poeta

Dom w Princeton

Mandelsztam
Pracował zaczynając
od głosu
Poezja powstawała z dźwięków
rozlegających się
w jego głowie
Na pierwszym etapie
jego usta poruszały się
bezgłośnie
Później zaczynał szeptać
i w końcu
wewnętrzna muzyka
zamieniała się
w znaczenie
Krążył po pokoju
jak zwierzę
w klatce

W 1979 roku w liście do władz uniwersytetu Princeton,
dokąd przeniesiono z Paryża archiwum Mandelsztama,
Nadieżda Mandelsztam napisała:
Może wiele lat po śmierci /po 41 latach/
ten bezdomny, ubogi i rzadko publikowany poeta znajdzie
wreszcie dom, gdzie będą jego książki, dokumenty,
archiwum i własna prasa.

Żony w cieniu mistrzów literatury rosyjskiej,Alexandra Popoff

Reklamy

Skrzynka

piora-rozliczone
MOJE PIÓRO WRZUĆCIE DO WISŁY
MOJE CIAŁO NA CZTERY WIATRY
MOJE SERCE DO SKRZYNKI POCZTOWEJ

Przez całą niedzielę przez jego pokój płynął potok ludzki
Czytelnicy przyszli pożegnać się ze swoim poetą
Przechodzili w milczeniu, klękali, pochylali głowy, płakali
Ktoś wziął sobie na pamiątkę pióro
To samo, którym pisał wszystkie swoje wiersze
To, którym lekarz pogotowia wypisał akt zgonu
To było jedyne pożegnanie Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego
Na inne nie pozwolono…

CHCIAŁBYM WIĘCEJ PTAKÓW
DRZEW Z PTAKAMI
WIĘCEJ BLASKÓW, GWIAZD, OBŁOKÓW
TRZCIN, KACZEK NA WODZIE
I UCHWYCIĆ TO WSZYSTKO RĘKAMI
UCAŁOWAĆ TO WSZYSTKO USTAMI
I TAK ZAJŚĆ, JAK SŁOŃCE ZACHODZI

Zielony Konstanty,Kira Gałczyńska

Porzeczki na niebie

zlote-lzy
Tutaj wieczorem faceci grają na mandolinach
i ręka wiatru porusza ufarbowane wstążeczki
W ogóle tu jest inaczej i gwiazdy są jak porzeczki
i jest naprawdę wesoło, gdy księżyc wschodzi nad kinem
A kiedy wieczór znowu wyłoni się z mandolin
a księżyc, co był nad kinem, za elektrownią schowa
Mgłami i alkoholem ulicę Towarową
bo rośnie i boli…

Zielony Konstanty,Kira Gałczyńska

Gęsta zupa

przetrwanie-2
na początku była gęsta
zupa w której pod wpływem
światła (i ciepła)/powstało życie
z tej zupy wyszedł stwór /a raczej coś
co przemieniło się w drożdże /w szympansa
po jakimś czasie pojawił się bóg /który stworzył człowieka
mężczyznę i kobietę /słońca kotka i kleszcza
człowiek wynalazł koło i napisał Fausta
zaczął drukować papierowe pieniądze
powstało wiele różności pączki tłusty czwartek
miłość platoniczna pedofilia
dzień poezji (sic!)
dzień reumatyka (sic!)
dzień chorego – to dziś!
wreszcie przyszedłem i ja na świat w roku 1921 i nagle … apsik!
jestem stary zapominam okulary /zapomniałem że była
historia Cezar Hitler Mata Hari
Stalin kapitalizm komunizm
Einstein Picasso Alka-pone
alka-seltzer i alka-ida
w ciągu 80 lat zauważyłem że „wszystko”
zamienia się w dziwną zupę – ale zupę śmieci nie życia
tonę w tej zupie śmierci /wołam po angielsku
help me help me (po polsku już nikt nie rozumie)
chwytam się brzytwy (inny złapał Pana Boga za nogę)
kiedyś bardzo dawno święty Franciszek polskiej poezji
Józef Wittlin napisał hymn o łyżce zupy
ale zapomniał jaka to zupa
nagle wychodzi z kuchni moja żona
jest coraz piękniejsza „czy zjesz ze mną kolację”?
„już zjadłam” odpowiada
gdybym był Salomonem to stworzył bym dla Ciebie
pieśń nad pieśniami ale z pustego i Salomon
nie naleje a co dopiero poeta z Radomska!
(nie z Florencji Paryża tylko z Radomska…) Radomsko
domowa moja rzeczułko (?) może rzeczółko albo rzeczko żeczułko?
Po skończeniu 80. roku życia nie obowiązuje
mnie ortografia … mój Tadeuszu czemu się tak trudzisz?
na stare lata doczekałem jakiegoś czata kolumny
maupy bramy patrzę na wielki wóz
nade mną i nie wiem co o tym myśleć
patrzę na mały i myślę wóz albo przewóz
wspaniały był wnuk Goethego co On powiedział?
… ich stehe vorm Kapitol und weiss nicht was ich soll!
a dziadziuś musiał napisać dichtung und wahrheit
i dodać całą podróż włoską
brawa! brawa! dla wnuka/ czas wracać do ur-zupy
bracia poeci (i siostry poetki tyż!)
wracajmy do fazy analnej tam źródło sztuk wszelkich
pięknych i brzydkich /tertium non datur?
ależ datur datur /właśnie tertium powstaje na naszych oczach

Tadeusz Różewicz

Lednicowa pieśń

autostop
/całkiem z Joanny Kulmowej/
Suchutki lasek w dawnych lasach
gdzie wczoraj bór świerkowy
zawilce paproć wśród dąbrowy —
dziś rachityczny las dogasa
i my
niepewni zagubieni
pod niebem asfaltowych stropów.
(Już przyłożony do korzeni
topór.)
Po cóż nam dałeś wybór Panie —
wybraliśmy siarkowy obłok
i jałowizną w nas i obłok
i bezprzytomne zadufanie.
Szaleńcy dalej ani kroku
laskiem gdzie plastyk szkło się pleni.
(Już przyłożony do korzeni
topór.)
A co by się stało, gdyby …

Ukryte

zapis
Nieustanny pozór niezmienności życia.
Człowiek ma wciąż dwoje rąk i jedną głowę.
Za dnia świeci słońce, zimą sypie śnieg.
Rowery na nowo stają się modne.
Zboża i włosy zmieniają kolory.
W teatrach grają starożytnych i Szekspira.
Tłum rozpacza, bo umarł dyktator-morderca.
Grzech powtarzany przez wielu brany jest za cnotę.
Nieokrzesani na równi z wykwintnymi zatracają się w trwaniu.
Jeśli umierać można w ciszy i dostatku,
to każdy przyzna, że odnalazł życie.

Marcin Baran

Sen o fotografii

Sen o fotografii

Gasną mi powieki i szarzeją ręce… długo tego jeszcze?
– Nie kręć się
– Nie kręcę…
Uśmiech mi już więdnie, nie będę się zmuszać
Dość tego, nie mogę!
– Nie ruszaj
– Nie ruszam…
Ach, gdyby był taki aparat co zrobi w mig wspaniały obraz mego ciała, spowitego w te marne szaty…
Dłonie mi grabieją, zamarzły mi stopy, maluj sobie kwiatki, albo antylopy!
Palce mam jak sople, a oczy jak szparki…słuchaj, ja naprawdę wolę już te garnki…
A tak co mi z tego, że płótno smarujesz, czasami ktoś powie, że pięknie malujesz i pójdzie!
A z tobą ja zaś muszę gnić… Słuchaj, dosyć tego!
– No, dosyć na dziś.
Pokaż… to ja?! To chyba twoje przywidzenie…
– To powleczony światłem oczu snu aksamit.
– Ty ciągle śnisz…
– To nie jest śnienie… to jesteś ty…
Ja się nazywam Modigliani!

Marek Grechuta