ksiązki przechowane

Krągłość Joanny

amsterdam
Tam gdzieś złota okrągłość sera.
Zieleń trawy. Rude tulipany.
Tam ramiona błękitnych polderów
ubijają strop z niebieskiej porcelany.Tam zostało.
Tam jest. Tam nie czeka.
Tam przede mną na zawsze ucieka
to błękitne, to rudozielone, ta wyryta w mojej pamięci
Ziemia która się kręci w inną stronę.
Mówią o mnie Latający Holender.
Ja nie latam. To ląd odbiegły. Ja na brzegu już nigdy nie będę.
Latający jest zbyt. Zbyt odległy. To on błędny. On obłąkany.
On mnie wodzi przez oceany. Jawi mi się po nocach nieraz
i wyrzuca na sypkie mielizny.
Wtedy ktoś z mej załogi umiera od widoku ojczyzny.
To przekleństwo. To zmora nocy.
To przeszłości śmiertelny dotyk.
Strzeżcie się swoich ziem wracających.
Nie ufajcie Holandiom lotnym. Im prawdziwsze — tym bardziej obłudne.
Jeśli całe — nie ujdą cało. Gdzie zbyt złote — zbyt zielone — zbyt rude
tam nic nie ma… nic… nic nie zostało.
Tam o świcie stopnieje wszystko przed ostatnim odpływem mroku
i oddali się wasz dom i dzieciństwo — wasz przeklęty wasz wieczny niepokój.

Joanna Kulmowa

Cudowne poddasze

stary strych
Musiałem mieć osiem lat, kiedy na poddaszu na wsi,
odkryłem książki zgromadzone, gdy matka mojej matki
interesowała się przyrodą i zatrudniła uniwersyteckiego
profesora zoologii Szymkiewicza, żeby dawał prywatne lekcje.
Niektóre z książek były unikatami, chociażby cztery foliały
Albertusa Seby, wydrukowane w Amsterdamie około 1750 roku.
Inne książki, znalezione między zielnikami pełnymi orlików,
palemonii, firletek lilii i innych kwiatów, były  mi bliższe,
niż drzeworyty węży, motyli czy embrionów Albertusa.

Pamięci przemów,Vladimir Nabokov