baśnie

Skradam się

ziemianie
do kasztanowców, żeby zauważyć WY_kaszta_Tanio_wienie
Car Piotr I na pierwszym skrawku ziemi wydartej
Szwedom /mam ich bez liku za ścianą/
Nad Zatoką Fińską na Wyspie Zajęczej w delcie Newy
założył w 1703 Petersburg, u ujścia Dźwiny zaś
W Rydze do 1621 roku pozostającej w granicach Rzeczypospolitej,
a od 1710 roku carskiej, zasadził własnoręcznie kasztanowce!
Obok urody ceniono pożytek !
Jego białe drewno używane było do wyrobu sprzętów domowych
Wywar z kory i łupin zaprawiony dodatkami
barwił tkaniny na czerwono, brunatno, izabelowato!
Świeże liście mocno gotowane dają klejowaty odwar dla kapeliszników!

CHOLERA! CZYTAJCIE SOBIE:
Nigdy
Teraz
Zawsze

O ziołach i zwierzętach,Simona Kossak

Reklamy

Układ czterdziestu

sciecie
– Jestem stary. Chcę żebyś się ożenił i zajął moje miejsce – rzekł bej.
Bars zaczerwienił się po uszy. W owych czasach kawalerowie zawsze oblewali się rumieńcem, gdy w obecności rodziców była mowa o żeniaczce.
– Ojciec zawsze ma moje dobro na względzie, lecz chciałbym powiedzieć, że w
drużynie mam czterdziestu junaków. Znamy się od dzieci. Są moimi przyjaciółmi.
– Chcę, żeby tak właśnie było – odparł bej.
– Żaden się nie ożenił, więc …
– Nie ukrywaj niczego. Wkrótce masz zostać bejem, a bej musi mówić szczerze i otwarcie.
– Kilka lat temu daliśmy sobie słowo, że jeśli będziemy się żenić, to wszyscy,
i że wesele wyprawimy wspólne.
– Mądrze mówicie, więc powiedz synu, co mamy robić?
– Poszukajcie panny, która ma czterdzieści sióstr albo kuzynek.
Albo wszyscy będą mieli żony, albo ja żenić się nie będę.
Bej przygotował się do podróży. Kazał zrobić dla siebie i swego włodarza
żelazne ciżmy i kostury. Pożegnał się ze wszystkimi i obaj pomaszerowali w step…

Śpiewający Dew,Gürsen Muzaffer Sepetçioğlu

Tropienie z szacunkiem

wypowiedzi.jpg
„Byli sobie…” tak zaczyna opowiadacz w Afryce,
ale pociągnie dalej dopiero wtedy, gdy usłyszy od zebranych:
„Jesteśmy z tobą!”.
Smakowity, chrupiący afrykański mit do samego końca
relacjonowany z powagą, jakby chodziło o czytane w telewizji wiadomości.
Tutaj wartość opowieści jest w opowiadaniu,
nie w informacji, którą opowieść niesie.
W Europie, zanim jeszcze ktoś otworzy usta, by mówić,
my już podrygujemy nerwowo w oczekiwaniu na coś, co nas rozbawi,
wzruszy, coś nam zrobi, bo to my jesteśmy centrum świata.
Afrykańska opowieść kończy się wielokropkiem.
To postępowanie za zwierzęciem krok w krok.
Gdy pozwoli się upolować – super,
nie pozwoli – trzeba odejść z szacunkiem.

Jak robić dobrze,Szymon Hołownia

Powiększenie Brzechwy

dla pana Walentego
Profesor Kleks sporządza smaczne dania z
kolorowych szkiełek i do tego maluje je farbami,
a mikroskopijne porcje jedzenia potrafi powiększyć
do olbrzymich rozmiarów za pomocą zaczarowanej pompki:
… Wrzucił trzy kwarty pomarańczowych szkiełek,
dosypał białego proszku, cienkim pędzelkiem domalował
zielone grochy. Wymieszał dokładnie całą zawartość i rzekł:
Myślę, że zupa pomidorowa będzie dziś doskonała!!!

Zatopione królestwo,Joanna Papuzińska

Drżyj

Dżin
Ziemia rozwarła swe gardło i plunęła
gorącym żółtym ogniem. Płomienie migotały,
lecz nie zmieniały koloru. Przypominały
ogromne liście anemonu. Wyłoniła się potężna
błękitna głowa o włosach z ognia.
Troje czerwonych oczu patrzyło przed siebie,
dżin wydał pomruk, odsłaniając dwa rzędy
ostrych jak sztylety zębów.
Jego odstręczający smród zadusiłby dziecko.
Setki czarnych wron wydziobywały resztki jedzenia
spomiędzy jego zębów. Wlatywały mu do nosa i
swobodnie wylatywały, wyglądały przy jego rozmiarach
jak stado much. Na biodrach miał przepaskę ze skór
siedmiu nosorożców. Naszyjnik z ludzkich czaszek
sięgał mu aż do pępka.

Mistrz opowieści,Rabih Alameddine

Za łatwo

Za łatwo

Naderka wracał z lasu do chaty. Wtem usłyszał głos z przydrożnej krzewiny
– Ratuj mnie dobry człowieku. Ludzki głos w tej bezludnej bieli podniósł czapkę na głowie Naderki.
-Ratuj ! Skrzeczało coś bliziutko. Wreszcie dostrzegł koło krzaka dziwną kurę.
Była wielka ze skrzydłami jastrzębia, nogami bociana i oczyma błyszczącymi jak gwiazdy.
– Odpłacę chojnie, za twoje serce i litość.
Naderka nawykły do żywiny pomyślał
– Naje się, pogdaka, może zniesie jajko, a może nie.
W chacie powstało jednak zamieszanie
– A na cóż nam ten potworak- krzyczała żona
-Tato, to nie kura, a sam diabeł- piszczała córka
-A kto słyszał żeby ptak gadał ludzkim głosem- wymamrotał syn.
Kiedy senność zaczęła ogarniać domowników drwal wcisnął kurę pod piec.
Wtedy smuga światła strzeliła spod pieca. Naderka skoczył z ławy i zamarł.
Na polepie leżało duże, świecące jak słońce jajo.
– Płacę ci za dobre serce, ufność i za opiekę
-To jest złote jajko i od dziś jesteś bogaty
Mimo słów o bogactwie, w izbie czuło się grozę tajemniczości.
Rankiem kobieta podjęła decyzję
– Zanieś kokoszkę z jej cudacznym jajkiem w miejsce ,
z którego przyniosłeś. Urągliwe dobro nie może gościć w naszym obejściu.
Naderka jeszcze się zastanawiał, przez moment zapragnął ujść ze skarbem daleko,
tam gdzie żyje się lepiej, bez ciągłych utrapień i biedy. Ale czy jest takie miejsce na świecie?
W końcu pod oszroniony krzak głogu posadził kurę. Z wielką ostrożnością złożył przy jej łapach złote jajo.
– Jakiś ty głupi! – zaskrzeczała kura
Naderka przycisnął dłońmi nasunietą na uszy czapkę i ruszył do lasu na przecinkę.
– Ja ci pokażę – mruczał pod nosem- kto tu głupi
– Wielka mi mądrość co siedzi pod krzakiem i pierwszemu lepszemu ofiaruje złote jajo.
To za łatwo mój ptaku. Nie takie drogi wybiera łaskawy los.

Mazurskie Opowieści, Jadwiga Tressenberg