kraj ojczysty

Pij, aż do tchu

zatopiony (2).jpg
Pijesz wodę z kranu?
W firmie AQUANET nie ma wody butelkowanej!
No, może poza gazowaną.
Nie ma sensu kupować butelkowanej
wg prezesa firmy Pawła Chudzińskiego.
W każdym miejscu Poznania można się jej napić!
W firmie pracuje 800 osób.
Jak prezes nad tym panuje?
Mam zaufanie do ludzi, a oni mają do mnie.
potem jest bardzo długa przerwa,
a potem procedury!

Poznański Prestiż

Proszek na uspokojenie

magiczne drzewo
Nie mieliśmy sił i wybraliśmy hotel Zabajkale.
Był chyba najdroższy w mieście.
W pokoju znalazłem foliową torbę na pranie,
a w prospekcie, że piorą bardzo chętnie.
Zapakowałem, co tam miałem, i zaniosłem do etażowej,
żeby nie tak pierdut za drzwi jak jakiś burżuazyjny arogant.
Etażowa najpierw się przestraszyła, potem posmutniała,
a potem zrobiło jej się przykro i tłumaczyła,
że jest napisane, ale to nieprawda. Nic się nie pierze.
Po pięciu minutach z przepraszającym i pięknym uśmiechem
przyniosła miskę i proszek.

Wschód,Andrzej Stasiuk

Tu żyję

cosmos
Gdy się przechadzasz sam po
KRAJU OBCYM
Nie życzę ci się spotkać z
Anty-Lopcem!
Bo żadna bestia nie jest
równie wściekła, podstępna, zła…
Jak ten zwierz rodem z piekła!
Wolałbym raczej nie pisać, bo po co,
co ten złowróżbny zwierz wyczynia nocą?
Nie powiem także wprost, bo mi twarz blednie,
czym się zajmuje Anty-Lopiec we dnie?
Jest to działalność co najmniej zbliżona
do zdrożnych czynów cesarza …ona!

Robert Stiller

Na muszce

obgryzanie.jpg
Przecież ból, pożar, zaraza czy susza i głód

nie biorą się same z siebie.
Ktoś musi je przynosić, zadawać, rozpleniać. Ale kto?
Nie moi, nie najbliżsi, nie nasi, bo ci są dobrzy.
Życie jest możliwe tylko wśród ludzi dobrych, a przecież żyję!!!
Winowajcami są więc INNI, OBCY.
Jeżeli spotkało nas nieszczęście, jego źródło nie jest w nas…
Jest poza mną i moją społecznością.
DALEKO OD INNYCH!

Heban,Ryszard Kapuściński

Ceremonia

krag-poznanski
Śmierci prezydenta miasta, odkąd Poznań miał przywróconą niepodległość
mógł się przyjrzeć tym dokładniej,że w orszaku żałobnym szło gimnazjum Marii Magdaleny. Po obu stronach trumny modlili się klerycy z seminarium przy Katedrze.
Zdawało się, że to wyrzeźbiona podobizna z marmuru.
Tylko włosy były ciemne, a reszta wychudzonej twarzy była biała.
Dużo ludzi przybyło spoza miasta, całe wiejskie delegacje.
Zachwycano się bamberkami w czarnych taftowych krynolinach,
białych fartuchach i aksamitnych gorsetach, barwnie wyszywanych,
a wszystko razem podwiązane pod brodami w czepce, jak zwiezione do miasta małe ogródki. Fidrek ze szkolnego szeregu widział karawan i słyszał nieskładny marsz Chopina i tylko jedna orkiestra grała powoli i smutno GDYBYM RANNYM SŁOŃCEM…

Fidrek, Jerzy Waldorff