przymus

Wszystkie drogi

doznanie1
prowadzą
do
Robigaliów
Quirinaliów
Consualiów
Lupercaliów
Fontinaliów
Feraliów
Silvaniów
Vulcanaliów
przez
Vinalia
do
Lemurii

Reklamy

Służba panom

pod latarnią
Nie brak ich w rozważaniach Chryzypa
Gilgulach kabały luriańskiej
Ani zmysłowych snach Swedendorga
Argos Odyseusza wzrusza
Piesek Tobiasza zastanawia
Smycz Gardewiasa zapisana jest przez Klaudytę
Tokugawa Tsunayoshi pięćdziesiąt tysięcy
karmił ryżem i suszonymi rybami
Bo był przekonany że w poprzednim wcieleniu był …

Siedemnaście zwierząt,Robert Pucek

Poplamione dowody

spalenie
Są umowy potajemnie spisane w górach
są obłąkani skazańcy co pogubili towarzyszy
zaprowadzę was teraz rzutem Merkatora na zachód
na płaskowyż do fabryki karoserii samochodowych
świta, pofalowana blacha dachów pokryta jest szronem
jak również zimne kominy i łańcuchy długiego ogrodzenia
po Division Street sunie pierwszy poranny trolejbus
wyrzuca z siebie ludzi w czapkach z rozpiętymi kurtkami nie są to robotnicy.
budzą się ze snu pikieciarze leżący przy koksownikach
budzą się ze snu gliniarze w swoich samochodach wycierają zapocone szyby.
drugi trolejbus jedzie po Division Street wyrzuca z siebie robotników ale robotników tylko na pierwszy rzut oka bo jakoś niepodobnych do strajkujących ludzi co gromadzą się niepewnie przed główną bramą fabryki karoserii samochodowych
gliny telefonują z narożnych budek telefonicznych trzeci trolejbus poranka nadjeżdża zgrzytając kołami wysiadają nowi przybysze widać
na ich twarzach determinację nowo nabytą lojalność dla nowej sprawy w niespokojnych chytrych oczach na brudnych kurtkach plamy jak medale

E. L. Doctorov

Śmiertelna koncentracja

frygijska czapka
W młodości zajmował się połowem korali,
jak większość mężczyzn na Capri.
Po pewnym czasie został grabarzem.
Zły to był interes w miejscowości,
gdzie nikt nie umiera, dopóki trzyma
od siebie w oddaleniu lekarzy.

Przyjechał do Rzymu w Wielki Piątek.
Wstał o brzasku koło trzeciej i zszedł do
wodotrysku Berninich, aby sobie umyć twarz i ręce.
Gdy już obejrzał wszystkie cmentarze Wiecznego Miasta
usiadł przy oknie w swej frygijskiej czapce i
cały czas patrzył na Piazza di Spagna.
Twierdził, że to najpiękniejszy widok w Rzymie,
bo przechodzi tędy tyle pogrzebów!

Księga z San Michele,Axel Munthe

Od kiedyś

bezcenne1.jpg
Nawet kiedy człowiekowi nie zależy na tych rzeczach,
nie jest całkiem obojętne, że mu kiedyś na nich zależało.
To było zawsze z przyczyn, które umykały innym.
Teraz, kiedy jestem nadto zmęczony, aby żyć z drugimi,
te moje dawne uczucia mi się bardzo cenne.
Mania wszystkich kolekcjonerów!
I o tej kolekcji, do której jestem teraz bardziej
jeszcze bardziej przywiązany niż do innych,
powiadam sobie, że bardzo głupio będzie opuścić to wszystko.

Sodoma i Gomora,Marcel Proust

Skrzydlate zbiry

anielskie-buty
Raz było trzech aniołów/jak trzy wyborne liry/imiona ut sequuntur:
Piotr, Paweł i Zefiryn/Śliczni to byli chłopcy/jeden w drugiego gładszy,
łaskawym na nich okiem/Pan Bóg zza pieca patrzył.
No, w raju, jak to w raju,zielono i wesoło,obiady, gadu-gadu.
wieczerze i tak w koło…
Lecz nasi aniołowie coś nazbyt byli dziarscy/i często Bóg Dobrodziej
brew zagniewaną marszczył; i gęsto w skórę leli/aniołów rajskie zbiry –
na próżno: znów szaleli/Piotr, Paweł i Zefiryn/Od sromu jak od gromu
cierpiały aniołówny… Ha, było trzech aniołów,lecz siedem grzechów głównych.
Tak mówił święty Jerzy i dalej męczył smoka…
Zefiryn był muzykant,miłośnik strun i syryng,niefrasobliwy, lekki,jednym słowem, Zefiryn;znał się na mitologii,Achillach i Chimerach,miał skłonność do księżyca,troszeczkę do Baudelaire’a/i do sekretnych uciech,nie gardził również pozą,błąkając się, dziwacząc/andante maestoso…
Tak żyli aniołowie,ale nadeszła kryska/i wezwał Bóg Dobrodziej
nadanioła Matyska/”Wypędź mi – prawi – Piotra,Pawła i Zefiryna,
kalają Paradisum, ego Deus – daj wina!”/Po takim paternoster
i po wytrawnym winie/Dobrodziej chodził gniewny i huczał po łacinie…
Wypędziły aniołów rajskie draby i zbiry
Zmarnowali kariery Paweł, Piotr i Zefiryn/Ergo siostry najsłodsze
Boże, módl się za nami!/lepiej wam się przed nocą/nie wdawać się z aniołami…

Konstanty Ildefons Gałczyński

Pasjans Babci

Grecjanizm.jpg
Babcia umierała na serce i każdego nowego dnia odwracała
kolejną kartę ze złowieszczej, nieustannie zmniejszającej się talii.
Liczyła na asa pik, podczas gdy uparcie otrzymywała dostojną,
wystrojoną i miniaturową damę karo, zadziwiająco spokojną i nieruchomą.
Dama była zawsze wpatrzona w coś, co tylko sama jedna widzi,
i w białej dłoni ściskała więdnący kwiat przyszłości.

Nieskończoności,John Banville