ballada

Ballada

zebrak
Posłuchajcie, o dziatki / bardzo ślicznej balladki
Był sobie pewien pan, na twarzy kwaśny i wklęsły/
miał portek z piętnaście /MARKETY/
A może szesnaście i wszystkie mu się trzęsły…
Włożył je szare, jak w febrze / Krótko mówiąc, w którekolwiek portki/
kończyny dolne wtykał, to trzęsły mu się one, jak nie przymierzając osika.
W ten sposób, przez trzęsienie, pan żywot miał bardzo lichy/
bo wszędzie, gdzie wszedł, zdziwienie, a potem śmichy i chichy.
W końcu babcia czy ciocia, już nie pamiętam kto, powiedziała do tego pana:
„Chłopcze, ty uschniesz, bo nad portek sprawą przedziwną wylałeś trzy morza łez,
a znowu nie jest tak zimno, więc spróbuj chodzić bez!!!
GDY WIEJE WIATR HISTORII/LUDZIOM JAK PIĘKNYM PTAKOM
ROSNĄ SKRZYDŁA, NATOMIAST/TRZĘSĄ SIĘ PORTKI PĘTAKOM…

Konstanty Ildefons Gałczyński

Reklamy

Kole_sie byli cool!

moja partia
Nasz wiek pary i elektryczności, nasz wiek najwyższego rozwoju ducha ludzkiego,
nasz tak wychwalany „wiek dziewiętnasty” zasługuje również
sprawiedliwie na miano wieku chorób nerwowych i osłabienia nerwowego.
Utrapień, które dręczyły chcących żyć spokojnie obywateli było wiele:
jaskrawe elektryczne światło, od którego bolała głowa, żelazna kolej,
śmierdzące benzyną automobile, a także rowerzyści.
Ci ostatni były to prawdziwe zakały miasta.
Mknęli po parkach i ulicach we wszystkich kierunkach świata, potrącali
przechodniów i znikali za rogiem jak gdyby nigdy nic.
By jakoś ukrócić ten żywioł na kółkach w 1899 roku w Rzeszowie
wydano Regulamin jazdy na kole :
Koło każdego typu uważa się pod względem przepisów policyjnych za wóz lekki…
Nie wolno w obrębie miasta Rzeszowa:
a. jeździć w ogrodach publicznych, po drogach i chodnikach przeznaczonych dla pieszych, po ulicach i placach targowych podczas targów, w dzień Wszystkich Świętych i w dzień zaduszny, po placach przeznaczonych dla ćwiczeń wojskowych,
b. prowadzić koła przez chodniki
c. jeździć po ulicach kilku osobom koło siebie,
d. brać ze sobą na koło małe dzieci,
e. przywiązywać psów do koła.
Nie wolno jechać szybko, to jest w tempie przewyższającym chyżość raźnego kłusu koni.
Na wezwanie organów policyi winien każdy kolarz zsiąść z koła i wylegitymować się kartą legitymacyjną, paszportem, kartą wizytową itp. Jeżeli nie może się wylegitymować, winien udać się ze strażą do najbliższego lokalu władzy bezpieczeństwa i tam na żądanie złożyć koło, celem zabezpieczenia grzywny.

Magistrat królewskiego wolnego miasta. Rzeszów, dnia 25 kwietnia 1899.

Dostęp do konta

widzenia
Wypytują o życie
nie tylko Himilsbacha
I każdemu jak Pan Janek
mówię co innego
Bo nie można i trzeba
wiedzieć, że się nie da
Pierdolić jak telewizja
żeby dobrze sprzedać
Zakładam i planuję
wycieczkę niewidomego
Pląsam i podryguję
według zasad głuchego
Nawet mam w sobie jeszcze
jeszcze dużo miejsca
Bo głowie jestem dłużnikiem
a w mowie spadkobiercą

Rycerz ułożony

zacienienie
Śpi owo rycerz, śpi bezrozumnie /I raz na zawsze – w dębowej trumnie.
Leży wygodnie, bo się ułożył. Tak aby nigdy snu nie zatrwożył…
Jego kochanka z różańcem w ręku /Zawodzi pełna skargi i jęku:
»Przyszłam ci wyznać moje niemoce, Że nie wiem, jak tam spędzasz swe noce?… /Bo odkąd w ciemnym nocujesz grobie – Ani ty przy mnie – ni ja przy tobie! Kochałam oczy i usta twoje, Wczoraj kochałam, dzisiaj się boję! Boję się szatą w mrok zaszeleścić, Boję się w myśli ciebie popieścić!… Trzy dni się w myśli twój czar promieniał, Dziś nie wiem, ile grób cię odmienił…Ani mi z tobą łoża podzielić, Ani urodą swoją weselić – Darmo przymuszam uparte ciało, By się twym oczom podobać chciało! Przy tobie martwym – ja nieszczęśliwa Wstydzę się jeno, żem jeszcze żywa!…« Rozważył rycerz, że w słowach – zdrada, I po dawnemu leżąc, powiada: »Choć mi robaki oczy wyżarły – Nie wstyd mi tego, żem już podziemny!… Taką mam sytość i przepych w próżni, Że mnie od króla Bóg nie odróżni! Taka noc błysła nad życia zbiegiem, Że mu świat cały – jednym noclegiem! Ani mi słońca, ani mi nieba, Ani miłości twojej potrzeba! Ani mi zemsty w onej ustroni, Gdzie krew nie szemrze i miecz nie dzwoni! Nie znasz ty dumy, nie znasz pogardy Tych, którzy w ziemi posnęli twardej… W piersi ich – wielka ciszy potęga I żaden zawód ich nie dosięga! I nawet z resztek zsiniałej wargi Nie wydobędziesz jęku ni skargi! Oto w pobliżu mam ja sąsiada, Co już od serca w proch się rozpada. Ten ci jest śmiercią ode mnie starszy – I śpi, na żmijach głowę oparłszy. Lecz co przecierpiał i co zobaczył – Nawet półszeptem wyrzec nie raczył! Nie ulżył jękiem niemej żałobie, Nie wyznał nigdy, co przeżył w grobie!… A wszak ci w trupach taka moc bywa, Że trup i w grobie wiele przeżywa! Lecz Bogu chyba w dzień zmartwychwstania W twarz rzuci wzgardę swego wyznania!« I zamilkł rycerz – dumnie i godnie – I po dawnemu leżał wygodnie. Jego kochanka z różańcem w ręku Odeszła, pełna wstydu i lęku…

Bolesław Leśmian

Zanurzenie

wieloryb
Nahajka, którą chłostano dziadka,
spoczywa w witrynie muzeum.
Kula na ojca odlana wbiła się w sosnę
i jeszcze dotąd sączy się żywica.
Jeszcze smagnie wspomnieniem nahaj
i jeszcze piła zęby na kuli połamie.
Lecz to już wszystko.

Dostałem niebo nad głową.
Ziemię dudniącą w pośpiechu
ojciec i dziad pod nogi mi podesłali…
I w snach przychodzi jeden i drugi –
widnokrąg, widnokrąg, widnokrąg…

– Zaczynasz, synu miewać sny dorosłego człowieka.
Już przestąpiłeś próg -mówią- pora przekroczyć widnokrąg.
Syn wyprostuje się dumnie i zęby w uporze zatnie.
Ojciec popatrzał nań długo i spuścił lanie ostatnie.
Ściągnął skórzana kurtkę: Noś -mówi- od tej pory.
W błękitnych oczach syna błękitny jaśniał wieloryb.

Dziś pływa po zimnych morzach, gdzie fala ciężka jak ołów.
Wiatry polarne wiedzą, jak udał mu się połów.
Wiem, że to rzecz najświętsza: iść, dokąd sny cię wiodły.
Słyszałem, jak syn mój śpiewał o wielorybie modrym.

Ojārs Vācietis