międzywojnie

Blaszki z dziurkami

metalowe klocki1
Zaszliśmy pod sam ogromny pałac, tak mi się przynajmniej wtedy wydawało,
który okazał się domem towarowym. Chyba wtedy największym w całej Warszawie.
Miał kilka pięter, szerokie schody, ogromne okna.
I dział z zabawkami. Moją uwagę szczególnie zwróciły
zestawy modeli do składania, Meccano.
Różne konstrukcje z metalowych elementów, takich płaskich blaszek z dziurkami, śrubek, nakładek. Na środku sali stał taki wysoki, ogromny model,
wydawało mi się, że do samego sufitu.
„I co na to powiesz?”, spytała mnie Stefa.
Powiedziałem, że to najpiękniejsza rzecz, jaką widziałem w życiu.
„Nie stać nas, żeby kupić taki, ale Dom dostał w prezencie mały zestaw.
Popatrz sobie, żebyś wiedział, co można z tego zbudować, jak to wszystko działa”.
Potem, kiedy w szkole rozkręciłem budzik i zadzwonił na lekcji,
nauczyciel wezwał ją do siebie, a ona skrzyczała mnie tylko trochę.
Dużo w Domu naprawiałem. Stefa czasem zostawiała mnie samego z zepsutymi sprzętami, nie mówiła, jak co naprawić, po prostu przynosiła niesprawną rzecz.
Mówiła tylko: „Polegam na tobie”.
Ty wiesz, co to znaczyło, że ona polegała na mnie?
Przecież ze mnie było takie liche nic.

Pani Stefa,Magdalena Kicińska

Reklamy

Ceremonia

krag-poznanski
Śmierci prezydenta miasta, odkąd Poznań miał przywróconą niepodległość
mógł się przyjrzeć tym dokładniej,że w orszaku żałobnym szło gimnazjum Marii Magdaleny. Po obu stronach trumny modlili się klerycy z seminarium przy Katedrze.
Zdawało się, że to wyrzeźbiona podobizna z marmuru.
Tylko włosy były ciemne, a reszta wychudzonej twarzy była biała.
Dużo ludzi przybyło spoza miasta, całe wiejskie delegacje.
Zachwycano się bamberkami w czarnych taftowych krynolinach,
białych fartuchach i aksamitnych gorsetach, barwnie wyszywanych,
a wszystko razem podwiązane pod brodami w czepce, jak zwiezione do miasta małe ogródki. Fidrek ze szkolnego szeregu widział karawan i słyszał nieskładny marsz Chopina i tylko jedna orkiestra grała powoli i smutno GDYBYM RANNYM SŁOŃCEM…

Fidrek, Jerzy Waldorff

Blisko Ziemi

Blisko Ziemi

Kiedy świat był jeszcze bardzo młody,
w miastach stiukowo-złocony, na wsiach
ciężki od zapachu leżących owoców i
krowiego nawozu, ludzie byli mniejsi.
Może nie mieli się po co wspinać i
rzadziej niż dziś stawali na palcach,
może jedli, nie stosując się do mądrych
zasad zdrowego żywienia, i rozrastali się
w innym kierunku, a może po prostu nie
zależało im na byciu wyższymi, bo wszystko,
czego im było trzeba, znajdowali w bliskości
ziemi.

Lala, Jacek Dehnel