polska piosenka

Weź tob(W)ołek

luftsfery
My z różnych pięter / W różnych mieszkaniach/
Każdy z widokiem na swoją stronę / Ale się sąsiad sąsiadom kłania/
Bo tu żyjemy złączeni domem / I ciepło snuje się nutka swojska
DOM WSZYSTKICH – POLSKA
Gdzie słowo „klatka” – znaczy „schodowa” /I złe na dobre w końcu nam wyszło/
Choć znowu trzeba coś remontować / Lecz z okien jest już widok na przyszłość /
I ciepło snuje się nutka swojska
DOM WSZYSTKICH – POLSKA
Więc niech się wiedzie, drogi sąsiedzie / Nam gniazdo uwił Orzeł nie reszka/
Byś mógł o naszym domu powiedzieć / Z największą dumą: Ja tutaj mieszkam!/
I ciepło snuje się nutka swojska
DOM WSZYSTKICH – POLSKA

267 z większej całości, Jan Wołek

Nie chodzę do… ale słucham …

porozumienie (2).jpg
Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata,
zmiłuj się nad nami, sfrustrowanymi kpami,
pogładź nas po głowach najprostszymi słowami,
i niech nam butelka nadal będzie jak matka.
Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata,
zmiłuj się nad nami, z łaknącymi brzuchami,
więc nam je napełnij powszednimi chlebami,
i niech nam butelka nadal będzie jak matka.
(Dona nobis pacem)
Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata,
obdarz nas pokojem, nas, sfrustrowanych bobków,
bez pracy, płacy, mieszkania, żony i światła przyszłości
więc nas obdarz choć pokojem w bloku, choć świętym spokojem,
a winy nasze odkup, i niech nam butelka nadal będzie jak matka.

Mariusz Cezary Kosmala

Ojciec! No, nie gadaj!

sztukowanie (2)
Ojciec był wielkim optymistą /tak jak ja/
Był bardzo gadatliwym człowiekiem /tak jak ja/
Miał słaby słuch /tak jak ja/
Był bardzo szczęśliwy, gdy mu opowiadano wymyślone historie /tak jak ja/
Mieszkaliśmy w jednej izbie: rodzice, moje dwie siostry i ja /nie tak jak ja/
Ojciec codziennie włączał o szóstej polskie radio /nie tak jak ja/
Na początku nic nie rozumiałem /tak jak ja/
Kiedy ojciec przyjechał do Polski w 1984 zaprowadziłem go do księgarni /nie tak jak ja/
Czuł się jak inteligent. Wtedy Litwa była jeszcze radziecka. Gdy wrócił do domu, wszystkim opowiadał, jak w Polsce wspaniałe się żyje, jaka jest wolność /nie tak jak ja/

20 światów, Klaudia Iwanicka

Dopasowanie

związani
Zachciało mu się szczęścia/
zachciało mu się prawdy,
zachciało mu się wieczności/patrzcie go!Ledwie rozróżnił sen od jawy,
ledwie domyślił się/że on to on/ ledwie wystrugał ręką z płetwy rodem
krzesiwo i rakietę,/łatwy do utopienia w łyżce oceanu,
za mało nawet śmieszny, żeby pustkę śmieszyć,/oczami tylko widzi
uszami tylko słyszy/rekordem jego mowy jest tryb warunkowy,
rozumem gani rozum/słowem: prawie nikt ale wolność mu w głowie wszechwiedza i byt /poza niemądrym mięsem/ patrzcie go!
Bo przecież chyba jest/naprawdę się wydarzył/pod jedną z gwiazd prowincjonalnych/Na swój sposób żywotny i wcale ruchliwy.
Jak na marnego wyrodka kryształu dość poważnie zdziwiony
Jak na trudne dzieciństwo w koniecznościach stada/nieźle już poszczególny.
Patrzcie go! Tylko tak dalej, dalej choć przez chwilę bodaj przez mgnienie galaktyk/i małej! Niechby się wreszcie z grubsza okazało/czym będzie skoro jest/A jest zawzięty!/ Zawzięty 
Trzeba przyznać bardzo


Z tym kółkiem w nosie

W tej todze
W tym swetrze


Sto pociech
Bądź co bądź


Niebożę


Istny człowiek

Wisława Szymborska

Ceremonia

krag-poznanski
Śmierci prezydenta miasta, odkąd Poznań miał przywróconą niepodległość
mógł się przyjrzeć tym dokładniej,że w orszaku żałobnym szło gimnazjum Marii Magdaleny. Po obu stronach trumny modlili się klerycy z seminarium przy Katedrze.
Zdawało się, że to wyrzeźbiona podobizna z marmuru.
Tylko włosy były ciemne, a reszta wychudzonej twarzy była biała.
Dużo ludzi przybyło spoza miasta, całe wiejskie delegacje.
Zachwycano się bamberkami w czarnych taftowych krynolinach,
białych fartuchach i aksamitnych gorsetach, barwnie wyszywanych,
a wszystko razem podwiązane pod brodami w czepce, jak zwiezione do miasta małe ogródki. Fidrek ze szkolnego szeregu widział karawan i słyszał nieskładny marsz Chopina i tylko jedna orkiestra grała powoli i smutno GDYBYM RANNYM SŁOŃCEM…

Fidrek, Jerzy Waldorff

Syn konieczny

zjazdka
Bardzo chciałem, żeby znalazła się na mojej płycie
piosenka, którą przed laty napisałem dla Maryli.
Rodowicz nie oddzwaniała – oczywiście z kimś to konsultowała.
Kiedy się zgłosiła / siedziałem z żoną w restauracji/
na cały głos warknąłem: MARYLA, chcę mieć syna!
Ludzie patrzyli na mnie dziwnie.
Siedzi z kobietą, a dzwoni do innej, że chce mieć z nią dziecko…
Niedługo potem MARYLA urodziła Jasia, a ja zostałem ojcem Bartka.

Tekściarz, Krzysztof Dzikowski

Odrobina oliwy Maryli

dumna-kwoka
Że Maryla jest królową polskiej estrady i piosenki.
Ależ ona króluje również w kuchni. Najlepiej podać jej przepis:
Pałki indycze nacieramy dużą ilością zgniecionego czosnku i pieprzu.
Nie solimy! Nalewamy odrobinę oliwy na dno naczynia do pieczenia,
układamy pałki i na wierzch wrzucamy wiórki masła.
Pieczemy w 160 stopniach przez pięć godzin, podlewając wodą.
Kiedy w piekarniku się robi, obieramy i kroimy jabłka i suszone figi i śliwki,
trochę masła i dusimy podlewając wodą. Aż się rozgotuje na paciaje.
Pod koniec pieczenia pałek dorzucamy kartofelki, żeby zbrązowiały w sosie.
Teraz do Konstancina trzeba jeździć. Bo Maryla jest rumakiem,
który jak zaczyna pędzić, nie liczy się z niczym.

Królowa jest tylko jedna,Maria Szabłowska