ateizm

Wspólny lot

ażur.jpg
Siedzieliśmy w samolocie na trasie Melbourne – Ateny.
Do naszych posiłków dołączono małe karteczki
z wydrukowanym tekstem modlitwy dziękczynnej.
To sprowokowało stolarza z Australii do wypowiedzi, że
dyskutowanie o tym, czy Bóg istnieje, czy nie, przypomina
dysputę pcheł na temat istnienia bądź nie istnienia psów.
Profesor z Indii stwierdził, że on nie dziękuje jakiemukolwiek bogu.
Stolarz uważał polemiki dotyczące imienia Boga, za kłótnie pcheł
na temat tego, jakie jest właściwe imię psa.
Na zakończenie dodał, że rozprawianie o tym, czyje pojęcie Boga
jest słuszne, odnieść można do dyskusji pcheł, kto jest właścicielem psa.
Jedliśmy w milczeniu, próbując strawić
zapomniany przez Boga posiłek
i australijską wersję teologicznej prawdy.

UH-OH,Robert Fulghum

Reklamy

Uprawianie nauki

autobiografia
Lęk przed prawdą, przed odpowiedzią, przenika
dzieła naszej kultury, od Biblii do ostatniego filmu
o zwariowanym naukowcu.
Przychodzą mi do głowy:
Francis Crick – Mefistofeles MATERIALIZMU
Richard Dawkins – zimny ATEISTA
Stephen Hawking – kosmiczny DOWCIPNIŚ
Roger Penrose – nie wie czy wiara w teorię ostateczną jest
optymistyczna czy pesymistyczna
Steven Weinberg – utożsamia zrozumiałość z brakiem sensu
Marvin Minsky – osłupiał na myśl o jednym umyśle
Freeman Dyson – podkreśla, że lęk i wątpienie są zasadnicze dla istnienia
Wittgenstein w swoim poemacie prozą Tractatus Logico-Philosophicus
zakończył rozważania:
NIE TO JAKI JEST ŚWIAT JEST TYM CO MISTYCZNE LECZ TO ŻE JEST…

Koniec nauki,John Horgan

Dwa do zera dla rytuału

Dwa do zera dla rytuału

Wsparty o furtkę zagajnika
Czułem, jak mroźny zmrok
W oko dnia szarym widmem wnika,
Ćmiąc w nim słabnący wzrok.
Gdzieniegdzie powój- uschły, blady-
Jak strun zerwanych kłąb
Bił jękiem w niebo; ludzkie ślady
Do chat zapędzał ziąb.

Zwłokom stulecia rozciągniętym
Podobny był ten świat
Pod płytą chmur i pod lamentem,
Który go żegnał wiatr.
Ustał odwieczny puls urodzin
I wszelki duch u bram
Jałowych, mroźnych, mrocznych godzin
Stal drętwo- jak ja sam.

I nagle z góry przez korony
Odartych z liści drzew
Dobiegł radosny, nie zmącony,
Niepowtarzalny śpiew;
To nikły, wątły, rzadkie pierze
Stroszący w wichrze drozd
Rzucił w twarz pustce i niewierze
Własnego wnętrza głos.

I tak doglębnie bezasadny
Był ekstatyczny hymn,
Tak całkiem nie miał racji żadnej
w świecie- przynajmniej w tym-
Że czułem przez rozwibrowaną
Radość ptaka, na dnie,
Jakąś nadzieję, jemu znaną
a nie dostepną mnie
Rzucił w twarz pustce i niewierze.

Własnego wnętrza głos.

Thomas Hardy