem żadnych rad.
Szybko zgodziłem się pomóc wdowie w rozsypaniu prochów jej małżonka
nad zatoką Bellingham.
Pilot sądził, że wiem co robię. Wdowa uważała, że wiem co robię.
Ja sam byłem pewien, że wiem co robię. Poleciałem więc w nowiutkiej sutannie.
Na wysokości pięciu tysięcy stóp, pilot otworzył drzwi,
a ja odemknąłem półlitrowe pudełko i wysypałem zawartość na zewnątrz.
Pęd powietrza wwiał prochy z powrotem przez otwarte drzwi.
Kokpit wypełnił się tym, co zostało po zmarłym.
Prochy pokryły wdowę, pilota i mnie.
To co pozostaje po kremacji, przypomina mąkę oczyszczoną przez ogień.
Dlatego nic nie grozi tym, którym dostanie się ona do ust i nosa.
Takiej sytuacji nie omawiano na zajęciach w seminarium.
WDOWA BYŁA BARDZO MIŁA:
– To pewnie będzie mi się wydawało śmieszne … kiedyś
Powiedziała i odjechała sama z prochami w torbie z odkurzacza.

Kilka uwag na temat życia po obu stronach lodówki,Robert Fulghum

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s