edukacja duchowa

Acedia

naturalnie
W 1540 roku Hans Ladenspelder, ukończył miedzioryt –
jeden z siedmiu tworzących cykl „Siedmiu grzechów głównych”.
Miedzioryt nosi tytuł: Acedia.
Acedia znaczy dosłownie ZOBOJĘTNIENIE.
Gnuśność. Lenistwo umysłu. Duchowa i umysłowa apatia.
Ten stan kusił wielu mnichów, którzy oddawali się bezczynności
w czasie przeznaczonym na wytężony wysiłek duchowy.
Marcus Raichle, neurolog ustalił, że nasze umysły są ustawione tak,
by błądzić myślami ! Zawsze kiedy nasze myślenie jest zwolnione
z określonego, nakierowanego na cel działania,
mózg powraca do linii bazowej, DO SPOCZYNKU!

Myśl jak Sherlock Holmes,Maria Konnikowa

Pozycja wyjściowa

dystans
Poświęcam tekst Magdalenie Białowąs

Szkołę opisywał cynicznie jako system opresji,
w którym kształtuje się jednostki i w którym
trzeba je, dla ich dobra, niewolić, nie stroniąc od manipulacji.
Równocześnie zdawał sobie doskonale sprawę, że w takim
systemie jest miejsce na partnerstwo, współpracę,
ratowanie ofiar edukacji, gdzieś pomiędzy przepisami i zasadami.
Przyjmował pozycję dystansu, która nie wyklucza uwagi ani serdeczności.
Po prostu odejście parę kroków i spojrzenie na
sprawę szerzej, bez użalania się nad sobą ani
przyjmowania samemu sobie przesadnej ważności.

Jacek Dehnel o swoim profesorze

Jeszcze trochę

rzeczywistość
Przyleciałam w szary deszczowy dzień pod koniec września.
Ponuro, czyli tak, jak na filmach o nazistach i obozach.
W wagonie patrzyłam na starych ludzi i zastanawiałam się,
kto z nich zabijał w czasie wojny. Bałam się, że ktoś z nich
będzie chciał mi odebrać walizki.
Zaraz po odebraniu bagaży zdjęłam naklejki z zapisaną
nazwą miasta, w którym je nadano.
Dotarłam do mieszkania i weszłam w sam środek imprezy.
Wpadłam w coś, co znałam z Tel Awiwu:
było głośno, w powietrzu zapach trawki, a na podłodze,
parapetach i schodach tłum, izraelsko-niemiecki.
Teraz pracuję w izraelskiej knajpie, uczę angielskiego
w międzynarodowym przedszkolu. I wiem, że muszę poczekać
kiedy moje oczy zamiast lasu palmowego widzą sosnowy.

Mur,12 kawałków o Berlinie

poświęcam Stowarzyszeniu Pomocy Dzieciom i Rodzinom AMICI

Módl się nauczycielu

nieokreślony
Pseudonim szkolny A-D-H_D
Aaaaa…gresywne, skłonne do niszczenia przedmiotów i autodestrukcji
Ddddd…oskwierająco krzykliwe w odpowiedzi, z reguły niepytane
Hhhhh…ałaśliwe, niecierpliwe, biegające, wdrapujące się
Ddddd…rastycznie kłótliwe, nerwowe, gadatliwe, wtrącające się
„Skąd, do licha, ci goście z sieci znali mnie tak dobrze?
Czyżby szpiegowali mnie na każdym kroku?
Zacząłem przetrząsać dom, szukając pluskiew i ukrytych kamer.
Na szczęście doczytałem, że podczas spotkania
w cztery oczy z psychologiem symptomy mogą się w ogóle nie ujawnić.”
ADHD to mały śliski drań i nieźle się maskuje.

Jak szczeniak ocalił chłopca z ADHD,Liam Creed

Nie ma już takiego egzaminu

ukorzenienie
Poszła fama, że to dno.
Kierownik literacki Tadeusz Konwicki
obejrzał cztery godziny materiałów.
Był przygnębiony.
Ford przeglądał już wcześniej materiały.
Zaczął kapować, że jesteśmy kurwa, za dobrzy i
kazał Andrzejowi /Wajdzie/ wycinać sceny.
Ale Andrzej ich nie wyrzucał, a Ford miał słabą pamięć.
Ostatecznie Konwicki leżał na stole, gryzł paznokcie,
w końcu powiedział: „Jesteście gówniarzami.
Ale w tym filmie jest film.”
Wajda wszystko skrócił o połowę. Projekcja trwała dwie godziny.
Wanda Jakubowska w przerwach wstawała i paliła papierosy.
Gdy film się skończył, podeszła do Andrzeja:
„Przepraszam się Cie, za wszystko, co złego o tobie
powiedziałam i myślałam. Jesteś genialny.”
Wohl zwrócił się do autora zdjęć – Jerzego Lipmana:
„To, co zrobiłeś sprawia, że od dzisiaj nie jestem operatorem.”

Od Kutza do Czekaja,Barbara Hollender

Krągłość Joanny

amsterdam
Tam gdzieś złota okrągłość sera.
Zieleń trawy. Rude tulipany.
Tam ramiona błękitnych polderów
ubijają strop z niebieskiej porcelany.Tam zostało.
Tam jest. Tam nie czeka.
Tam przede mną na zawsze ucieka
to błękitne, to rudozielone, ta wyryta w mojej pamięci
Ziemia która się kręci w inną stronę.
Mówią o mnie Latający Holender.
Ja nie latam. To ląd odbiegły. Ja na brzegu już nigdy nie będę.
Latający jest zbyt. Zbyt odległy. To on błędny. On obłąkany.
On mnie wodzi przez oceany. Jawi mi się po nocach nieraz
i wyrzuca na sypkie mielizny.
Wtedy ktoś z mej załogi umiera od widoku ojczyzny.
To przekleństwo. To zmora nocy.
To przeszłości śmiertelny dotyk.
Strzeżcie się swoich ziem wracających.
Nie ufajcie Holandiom lotnym. Im prawdziwsze — tym bardziej obłudne.
Jeśli całe — nie ujdą cało. Gdzie zbyt złote — zbyt zielone — zbyt rude
tam nic nie ma… nic… nic nie zostało.
Tam o świcie stopnieje wszystko przed ostatnim odpływem mroku
i oddali się wasz dom i dzieciństwo — wasz przeklęty wasz wieczny niepokój.

Joanna Kulmowa

Słaby słuch

zakładki
Siedziała mama na wieży i przybyło siedmiu rycerzy.
Każdy się nadymał jak paw. Mieczami machali I wykrzykiwali:
Obetniemy siedem głów! Odrąbiemy siedem łap!
Wystrzelimy prosto w łeb: pif – paf!
A kto smoka zabije, rzuci mu się na szyję królewna piękna,
jak szczęśliwy traf!
I wołała nasza mama, że nie!
Ale oni tak się darli szalenie, tak wrzeszczeli na całe gardło,
że w ogóle nic do nich nie dotarło.
A tymczasem z dalekiego świata nadjechał nasz tata.
Stanął tylko przed jamą i cmoknął: „cmok”!
Wtedy grzecznie, posłusznie wyjrzał z jamy smok…
I siedli na smoczy grzbiet,
I lecieli daleko het aż do naszego miasteczka,
gdzie są małe białe domki i rzeczka.

Joanna Papuzińska