oczywista potrzeba

Żeby być

namysł
Strumień moich myśli nie prowadzi prosto
z jednego punktu do drugiego
Nie ma wyznaczonej żadnej
linii biegu
Płynie on raczej po
horyzoncie mych doświadczeń
Przenosząc się
z jednego kręgu zainteresowań do innego
Nie istnieje żadna meta którą
należy przekroczyć
Żaden wniosek do którego
trzeba dojść
Tak właśnie postrzegam taniec …
Przenoszę się z miejsca na miejsce
nie po to aby gdzieś dotrzeć
Ale po to
żeby
Być
gdzieś
w
Czasie

Robert Fulghum

Reklamy

Ona nie słucha …

powiązania (2).jpg
Książko jeśli przebiegłość twa
Da ci z mądrymi przystawać
Głupki nie będą ci gadać
Że tobie piątej klepki brak
Lecz gdy noga powinie się tak
Że dostanie cię idiota
W ledwie jednym mgnieniu oka
Ujrzysz że nic nie pojmuje
Choć mózg bez przerwy buzuje
By dowieść jaka tęga głowa

Doświadczenie naucza wszak
Że kto właściwe drzewo chwyci
W chłodnym się cieniu będzie byczył

Urganda Czarodziejka do książki o don Kichocie z Manczy

Nikt nie posiada

zamrożenie
Poświęcam wszystkim Storytellerom, Hakawatim, Łgarzom, Gawędziarzom

Ilekroć coś czytamy, czynimy to przez pryzmat poprzednich lektur.
Tekst oryginalny /o ile coś takiego istniało kiedykolwiek w czystej postaci/
staje się ledwo widoczny!
Kiedy więc zamykając książkę, myślimy sobie: TERAZ JUŻ … lub … JEST MOJA !
chodzi nam o to, że przywłaszczyliśmy sobie historię,
którą przedtem wielu innych ludzi opatrywało przypisami,
przerabiało, interpretowało, adaptowało…
Na niewiele nam się przy tym zdaje przestrzeganie chronologii.
Pryzmat poprzednich lektur sprawia, że odczytania wpływają
na siebie nawzajem, późniejsze na wcześniejsze i vice versa!
Nie wolno oskarżać św. Augustyna z tego powodu, że studiuje
Homera pod kierunkiem Goethego, czy zarzucać Heraklitowi,
że pozwolił sobie na stronniczość pod wpływem George’a Steinera.

Iliada i Odyseja Biografia,Alberto Manguel

Oczyszczanie

cortazar
Mój egzemplarz książki, wydany przez „Pomorze”

w Bydgoszczy w 1993 roku kosztuje 52 000 złotych.
Kronopio zbytnio ścisnął tubkę pasty,
z której zaczęła się wydobywać długa,
różowa wstęga.
Kronopio zaczął potrząsać tubą i flaczki
różowej pasty spadały z balkonu na ulicę.
Wtedy zebrały się Famy, żeby omówić zmiany.
Flaczki różowej pasty spadały na kapelusze Fam.
Na górze pełen radości Kronopio śpiewał czyszcząc sobie zęby.
Famy oburzyły się na niewiarygodną bezmyślność Kronopia.

Dylemat brzmi: Czy myć zęby po famie, czy skupić się na kronopiach?

Opowieści,Julio Cortazar

StuhrMowanie Legionowa

alien
-Panie Stuhr, a jak to jest, kiedy się panu nie chce?

No, normalnie nie chce się, zmęczony pan jest albo
na kacu…Ile wtedy trwa ta sztuka?
-Panie, trwa tyle samo, przecież to jest tekst,
napisał go autor niemiecki!
-Jak to? To ktoś to napisał? To pan nie opowiada tak od siebie?
Model aktorstwa teatralnego mojego pokolenia polegał na
wykreowaniu roli tak, by widz uwierzył w naszą mistyfikację.
Dzisiaj na scenie musi się być niby naprawdę.
Nasi młodzi chcą rozbierać się naprawdę,
naprawdę spowiadać ze swojej intymności.
– Niczego bardziej się nie wystrzegam,
jak anarchii improwizacji…
ale olewam!
Wynika to  z lęku przed zasadniczymi pytaniami jak żyć? Boimy się aby tych pytań nam nie zadano.
Wszystko przeradza się w żart, w dwuznaczność. Mało jest rozmów istotnych.
Można je śmiało zadawać na Teatraliach, dlatego mijam Warszawę
i pędzę na dobrze zmistyfikowane uteatralnienie rzeczywistości.

Ja kontra bas,Jerzy Stuhr

Bez pośpiechu

żyrafa
Szykujemy sobie Apokalipsę

gdy na świętym Marcinie parskają srebrne konie…
Julia Krawczyńska rozwija pytania o noc i dzień,
Julia Thiel plącze myśli  w struny spektaklu,
Emilian Woźniak uczy pogody ducha,
pośród niewytłumaczalnych zbiegów okoliczności kiedy już wszyscy
są podłączeni do „Pociągu do” zamykam oczy i  wypatruję miejsca poza Apokalipsą!

Dziękuję Toffi&Friends, że zabrała mnie dalej

Obserwując psa

zaczarowany1.jpg
Czuję się zacofany.

Taka energia połączona z zabawą.
Co ja robię z tego szybkiego dnia?
To jakieś kozie bobki nazywane pracą!
Obrócić się choć raz, tak z patykiem.
Zatrzymać na głos wiatru i motyla.
I się nie wstydzić, że się chce siku,
a kupę walnąć na trawniku!
On to ma pieskie życie, gdy wstaję na pomruki o trzeciej rano.
A rozbiegający się dzień to przecież oczywistość.
Taka regularność zawstydza.
Ale ja się nie poddaję.
Gotuję kaszę, kości zdobywam, żwacze, instrukcje i doświadczenie psiarzy.
I nadal czuję się zacofany.
Mój pies do przodu, merdając marzy!