bezużyteczność

Nieistotne

najeźdźca.jpg
Embrion należy po kolei do wszystkich gromad

Z początku jest zwykłą banieczką
jak wymoczki
Później wytwarza osłonę zewnętrzną i przewód pokarmowy
jak u korali
Potem rozwija się w nim system krwionośny i wątroba
jak u małży
Umięśnione serce jądra i członek to świadectwo
przynależności do ślimaków
Następnie powstają naczynia i arterie serca
embrion przechodzi do głowonogów
Kiedy znika jego osłona zewnętrzna
zalicza się już do robaków
Teraz jest czas na szczeliny skrzelowe
typowe dla skorupiaków
Powstają zaczątki członków wskazujące na
przynależność do owadów
Gdy się zjawiają kości
jesteśmy w gromadzie ryb
Potem staje się jak gad
bo rozwijają mu się mięśnie
I wreszcie powstanie płuca pozwala
zaliczyć go do ptaków
I rzeczywiście nowo narodzony ssak
jest zawsze bezzębny jak ptaki!

Haecklowska teoria rekapitulacji

Reklamy

Parzenie

w lesie (3).jpg
Nie ma rozpusty gorszej niż myślenie / Pleni się ta swawola jak wiatropylny chwast na grządce wytyczonej pod stokrotki  / Dla takich, którzy myślą
święte nie jest nic
Zuchwałe nazywanie rzeczy po imieniu / rozwiązłe analizy wszeteczne syntezy
pogoń za nagim faktem dzika i hulaszcza /
lubieżne obmacywanie drażliwych tematów /tarło poglądów
w to im właśnie graj
W dzień jasny albo pod osłoną nocy / łączą się w pary trójkąty i koła
Dowolna jest tu płeć i wiek partnerów / Oczy im błyszczą policzki pałają
Przyjaciel wykoleja przyjaciela / Wyrodne córki deprawują ojca
Brat młodszą siostrę stręczy do nierządu
Inne im w smak owoce z zakazanego drzewa wiadomości
niż różowe pośladki z pism ilustrowanych /
cała ta prostoduszna w gruncie pornografia
Książki, które ich bawią, nie mają obrazków / Jedyna rozmaitość to specjalne zdania paznokciem zakreślone albo kredką / Zgroza w jakich pozycjach
z jak wyuzdaną prostotą umysłowi udaje się zapłodnić umysł!
Nie zna takich pozycji nawet Kamasutra
W czasie tych schadzek parzy się
ledwie herbata
Ludzie siedzą na krzesłach
poruszają ustami
Nogę na nogę każdy sam
sobie zakłada
Jedna stopa w ten sposób
dotyka podłogi
druga swobodnie kiwa się
w powietrzu
Czasem tylko ktoś wstanie
zbliży się do okna
i przez szparę
w firankach
podgląda

ulicę.

Głos w sprawie pornografii,Wisława Szymborska

Gombrowiczowska zabawka

Ginczanka.jpg
(— a wrosnąć w słowa tak radośnie, a pokochać słowa tak łatwo —
trzeba tylko wziąć je do ręki i obejrzeć jak burgund pod światło
)
Przymiotniki przeciągają się jak koty i jak koty są stworzone do pieszczot
miękkie koty ciepłe i potulne mruczą tkliwość andante i maesto
Miękkie koty mają w oczach jeziora i ziel-topiel wodorostną na dnie
Patrzę sennie w źrenice kocie tajemnicze i szklane i zdradne.
/To Gombrowicz nadał Zuzannie imię „Gina”.
Witold z niewieloma osobami był na „ty” –
z Geniem Biernackim i z Giną/

Oto jest bryła i kształt, oto jest treść nieodzowna,
konkretność istoty rzeczy, materja wkuta w rzeczownik,
i nieruchomość świata i spokój martwot i stałość,
coś, co trwa wciąż i jest, słowo stężone w ciało.
Oto są proste stoły i twarde drewniane ławy,
oto są wątłe i mokre z tkanek roślinnych trawy,
oto jest rudy kościół, co w Bogu gotykiem sterczy,
i oto jest żylne tętnicze ludzkie najprostsze serce.
/W.G. wyżywał się na niej – dla żartu –
wykręcał jej ręce, ciągnął za włosy/

Zaś przysłówek to nagły cud niespodzianka potartych krzesiw —
było coś nie wiadomo jak — a już teraz jest wskos i w poprzek
i oburącz oplata myśl i jest pewnie rzewnie i dobrze.
/Kiedyś, gdy wychodziliśmy z „Zodiaku” włożył Ginie
głowę do kubła na śmieci. Ale bardzo ją lubił…/

A zaimki to malutkie pokoiczki, gdzie na oknach rosną małe doniczki.
Każdy kącik — to pamiątka po dawniej a są tylko dla Ciebie i dla mnie.
Tu tajemną abrakadabrą kwitną prawa miłosnych algebr:
ja — to ty, ty — to ja (równanie) ja bez ciebie — ty beze mnie to zero.
My lubimy otuleni zmierzchami w małych słowach jak w szufladkach szperać.
Ja to ty — ty to ja. Równanie.
/Była bardzo inteligentna i dowcipna – wspomina Eryk Lipiński –
bardzo ładna i elegancka. Zwracały uwagę jej oczy – jedno zielone,
drugie niebieskie/

A zaimki są tak tajne jak kwiaty, jak malutkie, malutkie pokoiczki,
w których mieszkasz w tajemnicy przed światem.
(— więc weź tylko słowo do ręki i obejrzyj jak burgund pod światło,
a wrosnąć w słowa tak radośnie, a pokochać słowa tak łatwo. —)

Gramatyka,Zuzanna Ginczanka

Bez zmuszania

aktówka.jpg
– Prosiłem pana doktora o zwolnienie mnie z asystowania
przy tym zabiegu. Mówiłem, że wolałbym tego nie widzieć.
– Jestem zdania, że musisz poznać ten zabieg, rozumiejąc jego cel i technikę,
nawet jeżeli postanowisz nigdy nie wykonywać go osobiście.
Czy kiedykolwiek wywierałem presję na bezradną kobietę, która mi mówi,
że nie może zgodzić się na aborcję, że musi wydać na świat kolejną sierotę?
Uważasz, że nasze sieroty mają przed sobą świetlaną przyszłość?
– Ja! Jestem sierotą!
– A czy ja ci każę podzielać moje poglądy?
– Tylko życzyłby pan sobie tego.
– Życzenia jeszcze nikomu na nic się nie zdały.
– Ja chcę być użyteczny.
– W takim razie nie wolno ci się przed niczym uchylać.
Nie wolno odwracać oczu. Skoro masz być użyteczny i we wszystkim
uczestniczyć, to musisz poznać wszystko
– To żyje. Innych zastrzeżeń nie mam.
– Zawsze uczestniczymy w jakimś procesie żywego organizmu.
Raz będą to narodziny, innym razem – zapobieżenie narodzinom.

Regulamin tłoczni win,John Irving

Właściwe narzędzie

dystans.jpg
Dziesięcioletni, wybiega na zapuchniętą od snu ulicę.
Słońce czerwca zgrzyta pod stopą, odbite w rozsypanym szkle.
Zamknięty kiosk jak latawiec ciągnie za sobą wstęgę
kolejki. Ludzie milczą, z rzadka podnosząc oczy.
Normalnie o tej porze gazety zawsze już były.
Moneta poci się w garści. Gdy wraca pędem do domu,
dwaj mundurowi przy słupie ogłoszeniowym na rogu
usiłują jakimś narzędziem – najwyraźniej jest to śrubokręt –
wyciąć ze słoniowej skóry cyrkowych afiszy
naklejoną na wierzchu, ręcznie pisaną kartkę.
Poza kręgiem podejrzeń gęstnieje grupka gapiów.
Mundurowi mozolą się, zakłopotani
tępą przypadkowością swojego narzędzia:
nie mieli właściwego na tę okoliczność.

Historia,Stanisław Barańczak

Syn konieczny

zjazdka
Bardzo chciałem, żeby znalazła się na mojej płycie
piosenka, którą przed laty napisałem dla Maryli.
Rodowicz nie oddzwaniała – oczywiście z kimś to konsultowała.
Kiedy się zgłosiła / siedziałem z żoną w restauracji/
na cały głos warknąłem: MARYLA, chcę mieć syna!
Ludzie patrzyli na mnie dziwnie.
Siedzi z kobietą, a dzwoni do innej, że chce mieć z nią dziecko…
Niedługo potem MARYLA urodziła Jasia, a ja zostałem ojcem Bartka.

Tekściarz, Krzysztof Dzikowski

Gdziekolwiek

lozko
Wiele było łóżek, w których spędzałem noce.
Wszędzie tam, pod każdym obcy niebem, łóżko i książka
stanowiły dom, do którego mogłem co noc powracać.
Mojemu ciału, ukrytemu pod kołdrą, nic nie było potrzebne.
Życie toczyło się, ponieważ przewracałem kartki.
Gdy docierałem do ostatnich stron, wtulałem się w poduszkę,
mając poczucie, że naprawdę zatrzymałem czas.

Moja historia czytania, Alberto Manguel