loty

Wspólny lot

ażur.jpg
Siedzieliśmy w samolocie na trasie Melbourne – Ateny.
Do naszych posiłków dołączono małe karteczki
z wydrukowanym tekstem modlitwy dziękczynnej.
To sprowokowało stolarza z Australii do wypowiedzi, że
dyskutowanie o tym, czy Bóg istnieje, czy nie, przypomina
dysputę pcheł na temat istnienia bądź nie istnienia psów.
Profesor z Indii stwierdził, że on nie dziękuje jakiemukolwiek bogu.
Stolarz uważał polemiki dotyczące imienia Boga, za kłótnie pcheł
na temat tego, jakie jest właściwe imię psa.
Na zakończenie dodał, że rozprawianie o tym, czyje pojęcie Boga
jest słuszne, odnieść można do dyskusji pcheł, kto jest właścicielem psa.
Jedliśmy w milczeniu, próbując strawić
zapomniany przez Boga posiłek
i australijską wersję teologicznej prawdy.

UH-OH,Robert Fulghum

Reklamy

Uzdolniony

ptasia trąba
Latem jego dziób jest żółty, jesienią ciemnieje.
Ma krótszy ogon i jest mniejszy od kosa.
W przeciwieństwie do niego nie podskakuje, lecz chodzi.
Jego stada liczą do kilku tysięcy osobników i
przemieszczając się zwartym lotem,
zakreślają zadziwiające arabeski na niebie.
Pozostaje częściowo na zimę w Polsce.
W jego śpiewie słyszalne jest ćwierkanie, skrzeczenie i klekotanie.
Nie ma problemów z naśladowaniem głosów innych ptaków,
klaksonów czy telefonów komórkowych.

Inwentarz ptaków,Aladjidi&Tchoukriel

Nie później

moze-juz
Opatrzność bogów pozwoliła mi uniknąć śmieszności.
Nie napisałam wiersza o rozpaczy piękna.
Stojąc na Golden Gate Bridge usiłowałam zapiąć płaszcz,
aby oczom odwrócić uwagę.
Uniknąwszy śmieszności, nie mogę oprzeć się milczeniu.
Na Twój pogrzeb przypadł mój kolejny lot.
Ty startowałeś z siebie. Ja z lotniska w Denver w Colorado.
Moi przyjaciele patrzyli do góry. Twoi patrzyli w dół.
Jesteśmy na północy. Autobus zbłądził.
Sorry, nic się nie stało tylko skończył się świat.
Stoimy nad p rz e p a ś c ią !

Ewa Lipska

(S)z(h)ANS(ho)a na przeżycie

hoacyn
Juliane specjalizuje się w badaniach nad nietoperzami
i pracuje w muzeum monachijskim.
Mając siedemnaście lat leciała w odwiedziny do ojca,
który pracował w biologicznej stacji badawczej w Peru.
Samolot wraz z dziewięćdziesięcioma pasażerami eksplodował nad Andami.
Juliane wirując przypięta do fotela,
spadła z wysokości trzech kilometrów i wylądowała w koronach
peruwiańskiego lasu deszczowego.
Wydostała się z dżungli, bo wiedziała od ojca, iż w dżungli
zabłądziwszy należy iść wzdłuż strumieni.
Strumień rozpoznała dzięki głosom hoacyna,
który gnieździ się nad rzekami.
Po dziesięciu dniach jako jedyna ocalała z katastrofy
wróciła do cywilizacji.

Chrapiący ptak,Bernd Heinrich

Nic groźnego

dłonie
Myślałem, że wszystko już wiem. Nie potrzebowałem żadnych rad.
Szybko zgodziłem się pomóc wdowie w rozsypaniu prochów jej małżonka
nad zatoką Bellingham.
Pilot sądził, że wiem co robię. Wdowa uważała, że wiem co robię.
Ja sam byłem pewien, że wiem co robię. Poleciałem więc w nowiutkiej sutannie.
Na wysokości pięciu tysięcy stóp, pilot otworzył drzwi,
a ja odemknąłem półlitrowe pudełko i wysypałem zawartość na zewnątrz.
Pęd powietrza wwiał prochy z powrotem przez otwarte drzwi.
Kokpit wypełnił się tym, co zostało po zmarłym.
Prochy pokryły wdowę, pilota i mnie.
To co pozostaje po kremacji, przypomina mąkę oczyszczoną przez ogień.
Dlatego nic nie grozi tym, którym dostanie się ona do ust i nosa.
Takiej sytuacji nie omawiano na zajęciach w seminarium.
WDOWA BYŁA BARDZO MIŁA:
– To pewnie będzie mi się wydawało śmieszne … kiedyś
Powiedziała i odjechała sama z prochami w torbie z odkurzacza.

Kilka uwag na temat życia po obu stronach lodówki,Robert Fulghum

Można zbaranieć

Montgolfière2
Historia uczy nas, że pierwszym pojazdem załogowym
żeglugi powietrznej był „Montgolfiere”.
To balon zbudowany przez braci J.Michela i J.Etienne Montgolfierów.
Bracia byli właścicielami papierni. Praktyka zwyciężyła.
Jednak bracia uważali dym za decydujący gaz nośny i byli
wręcz przekonani, że powinien on możliwie mocno cuchnąć.
Przy pierwszym locie w królewskim parku w Wersalu,
nawrzucali do ogniska oprócz mokrej słomy
rozkładające się mięso i stare buty.
Nie bez powodu pierwszymi pasażerami były
najpierw baran, kogut i kaczka.

Dlaczego jabłka spadają z drzewa,Ranga Yogeshwar