gwarancja

Piramida ścięta

oczywistośc
Dla matki natury opinie i prognozy nie mają znaczenia.
Liczy się przetrwanie!
To najbardziej niedoceniany argument za wolną
przedsiębiorczością i społeczeństwem, którego
siłą napędową będą indywidualni praktycy, a nie politycy
odgórnie zarządzający gospodarką czy aparat biurokratyczny.

Według Adama Smitha to AWANTURNICY!
Biurokraci/w rządach i korporacjach/żyją w systemie
nagród przyznawanych na podstawie narracji, gadania, ewaluacji, recenzji-
INNYMI SŁOWY, NA PODSTAWIE TEGO CO NAZYWAMY MARKETINGIEM!
Na szczęście świat biologiczny ewoluuje dzięki przetrwaniu,
a nie dzięki opiniom „przewidziałem to” i „a nie mówiłem”.
Ewolucji zupełnie nie jest potrzebny błąd konfirmacji,
tak powszechnie występujący w społeczeństwie.

Medytujący w kawiarniach całego świata

Pomiędzy wierszami

beckett1
Czas trzyma w zębach /dobre ukorzenienie/
czek bez pokrycia /lojalnościowy/
Niewiadoma / bez gwarancji na wyprzedaży/ jutra
Wierzymy hipotezom /hipotekom już nie/
Astrofizycy żądają dowodów /dlatego są lustracje/
na rozwiązanie zagadek /puzzle Młynarskiego/ Kosmosu
Łatwiej o wiele /o ile?/ i wygodniej /jak bardzo?/
mitem religii neutralizować strach
Nadeszła moda /zawsze była!/ przepowiedni
w świadomości anioły satanizmy msze
Pomagają odchodzić /możesz sobie wybrać sposób/
ze śmietnika egzystencji

Czytając Zbigniewa Gordzieja

Wiedza przeżarta

kociamber
Pewna mysz, co chcioła spucnąć wszystkie rozumy
żarła knipę po knipie, oż jej padło na umysł:
„Z kotem można ocipieć, można dostać tyż kota!
Dejcie tygo kociambra, niech zmundrzeje ciemnota!
Kiciu, czepiej się bimby i sie odwal od myszów,
bo ci ślepia na rymby wyńdom wnet, towarzyszu!
Zmruż te gały kaprawe, uderz w kime, nie blubrej!
Golnij kawe, gryź trawe i sie namknij z tym klubrem!
Czy mosz hyzia zez szmerglem, czy z przerzutkom Mosz ambe?!”
– kwikła –
Wytkła łeb z dziury
i jom zeżarł kociamber.

Lech Konopiński

Gwarancja

sąsiedzi
Istnieje siła murom granicznym przeciwna,
Która pod nimi ziemię zmarzniętą rozsadza
Lub słońca żarem wierzchnie osłabia kamienie,
Aż się wyrwy wytworzą wielkie na dwu ludzi.
Okaże się czasem, że to sprawka myśliwych,
Nieraz mur po ich harcach naprawiać musiałem.
Nie ostatnie się po nich kamień na kamieniu,
Kiedy z ukrycia króle wypłaszają w pole
Psom ku uciesze. Chociaż nikt nigdy nie widział
Ani słyszał, jak wyrwy te wszystkie powstały,
Odkrywamy je wiosną, kiedy napraw pora.
Daję znać sąsiadowi, co mieszka za wzgórzem,
Aby z nim naszych gruntów granicę wytyczyć,
I znów sami wznosimy mur pomiędzy nami.
I mur trwa między nami, gdy idziemy razem.
Każdy głazy podnosi, spadłe po swej stronie,
Otoczaki podłużne, regularne kule,
By się razem trzymały, guseł trzeba użyć:
„Póki stąd nie odejdę, tkwij, gdziem cię położył!”
Nasze palce grabieją od noszenia głazów.
To jak rodzaj zabawy na wolnym powietrzu –
Po przeciwnych stać stronach. A wynika z tego,
Że mur zbędny jest zgoła, tam gdzie stoi teraz:
On cały jest sosną, a ja sadem jabłoni,
Moje jabłonie – mówię – muru nie przekroczą
I nie wyjedzą szyszek spod pni jego sosen.
On zaś: „Mur to gwarancja dobrego sąsiedztwa.”
Lecz wiosna budzi we mnie przekorne nastroje,
Zapragnąłem myśl nową zaszczepić mu w głowie:
„Dlaczego mur sąsiedztwa miałby być gwarancją?
To krów raczej dotyczy, lecz krów tutaj nie ma.
Zanim mur wybuduję, powinienem wiedzieć,
Od czego się odgradzam, co zamurowuję
I komu czynię afront przez stawianie muru.
Istnieje siła murom granicznym przeciwna,
Która pragnie je zburzyć.” – Krasnoludki może –
Trzeba było ni dodać. Tu nie krasnoludki
Winne; od niego to usłyszeć chciałem. Widzę,
Jak stawia na wierzchołku głaz, w mocnym uchwycie
Rąk obu, jak wojownik z epoki kamiennej.
W ciemności się porusza, która mi się zdaje
Nie tylko mrokiem cieni ale drzew gęstwiny.
Nie wyrośnie już nigdy nad ojca przysłowie,
Które jak najwyższą pielęgnuje mądrość,
Mówiąc: „Mur to gwarancja dobrego sąsiedztwa.”

Robert Frost