niewinność

Do bólu

próbnik.png
Bywa że sobie z losu szydzę
Z prawej panienka
Przypatrz no się
Uśmiechu mi śle
Przeto widzę
Że trzeba ku niej
Śmiało
Spójrz w
lewo a dowiesz się
A komu uśmiech swój posyła ?

Dmitrij Prigow

Reklamy

Rozkręcanie

apokalipsa.jpg
Jeśli ktoś jest niewidomy i doskonały
to dla mnie bez końca jest Rahsaan Roland Kirk.
Bez niego nie miałbym najpiękniejszej sceny
kochanków na hulajnogach w rytmie.
Uczę się od niego bez przerwy i
za każdym razem myślę, że ON wyznacza pułap
możliwości muzyki niewidomych!
Ale to jest bez sensu, kiedy pomyśli się
o dźwięku, który jest w NAS.
Bo nie musisz widzieć kiedy słyszysz!

Słyszysz, a nie widzisz?

matka ziemia
Joel Snyder jest założycielem Audio Description Associates,
jeden z najaktywniejszych zajmujących się problematyką audiodeskrypcji.
Snyder uważa ją za rodzaj działalności artystycznej, wymagającej zarówno talentu, jak i precyzji. Audiodeskrypcja jest świadomą, uważną obserwacją, która umożliwia dostrzeganie kluczowych, niezbędnych elementów wizualnych dla zrozumienia obrazu lub akcji.
Im częściej bowiem nasz wzrok ślizga się jedynie po powierzchni obrazu,
tym bardziej tracimy umiejętność świadomego widzenia.

Język audiodeskrypcji zakłada operowanie:
-metaforą
-paradoksem
-subtelnością
-estetycznym minimalizmem
Joel Snyder przyrównuje audiodeskrypcję
do poetyckiej sztuki haiku, w której najistotniejsza
wydaje się zwięzłość i wielka oszczędność słów,
a każdy wiersz haiku jest obrazkiem –
szkicem, który notuje aktualny stan wycinka świata w sposób najpełniejszy,
próbuje oddać jego barwę, muzykę, zapach i całą otaczającą go atmosferę.
Audiodeskrypcja malując obraz słowem,
nie tylko przekazuje ogromny ładunek uczuć i wrażeń,
ale staje się także budowaniem uważniejszego bycia tu i teraz.
Istnieją trzy złote reguły do Audiodeskrypcji:
-opisz co widzisz
-nie podawaj subiektywnej wersji tego co widzisz
-nigdy nie opisuj znanych dźwięków, dialogu albo komentarza

Obraz słowem malowany,Barbara Szymańska

Nie sprzątaj

wyjścia
A ja lubię kurz.
Lubię kurz
i już.
Bo jak wpadnie do pokoju słońce to zapali pyłki
i tak pięknie tańczyć będą bez muzyki
złote złote złote
smugi iskry punkciki
Albo jak się zakurzy półka można palcem
pisać i okręty narysować i fale
popłynąć jak najdalej do krainy na stole
gdzie kurz nad polem i nad drogą złote chmury nosi
tańczące
A w tym złocie zachodzi słońce.

poprawiona Joanna Kulmowa

Wspaniałomyślność

Filipiny_200_piso_2010_p209_F_big_back
Ja tarsjusz syn tarsjusza,
wnuk tarsjusza i prawnuk,
zwierzątko małe, złożone z dwóch źrenic
i tylko bardzo już koniecznej reszty;
cudownie ocalony od dalszej przeróbki,
bo przysmak ze mnie żaden,
na kołnierz są więksi,
gruczoły moje nie przynoszą szczęścia,
koncerty odbywają się bez moich jelit;
ja tarsjusz
siedzę żywy na palcu człowieka.
Dzień dobry, wielki panie,
co mi za to dasz,
że mi niczego nie musisz odbierać?
Swoją wspaniałomyślność czym mi
wynagrodzisz?
Jaką mi, bezcennemu, przyznasz cenę
za pozowanie do twoich uśmiechów?
Wielki pan dobry –
wielki pan łaskawy –
któż by mógł o tym świadczyć, gdyby brakło
zwierząt niewartych śmierci?
Wy sami może?
Ależ to, co już o sobie wiecie,
starczy na noc bezsenną, od gwiazdy do gwiazdy.
I tylko my nieliczne, z futer nie odarte,
nie zdjęte z kości, nie strącone z piór,
uszanowane w kolcach, łuskach, rogach, kłach,
i co tam które jeszcze ma
z pomysłowego białka,
jesteśmy – wielki panie – twoim snem,
co uniewinnia cię na krótką chwilę.
Ja tarsjusz, ojciec i dziadek tarsjusza,
zwierzątko małe, prawie że pół czegoś,
co jednak jest całością od innych nie gorszą;
tak lekki, że gałązki wznoszą się pode mną
i mogłyby mnie dawno w niebo wziąć,
gdybym nie musiał raz po raz
spadać kamieniem z serc
ach, roztkliwionych;
ja tarsjusz
wiem, jak bardzo trzeba być tarsjuszem.

Wisława Szymborska