młodość

Bez Coltrane’a

zarezerwowane
Dla Dionizego Piątkowskiego

nie ma mojego odczuwania muzyki, bezpieczeństwa jazzowania,
zawierzenia improwizacji i nieustannym wędrówkom
ku granicom, które wyznaczali najodważniejsi.
Tekst Julie Andrews My Favorite Things zaczynał
i kończył wiele moim etapów życia. Przez naście lat istniała dla mnie
tylko wersja grana przez Johna Coltrane’a. Potem nagle pojawił się
Al Jarreau razem z nieodłącznym dla mnie rytmem Take Five.
Kiedy zaśpiewał My Favorite Things już nie musiałem przekonywać
siebie, że początek dnia to:
Krople deszczu na różach i wąsy kociąt
Jasne miedziane czajniki i ciepłe wełniane rękawiczki
Paczki zapakowane w brązowy papier przewiązane sznurkiem …

tak na marginesie:
Mogę jeszcze dodać, że mając dwadzieścia parę lat,
buńczucznie twierdziłem, że jeśli moje życie nie będzie miało
rytmu „My Favorite Things” Johna Coltrane’a, to nie warto dalej żyć!

Reklamy

Kiedy bardzo zależy

powodzenie
Widząc jak palą fajki przed szkołą,
proponował im, żeby zaczęli mu pomagać w hospicjum.
Te spotkania z pacjentami były dla wielu z nich bardzo ważne.
Mówił na nich: MOJE OGRY. Uważał, że każdemu należy dawać szansę.
Dlatego zaczął angażować do pracy w hospie ludzi, którzy właśnie
opuścili więzienie czy poprawczak. Kiedy spotykał ambitnych uczniów,
który zarzucał mu, że jest mu łatwiej, bo jest z dużego miasta,
a oni z prowincji odpowiadał:
Można być z Warszawy i można być wiochmenem, a można
być z Koziej Wólki i być światowcem.
To jest tylko w głowie. Jeśli macie zdolności, to ja dam wam
moje kontakty. Pokażcie, co umiecie, osiągajcie sukcesy.

Ks.Kaczkowski w opowieściach rodziny i przyjaciół,
Iza Bartosz&Kapsyda Kobro-Okołowicz

Gniazda zakładają ptaki

bliskośc.jpg
Dowiedziałam się pewnej prawdy w wieku 17 lat/Że miłość była przeznaczona tylko dla królowych piękności/I dla dziewczyn z liceum o perfekcyjnych uśmiechach/Które wyszły za mąż bardzo młodo, a potem przeszły na emeryturę.
Walentynki, których nigdy nie zaznałam/Farsy młodości w piątkowe wieczory.
Były spędzane przez kogoś piękniejszego/W wieku 17 lat dowiedziałam się pewnej prawdy/A te z nas o zniszczonych cerach,odczuwające brak ogłady towarzyskiej/Rozpaczliwie pozostawione w domu/Wymyślając kochanków przez telefon/Którzy dzwonili, żeby powiedzieć: „zatańcz ze mną”/I szeptali niejasne nieprzyzwoitości/To nie wszystko, co wydaje się być mając 17 lat.
Dziewczyna o brązowych oczach w używanych ubraniach/Której imienia nigdy nie potrafiłabym wymówić/Powiedziała: „Jaka żałość, proszę cię, te, które obsługują innych/Bo dostają tylko to, na co zasługują”/I ta bogata, powiązana królowa swojego miasta rodzinnego/Wychodzi za mąż dla swoich potrzeb
z gwarancją towarzystwa/I ze schronieniem na starość/Więc zapamiętajcie, że te, które wygrywają tę grę/Tracą miłość, o którą się ubiegały/W obligacjach jakości i niepewnej uczciwości/Ich małomiasteczkowe oczy będą się na was gapić/Nieciekawa niespodzianka, kiedy należy się zapłata/Przewyższa rachunki otrzymane w wieku 17 lat/Do tych, które znały ból/Walentynek, które nigdy nie nadeszły/I do tych, których imiona nigdy nie były wymieniane/Podczas wybierania drużyn koszykówki/To było dawno temu i daleko/Świat był wtedy młodszy niż dzisiaj/Kiedy marzenia były jedyną rzeczą, którą dawali za darmo/
Brzydkim kaczątkom takim jak ja/Wszyscy gramy w tę grę, a kiedy odważymy się
oszukiwać siebie w samotności/Wymyślając kochanków przez telefon/Odczuwać żal wobec innych nieznanych żywotów…

Delikatność

trudnosci
W moim rewirze rosną młode buki mierzące
od jednego do dwóch metrów.
Kiedyś dałbym im co najwyżej dziesięć lat.
Jednak wiek buków można dobrze oszacować na podstawie
niewielkich węzłów na gałęziach.
Tworzą się każdego roku poniżej pączków, a gdy te najbliższej
wiosny się rozwiną, a gałąź urośnie, węzeł pozostaje.
Tak więc liczba węzłów jest identyczna z wiekiem drzewa.
Gdy gałąź przekracza grubość trzech milimetrów, węzły znikają.

Sekretne życie drzew,Peter Wohllben

Duma z pikseli

autobiografia
W 2005 roku dwudziestoletni brytyjski student Alex Tew
wymyślił nowatorską metodę zdobycia pieniędzy na edukację.
Stworzył stronę internetową, która oferowała powierzchnię
miliona pikseli, po dolarze za każdy piksel, na której można było zamieścić reklamy.
WWW.MILIONDOLLARHOMEPAGE.COM odnisła sukces
i ogłoszeniodawcy ochoczo kupowali piksele.
Alex ogłosił się pikselowym naciągaczem,
a potem patrzył, jak spływają pieniądze.
Stronę uruchomił 25 sierpnia 2005 roku.
Ostatnie piksele sprzedano na aukcji 11 stycznia 2006 roku.
DOCHODY osiągnęły 1 037 100 dolarów.
KOSZT początkowy, czyli zarejestrowanie domeny – 75 dolarów.

Z Galileusza też się śmiali,Albert Jack

Ryczałt

muzyka-sfer
– Piszecie sobie pioseneczki dla Czerwonych Gitar,
a dla nas nie możecie nic napisać?
– Z kim tam piszecie te przeboje?
– Z Krajewskim…
– Brać się więc do roboty. Macie tydzień.
Związek Socjalistycznej Młodzieży Polskiej/nie koedukacyjny/
łączy dzisiaj młodzież miast i wsi/zależy od wifi/
Związek Socjalistycznej Młodzieży Polskiej/zmęczone powtórzenie/
wspólną drogą, hasłem naszych dni/nie dostarczoną na czas/
Związek Socjalistycznej Młodzieży Polskiej/mam już deja vu/
lepszą pracą wiedzie nas/ale dokąd, dokąd/
Związek Socjalistycznej Młodzieży Polskiej/ze_sem_młodzie_pol/
wspólna walka tworzy lepszy świat/szukam jak pies Netto i pluszaki Biedronki/
Znalazłem się tam jako merytoryczny – nie polityczny pracownik ryczałtowy do spraw piosenki. Pracowałem wówczas w Radzie Naczelnej Zrzeszenia Studentów Polskich,
gdy połączono wszystkie grupy młodzieżowe w Federację Socjalistycznych Związków Młodzieży Polskiej.

Tekściarz,Krzysztof Dzikowski

Po kawałku

narodziny
Niechże Pan napisze o tym, jak młody człowiek,
chłopiec sklepowy, gimnazjalista, student,
który został wychowany w poszanowaniu możnych,
hołdował cudzym myślom, dziękował za kawałek chleba,
biegał po korepetycjach, bił się z kolegami,
dręczył zwierzęta, lubił zjeść u bogatego krewniaka,
był nieszczery wobec Boga i ludzi bez najmniejszej
ku temu potrzeby, po prostu z powodu własnej nicości –
niech Pan napisze, jak ów młody człowiek kropla po kropli
wyciska z siebie niewolnika, aż wreszcie, zbudziwszy się
pewnego ranka, czuje, że w jego żyłach tętni ludzka krew.

Antoni Czechow