Indianie

Zasłupłane

nić
Poświęcam Basi i Ksaweremu, z którymi ciągle zaplątuję

Indianie Navaho oplatają swoje wigwamy
białą nicią, aby strzegła mieszkańców od zła i nieszczęść.
Chociaż wiem, że zło jest zwykle mocniejsze od nici,
ja też kupiłem motek białej przędzy.
O północy przywiązałem z żoną koniec włóczki do klamki
i zaczęliśmy okrążać dom, rozwijając nić.
Było tak zimno, że chcieliśmy zrobić to szybciej
i poplątaliśmy przędzę. Było za ciemno, aby ją rozplątywać,
więc kontynuowaliśmy, mając nadzieję, że wystarczy nam nici.
Naciągając przędzę na rogach i prowadząc ja tuz przy ścianie,
zdołaliśmy ledwo połączyć końce.
Nić oplatała dom, z tyłu była straszliwie zaplątana i
naciągnięta do granic wytrzymałości.
Te supły musiały zostać, w przeciwnym razie
nigdy nie zakończylibyśmy naszej wędrówki.

Robert Fulghum

Reklamy

Uczłowieczenie

co tam
Miejscowy wódz nazywał się Wahatantowet
Zamiast podpisu odcisnął na dokumencie znak
swego totemu – bezrękiego człowieka.
Jedni uważali że postać symbolizuje stan ducha wodza.
Inni uważali że to wyrażało frustrację Wahatantoweta że nie potrafi pisać…
Wahatantowet nie walczy wykonuje gest pokoju mimo że bez rąk i z tomahawkiem
Jeśli chodzi o dokument, możecie być pewni,
Indianie nie odnosili korzyści wynikające z różnicy zdań!

Modlitwa za Owena,John Irving

Podróżne lekarstwo

obiekcje
Woda łatwo się psuła w czasie długich podróży.
Poza tym od zawsze uważano wodę za substancję
pozbawioną wartości odżywczych, a w najgorszym razie za truciznę.
W razie choroby piwo, wino lub wódka służyły za podstawowe lekarstwo.
Bez ich pomocy nie dało się wyleczyć żadnej dolegliwości.
Kiedy pielgrzymi statku „Mayflower” wylądowali w 1620 roku w Plymouth,
byli mile zaskoczeni, że woda w Nowym Świecie nie wywołuje chorób.
Ale nadawała się jedynie do zaspokojenia pragnienia i nie przywracała
zdrowia ani nie zwiększała tężyzny fizycznej.
W 1630 roku statek „Arabella” przywiózł do Bostonu purytanów,
którzy roztropnie zabrali kilka razy więcej piwa niż wody oraz
trzydzieści osiem tysięcy litrów wina.
Od obrazów prawości pierwszych osadników, jakimi karmi się
amerykańskich uczniów, mogą rozboleć zęby.
W czasie pierwszego Święta Dziękczynienia przybysze zza oceanu
oferowali gościom wyprodukowane z dzikich winogron białe i czerwone wina.

Radość picia,Barbara Holland

Jak do Ziemi trafiła śmierć

dar totemów

Indianie Kaddowie i Wintu taką snują
pieśń o Śmierci:
– Kojot drapiąc się za uchem rzekł:
-Wielki Czarowniku, nie zamierzam nikogo
skrzywdzić, ale jedzenia jest mało i
nie starczy dla wszystkich! Widzicie, że
jest nas za dużo i dlatego nie mamy co jeść.
Gdybyście zechcieli umrzeć,
jedzenia byłoby pod dostatkiem.
Nie chciałbym jednak, żeby ci, którzy umrą,
nie powrócili na świat.
– Ale jak to zrobić? – spytała zatrwożona wiewiórka
– Może mi nikt nie uwierzy, ale wystarczy zrobić dziurę
w niebie i wszyscy umarli przeniosą się tam na jakiś czas.
Wystarczy żeby przebiła niebo indiańska strzała,
następna wbije się w jej koniec … aż w końcu sięgną ziemi.
Powrót nie będzie problemem.
A potem kojot ostrzył sobie zęby o ostre kamienie.
I wreszcie wyszedł po cichu przed świtem.
Doskoczył do ostatniej strzały i wbił w nią zęby.
Trrrach! Wszystkie strzały posypały się wprost na grzbiet kojota.
I mimo, że jego wycie słychać odtąd na prerii,
nikt się nie lituje, ponieważ wypuścił śmierć na świat.
A ona już nigdy nie powróci do bram Świętej Skały,
będącej granicą Życia i Śmierci.

Dar totemów,Vladimir Hulpach