pamięć kamieni

Dom w Princeton

Mandelsztam
Pracował zaczynając
od głosu
Poezja powstawała z dźwięków
rozlegających się
w jego głowie
Na pierwszym etapie
jego usta poruszały się
bezgłośnie
Później zaczynał szeptać
i w końcu
wewnętrzna muzyka
zamieniała się
w znaczenie
Krążył po pokoju
jak zwierzę
w klatce

W 1979 roku w liście do władz uniwersytetu Princeton,
dokąd przeniesiono z Paryża archiwum Mandelsztama,
Nadieżda Mandelsztam napisała:
Może wiele lat po śmierci /po 41 latach/
ten bezdomny, ubogi i rzadko publikowany poeta znajdzie
wreszcie dom, gdzie będą jego książki, dokumenty,
archiwum i własna prasa.

Żony w cieniu mistrzów literatury rosyjskiej,Alexandra Popoff

Reklamy

Gwałt paryski

brak.jpg
Utrata dawnego placu Carrousel
pola baraków bezładnego skupiska ludzi i zwierząt
pełnego żałosnych rupieci
dla Baudelaire’a jest jak utrata
Troi przez Andromachę
jak znikniecie pięknego jeziora dla łabędzia
przeniesionego do menażerii
jak zasypana Afryka dla osiadłej tu
murzynki chorej na gruźlicę
z jej wspomnień
bo kto uskarża się na utratę czegoś
choćby mało istotnego
jak Baudelaire nieodnajdujący wyburzonego fragmentu Paryża
wkrótce sam zatraca się w nieprzeliczonym tłumie
żywych i umarłych
gdzie potężne mury Troi i malowane deski kilku baraków
stają się niezmierzonym murem mgły
ciemnym centrum
ku któremu
wszyscy
zdążamy

Pawilon Baudelaire’a,Roberto Calasso

Podróże

sanchez1
Umówiłem się z BRZEGIEM
Że jutro tu wrócę
Umówiłem się z GÓRAMI
Że jutro zrobię im zdjęcie jak tylko słońce powstanie
Umówiłem się z KAMIENIAMI
że ułożę z nich ornament
Umówiłem się z WIATREM
on obiecał być spokojny ledwo ledwo
Umówiłem się z MORZEM
że zanurzę się w nim jutro jak ryba
Umówiłem się z OSŁEM
że jutro będę jak on pozował do fotografii

Casa di Stasys

Dobrze znany styl

za-drutem
Mówiła o wypadkach sprzed lat przeszło trzydziestu tak,
jakby to było wczoraj, jakby te „brzydkie plotki” krążyły właśnie teraz,
i jakby było najpilniejszą rzeczą położyć im koniec.
Są takie egzystencje, które zatrzymują się w pewnym punkcie.
Uderzył mnie ten zbieg okoliczności:
znów jakaś trumna woła o swoją prawdę. Ale gdzie są te prawdy?
Niby w sztuce Pirandella mijają się one, spotykają na chwilę,
znów rozchodzą, patrzą na siebie obcym, nieprzeniknionym wzrokiem.
Pożegnała się, zostawiając mi plik papierów.
To był tak dobrze znany mi styl epoki:.
fałszywa literatura, a prawdziwe trupy.
Jest to rzecz, która zawsze mnie uderza, do jakiego stopnia
zawsze wszystko jest i n a c z e j.
Każda rzecz ma wiele fizjognomii, ale ta, którą przyjmuje publiczność,
jest z reguły najmniej podobna.

Literatura trumien,Tadeusz Boy-Żeleński

Tłukę się

bruk
Najpierw bruk oznaczał kamienną posadzkę,
spotykaną na dziedzińcach pałaców,
w stajniach, wreszcie na rynkach miast i
potem na ulicach.
Znaczenia słów pochodnych – takich jak
brukać, brukowy, brukowiec –
łączą się z ulicą, która i brudzi, i jest miejscem
rzeczy pospolitych, niskich.
Brukowcem nazywano kogoś, kto po ulicach się wałęsał:
ulicznika, obibruka czy brukotłuka i dziś zwanego szlifibrukiem.
Kamienie brukowe, zwane też prze nielubiących hałasu kocimi łbami,
dziś zastępowane są kostka brukową.
To Cyprianowi Norwidowi zawdzięczamy przenośnię
„sięgnięcie bruku”,gdy pisał o wyrzuceniu fortepianu
Fryderyka Szopena. I oczywiście mamy pełen hałasu
„paryski bruk”, na którym dumając pisał
Adam Mickiewicz „Pana Tadeusza.

W drogę,Jerzy Bralczyk

Zatem?

poslizg
…bo czymże w rzeczywistości jest człowiek,
którego człowieczeństwo mierzy się siłą mięśni,
otóż jest ucieleśnieniem strachu, boi się, że ta siła okaże się niewystarczająca, by powstrzymać potwora, który go bezlitośnie ciągnie za sobą, wszystko zaś z powodu kamienia…
Właśnie tego rodzaju pycha jest źródłem wszelkiego zakłamania, zarówno w skali ogólnej, jak i jednostkowej, o czym świadczy chociażby takie oto stwierdzenie z podręczników historii:
Klasztor w Mafrze zawdzięczamy królowi Janowi V,
który ślubował zbudować go, jeśli będzie miał potomka.
A gdzie tych sześciuset mężczyzn,
którzy wszak nie zrobili żadnego dziecka królowej,
a jednak to oni spełniają ślubowanie,
niech to, proszę wybaczyć anachroniczne powiedzonko,
cholera weźmie…

Baltazar i Blimunda,Jose Saramago

Zagłębianie się

wyrastanie
Przodkowie dla nas istnieją,
ale my dla nich nie, bo my o nich
cokolwiek wiemy, a oni o nas nic a nic.
Oni nic od nas nie chcą.
I miast, w których oni żyli, nie obchodziliśmy.
Toteż im miasto starsze, tym mniej zwraca uwagi
na swoich dzisiejszych mieszkańców –
właśnie dlatego, że są w mniejszości.
To właśnie intryguje, że większość mieszkańców
Moskwy, Londynu, Paryża, Amsterdamu nie żyje.
W wielkim starym mieście kochało się, nienawidziło,
cierpiało, radowało się, a potem umarło tylu ludzi,
że cały ten ocean nerwowej i duchowej energii
nie mógł nagle zniknąć bez śladu.

Historie cmentarne,Grigorij Czchartiszwili