dziedziczenie

Spotkałem

mirrow2.jpg\
wspaniałych ludzi w Kassel!
Myśleliśmy nad projektem, który wiąże
Polaków, Francuzów, Rosjan i Niemców.
To nie było całkiem łatwe, a właściwie to było niemożliwe.
Myślenie razem, nie jest dobrym pomysłem…
Bo słysząc Brechta wiem, że
NIC NIE POBUDZA DO WIĘKSZEJ NIENAWIŚCI
NIŻ GŁĘBOKO TKWIĄCE NIEZADOWOLENIE
Z TEGO CO NIEZMIENNE!

 

Trójpolówka

trójpolówka
August II Mocny w XVII wieku przyjechał z Saksonii
ze świtą urzędników, w tym z ministrem von Tepper.
Król nadał mu posiadłość ziemską Trzeboń w północno-zachodniej Polsce.
Jeden z von Tepperów władających Trzeboniem nie miał syna,
więc adoptował szkota, niejakiego Fergusona.
Tegoż syn Adolf Trzebon von Tepper-Ferguson poślubił
Żydówkę Valerię Schlesinger, z którą miał córkę Margarethe.
Ponieważ von Tepperowie dziedziczyli majątek tylko po mieczu
rodzice kupili jej Borówki, majątek o powierzchni mniej więcej
dziewięciuset hektarów.
Margareth urodzona w 1868 roku chociaż studiowała w
szkole artystycznej w Paryżu, po studiach wróciła do Borówek
i nigdy z nich nie wyjechała. W 1889 roku wyszła
za lekarza wojskowego Hermana Heinricha.
W Borówkach nie używano paliw do napędzania maszyn,
a na polach nie stosowano pestycydów, ponieważ
przestrzegano sumiennie zasad płodozmianu.

Chrapiący ptak,Bernd Heinrich

Stale

zapis nutowy
Jakby
był dzień do opisania i nie było pointy,
i jakby ten dzień wisiał w próżni, niedomknięty:
dzień powietrza, poruszeń, pająków w oprzędach
na czarnych kulkach jeżyn. Jakby noc, niezżęta,
szumiała nad nim, gorzka, czarniawa sporyszem,
i jakby miał wyjść wiersz z niej, lecz jakby nie wyszedł
i został w środku, mały, zwinięty w zawiązkach:
trawa – mech na pniu – drzewo – noc – wers – wiersz – gałązka.

Jacek Dehnel

Zanurzenie

wieloryb
Nahajka, którą chłostano dziadka,
spoczywa w witrynie muzeum.
Kula na ojca odlana wbiła się w sosnę
i jeszcze dotąd sączy się żywica.
Jeszcze smagnie wspomnieniem nahaj
i jeszcze piła zęby na kuli połamie.
Lecz to już wszystko.

Dostałem niebo nad głową.
Ziemię dudniącą w pośpiechu
ojciec i dziad pod nogi mi podesłali…
I w snach przychodzi jeden i drugi –
widnokrąg, widnokrąg, widnokrąg…

– Zaczynasz, synu miewać sny dorosłego człowieka.
Już przestąpiłeś próg -mówią- pora przekroczyć widnokrąg.
Syn wyprostuje się dumnie i zęby w uporze zatnie.
Ojciec popatrzał nań długo i spuścił lanie ostatnie.
Ściągnął skórzana kurtkę: Noś -mówi- od tej pory.
W błękitnych oczach syna błękitny jaśniał wieloryb.

Dziś pływa po zimnych morzach, gdzie fala ciężka jak ołów.
Wiatry polarne wiedzą, jak udał mu się połów.
Wiem, że to rzecz najświętsza: iść, dokąd sny cię wiodły.
Słyszałem, jak syn mój śpiewał o wielorybie modrym.

Ojārs Vācietis

Zdolności w równowadze

Zdolności w równowadze

Dziecko dziedziczy swoje cechy częściowo po rodzicach,
a częściowo po dalszych przodkach.
Im dalej sięgamy wstecz
tym liczniejsi i bardziej zróżnocowani są jego przodkowie,
aż do momentu, gdy przestają się różnić od jakiejkolwiek
próbki wybranej losowo z danego gatunku.
Prawo to przemawia zdecydowanie przeciwko pełnemu
dziedzicznemu przekazywaniu jakiejkolwiek zdolności.
Jest to prawo bezstronne.
Nakłada taki sam podatek spadkowy na dziedziczenie zła,
jak na dziedziczenie dobra.
Jeśli odwodzi ono utalentowanych rodziców do bezpodstawnych oczekiwań,
że ich dzieci odziedziczą po nich wszystkie zdolności,
to w równej mierze rozprasza ich bezpodstawne obawy,
że odziedziczą po nich wszystkie słąbości i choroby.

kuzyn Darwina Francis Galton