charakter Holandii

Prawda jest martwa

obeznana
„Lekcja anatomii doktora Nicolaesa Tulpa”, była spektakularnym debiutem
dwudziestosześcioletniego Remabrandta, który właśnie przybył do Amsterdamu.
Jednak niemal wszystko co namalował
na tym śmiałym w zamyśle arcydziele jest fałszywe !!!

– doktor Tulp nie mógł dokonać sekcji ramienia w momencie ukazanym na obrazie;
sekcję rozpoczyna się zwykle od jamy brzusznej, a ta ukazana jest nietknięta
– namalowane postacie są bez wyjątku oficjelami gildii chirurgów, a nie studentami medycyny, i być może nie ma wśród nich ani jednego lekarza
Jedyną prawdziwie oddaną postacią w „Lekcji anatomii” jest mężczyzna
znany jako Adrian Adriaensz’t Kint. Człowiek, który został publicznie
powieszony za rabunek z użyciem przemocy. Ukradł płaszcz.
To właśnie ów trup leżący na stole…

Namaluj to,Joseph Heller

Reklamy

Dzięki śledziom …?

skromnie.jpg
Szyper z Zelandii udoskonalił sposób konserwowania śledzi na morzu.
Marynowany śledź wymagał coraz więcej soli!

Sól była kupowana z Portugalii. Płacono za nią pieniędzmi uzyskanymi
z norweskiego drewna i zboża z Rosji i Polski, kupowanego za pieniądze
zarobione na sprzedaży śledzi, których miliony ton łowili u wybrzeży Szkocji.

Warto docenić społeczność, która zbudowała zręby gospodarki na ŚLEDZIU!
W XVII wieku w Holandii, tysiąc nowych statków budowano w ciągu jednego roku.
Czyli że, przeciętnie niemal dwadzieścia jednostek wodowano tygodniowo.
Niemal całe drewno, żelazo, liny, płótno żaglowe musiały być importowane,
podobnie armaty, lawety, kule armatnie i proch.
Statki budowane w Holandii, zwane FLUTIE, posiadały większą niż
wszystkie w owym czasie jednostki pływające ŁADOWNOŚĆ.
Koszt budowy ich był niższy, a załogi mniej liczne.
Płace załogi były niskie, za to jedzenie było lepsze niż u innych armatorów.
NIKT W EUROPIE NIE PRZEWOZIŁ WTEDY
ŁADUNKÓW ZA TAK NISKĄ OPŁATĄ FRACHTOWĄ!

Namaluj to,Joseph Heller

Ferajna muzealna

15boxy2
Pewien bezrobotny szewc wyciął z obrazu
„Kompania kapitana Fransa Banniga Cocqa”
prostokątny kawałek z prawego buta porucznika van Ruytenburcha./1915/
Z kolei pewien nauczyciel zaatakował dolną partię płótna
zębatym nożem do chleba, zabranym z restauracji, po zjedzeniu lunchu.
Dokonał dwunastu cieć cięć, na ciałach kapitana i porucznika.
Napastnik oświadczył świadkom ataku, że został wysłany przez Boga./1975/
Do dziś w małych kościółkach miasta przesądne kobiety szepcą,
że wandal był wcieleniem jednego z niezadowolonych zleceniodawców,
który zapłacił sto guldenów, aby zostać godnie upamiętniony,
a ujrzał siebie zredukowanego do roli detalu.
Osiemnastu złożyło zamówienie na portret grupowy w gatunku
najbardziej rozpowszechnionym w mieście, zgodnie z którym każda z postaci
była kreślona równie formalnie jak figura w kartach do gry,
twarz zaś każdego z pozujących była duża, jasno oświetlona
oraz łatwa do rozpoznania. To co otrzymali, było żenującym
teatralnością obrazem, na którym byli ubrani jak aktorzy i
uwijali się niczym pospolici robotnicy. Ich twarze były małe,
częściowo odwrócone, zasłonięte lub pogrążone w cieniu.
To dzieło pod niemal każdym względem, włączając w to również
koncepcję artysty, zrywało z tradycją!

Namaluj to,Joseph Heller

Soyka&Kuyateh

Vincent.jpg
Auvers-sur-Oise
miasteczko w którym ostatnie dni spędził van Gogh
W jego pokoiku przeżyłem coś mistycznego
Pod sufitem okienko
Miejsce na łóżko
Schody, na dole restauracja
Ulica nawet ruchliwa…
Odwiedziłem grób
Pola miejsca które malował
Na cmentarzu wiał wiatr
Zrobiłem kilka zdjęć grobu braci
Cały czas słyszałem jakąś muzykę
Znalazłem miejsce gdzie głos było słychać najmocniej
Dwa blaszane pojemniki do podlewania kwiatów
Stały niedaleko siebie uderzając o cementową podmurówkę…
Na polach na nogach metalowych reprodukcje obrazów Vincenta
Kiedy tu wróciłem już ich nie było…

Napisałem to, słuchając czego szuka Soyka w Kuyateh!!??

Szkicownik słowno-obrazkowy Casa di Stasys

Gdzie? Kiedy indziej!

Ksawery2.jpg
Od lat uczę się od Toona Tellegena rozmowy z dziećmi i ze zwierzętami.
Udało mi się nawet zbudować spektakl o Nowej Zelandii w oparciu o jego książkę.
Mam na półkach prawdziwe perełki literatury holenderskiej.
Czasami mam wrażenie, że mogłyby mi zastąpić całą bibliotekę, zwłaszcza
w samotnej czytelni: na wyspie, na drzewie, na rzece, na górze… kiedy indziej

– Gdzie jest mój tata? – wołałem.
Szukałem go wszędzie.
– Co ja zrobię bez taty? – pomyślałem.
– Tato!
– Tutaj!
Nieoczekiwanie usłyszałem jego głos.
– Gdzie teraz jesteś? – zawołałem.
– Tutaj.
– Gdzie jest tutaj?
– Kiedy indziej.
Jak to możliwe?
Mój tato był kiedy indziej, gdzie nie było teraz.
– Czy tam jest ładnie? Co tam widać? – zapytałem tatę.
– Jest bardzo ładnie i widać morze i mewy.
Jego głos ledwie do mnie dochodził.
– Gdzie teraz jesteś?
– Gdzieś dużo indziej, bardzo dużo indziej…
– Czy ty przypadkiem nie odchodzisz? – zawołałem
Ale wtedy już go nie usłyszałem.

Tata,Toon Tellegen

Niech żyje Genewa!

wyzej
Destylarnie w Holandii przebiły wiatraki, drewniaki i
tulipany. W 1570 roku znakomicie prosperowała pod
Amsterdamem fabryka ginu Bolsa.
Najczęściej doprawiano wódkę jałowcem,
a gin pierwotnie nazywał się „Geneva”
od francuskiego słowa oznaczającego jałowiec: GENIEVRE
Daniel Defoe napisał:
„Kiedy kapitanowie holenderskich okrętów mieli się
potykać z naszymi statkami, otwierali pod masztem beczkę
brandy i nakazywali ludziom pic z niej żwawo.”

Radość picia,Barbara Holland

Pochwała

mysi dom.jpg
Pomysł nasunął się Erazmowi podczas drogi
powrotnej z Włoch do Anglii, kiedy w 1509 roku przejeżdżał przez Alpy.
Myślał wtedy o spotkaniu z przyjacielem
Tomaszem More, człowiekiem o wyjątkowej inteligencji,
którego nazwisko w brzmieniu greckim Moros – głupiec,
było w sprzeczności z jego niepospolitym umysłem.
Dlatego utwór Erazma można uważać za swego rodzaju zabawę
intelektualną adresowaną do wykształconych,
którym obraz świata pokazuje przybrana
w dzwoneczki błazeńskie Głupota.

Niderlandzki filolog, filozof, pedagog