muzyka

Wytrzymałość

aborygeńskie sny
W momencie, gdy kończy się koncert
ludzie wpadają w szał gadania
żeby zemścić się na muzyce
która skazała ich na dwie godziny milczenia
Nagromadzone słowa wyskakują jak górskie potoki
żeby się wyrwać spod magii muzyki
której nie chcemy się poddać
kwestionując PRASTARĄ WARSTWĘ NIEWINNOŚCI
która umożliwia wszelkie OCZAROWANIE
To jedna z metod jakimi posługuje się
intelektualna trzeźwość i pedanteria
by pomścić MILCZENIE i CISZĘ

Vladimir Jankélévitch

Reklamy

Nie daj Boże … więcej!

wyraz twarzy

Muzyka nie przekazuje żadnych treści.
Poza sobą. Czyli muzyka opowiada o muzyce.
A nie daj Boże o przeżyciach kompozytora,
których nie powinniśmy być ciekawi.
Komponuję dla samego siebie.
Nikt nie potrzebuje mojej muzyki,
ponieważ świat nie interesuje się nową muzyką.
Rysuję też dla samego siebie. To terapia.
Ojciec był kaligrafem, też uważałem,
że pismo powinno być wyraźne, również w muzyce.
I to ojciec ustalił raz na zawsze,
że mówić warto tylko o rzeczach wzniosłych i ważnych.

Bogusław Schaeffer

Zapisy do sierocińca

wybory.jpg
Vivaldi był księdzem „Il prete rosso” przy szkole
dla dziewcząt przy kościelnym sierocińcu „Ospedale della Pieta”.
Cztery pory roku przyniosły mu pokaźny majątek.
Najważniejszą kobietą jego życia była Anna Giraud,
mieszkająca z nim jako jego pomoc domowa.
Vivaldi chwalił się, że mógłby skomponować koncert
w czasie krótszym, niż kopiście zajęłoby jego przepisywanie.
Przyjmując święcenia kapłańskie, twierdził, że powodem była astma!
Gdy pewnego razu przerwał mszę i zniknął w zakrystii,
by zapisać muzykę, która przyszła mu do głowy,
wykorzystał ten incydent do zakończenia służby duszpasterskiej.
Dzięki niezliczonym kompozycjom /550 koncertów/ do wykonywania
podczas uroczystości kościelnych zyskał sobie zaufanie Kościoła.
Ale to wszystko realizował dzięki, znakomitej orkiestrze i chórowi,
złożonemu z uzdolnionych wychowanek „Ospedale della Pieta”.
Po śmierci swego mecenasa, cesarza Karola VI,
pozostał bez środków do życia. Zmarł mając u boku wierną mu Annę Giraud …

Historia ze sceny na Piętrze

rozdroża
Andrzej Borowski
stwierdził, że mój repertuar nadaje się
na imprezy estradowe. Romuald Grząślewicz zaoferował mi
rolę dziadka. Miałem wtedy 25 lat!
Michał Grudziński nie szczędził mi rad.
Pasjonowała mnie piosenka aktorska.
Romuald G, zaprosił na jedną z imprez Kalinę Jędrusik. Ona uważała, że powinienem brać udział w Przeglądzie piosenki Aktorskiej we Wrocławiu. Dzięki niej zostałem pierwszym nie-aktorem którego dopuszczono do festiwalu!
I dostałem tam wyróżnienie i nagrodę programu III Polskiego Radia.

Poznański prestiż,Elżbieta Podolska

Murzasichle

pro_pozycja1
Lekarze mówili: będzie jak roślina!!!
W siódmym miesiącu ciąży odkleiło się łożysko.
Dostał dwa punkty w skali Apgar.
Płonkowie mieszkają w Murzasichlu.
Łukasz jest zegarmistrzem, właścicielem
najstarszego w Krakowie zakładu zegarmistrzowskiego.
Małgorzata jest nauczycielką plastyki.
Psycholog z Poradni warszawskiej zdiagnozowała autyzm.
Psycholog w Kamieńcu uznała go za umiarkowanie upośledzonego.
…………………………………………………….
W Krakowie po raz pierwszy zobaczyłem windę.
Długo analizowałem,w jaki sposób działa.
Próbowałem zbudować z klocków lego.

Mieliśmy kilka magnetofonów w domu. Odkręcałem śrubki i przyglądałem się,
jak działa mechanizm. Gdy po raz pierwszy usłyszałem Beethovena, to cały w środku drżałem. Zasypiałem i budziłem się ze słuchawkami.
Rodzice zapisali mnie na zajęcia komputerowe.
Niebawem naprawiałem zepsute komputery w okolicy.

………………………………………….
Grzegorz w finale zagrał sonatę KSIĘŻYCOWĄ.
Słuchało go blisko pięćset osób w sali
im. Lutosławskiego i bili brawo przez kilka minut.

Polska odwraca oczy,Justyna Kopińska

Bez Coltrane’a

zarezerwowane
Dla Dionizego Piątkowskiego

nie ma mojego odczuwania muzyki, bezpieczeństwa jazzowania,
zawierzenia improwizacji i nieustannym wędrówkom
ku granicom, które wyznaczali najodważniejsi.
Tekst Julie Andrews My Favorite Things zaczynał
i kończył wiele moim etapów życia. Przez naście lat istniała dla mnie
tylko wersja grana przez Johna Coltrane’a. Potem nagle pojawił się
Al Jarreau razem z nieodłącznym dla mnie rytmem Take Five.
Kiedy zaśpiewał My Favorite Things już nie musiałem przekonywać
siebie, że początek dnia to:
Krople deszczu na różach i wąsy kociąt
Jasne miedziane czajniki i ciepłe wełniane rękawiczki
Paczki zapakowane w brązowy papier przewiązane sznurkiem …

tak na marginesie:
Mogę jeszcze dodać, że mając dwadzieścia parę lat,
buńczucznie twierdziłem, że jeśli moje życie nie będzie miało
rytmu „My Favorite Things” Johna Coltrane’a, to nie warto dalej żyć!

Podejrzewam

bliskosc-2
że wszystko co robię opiera się

na obrazie, który natychmiast poszukuje dźwięku !
Czasem wyprzedza mnie dźwięk i wtedy
zamykam oczy, bo odczuwam wszystko całym ciałem…
Jednak jest we mnie chwila, kiedy obraz mówi, aż za dużo…
kryję się wtedy w dźwięku!
Fascynuje mnie odkąd zetknąłem się z  NIEWIDOMYMI,
ich subtelność dotyku i niemożliwe wyczucie dźwięku.
Równocześnie zapanowało we mnie wrażenie, że
cały problem dotyczący granic nie ma nic wspólnego
z tym, czy widzisz, słyszysz, mówisz, poruszasz się !!!
Za każdym razem wychodziła na jaw siła, która pozwalała ludziom BYĆ
po stokroć i wielokrotnie więcej…
Po stokroć i więcej TEGO WŁAŚNIE SIĘ TRZYMAM.

Poświęcam ten wpis wspaniałym PANIOM z Biblioteki Raczyńskich,
które wspomagają mnie w utykaniu, ku ludziom świadomym NIEWIDZIALNOŚCI!