rodzina

Choroba dwubiegunowa

Poświęcam zapatrzonej w medycynę Basi

wenusjana.jpg
Moja mama ma drewniany młotek.
Od czasu do czasu wspina się
na drabinę i uderza tatę tym młotkiem w głowę.
Wtedy tata się zmniejsza.
Czasem robi się taki mały jak ja albo jeszcze mniejszy.
Mamy też coś jakby szczypce, którymi tata ściska sobie
głowę i pociąga do góry, żeby urosnąć.
Wyciąga się wysoko nad mamę i mnie.
Woła: Która godzina?
Nie mogę nawet dojrzeć jego głowy.
W takich wypadkach wolę się nie sprzeciwiać.
Ale gdy mój tata jest średni, a więc nie za wysoki
i nie za niski, od czasu do czasu udaje mi się powiedzieć NIE!
I nic się nie dzieje. Ale nigdy nie jestem do końca pewien, czy coś się nie stanie.

Tata,Toon Tellegen

Reklamy

Taka moja piosenka

gra-edukacyjna
Jestem wtedy kiedy śpisz
Jestem wtedy kiedy śnisz
Jestem nad wyraz i po krańce
Wtedy kiedy już masz zdanie
A ja już nie chcę mówić, bo to
nieprawda dla mnie…
Jednak ci młodzi mnie chłodzą
/teatralnie są niedożywieni/
Bo wiem że Ty i Ja mieliśmy
WIELKI TEATR…
Ale co oni wiedzą?
Telewizyjnie, tabletowo, niedo_wizyjnie…
Mamy dzieci, mamy więcej lat, mamy już tyko wiedzę o :
gotowaniu, wychowaniu, sprzątaniu, naprawianiu,
kochaniu, rozliczaniu, pochowaniu, zamilczeniu …
AMEN!

Układ czterdziestu

sciecie
– Jestem stary. Chcę żebyś się ożenił i zajął moje miejsce – rzekł bej.
Bars zaczerwienił się po uszy. W owych czasach kawalerowie zawsze oblewali się rumieńcem, gdy w obecności rodziców była mowa o żeniaczce.
– Ojciec zawsze ma moje dobro na względzie, lecz chciałbym powiedzieć, że w
drużynie mam czterdziestu junaków. Znamy się od dzieci. Są moimi przyjaciółmi.
– Chcę, żeby tak właśnie było – odparł bej.
– Żaden się nie ożenił, więc …
– Nie ukrywaj niczego. Wkrótce masz zostać bejem, a bej musi mówić szczerze i otwarcie.
– Kilka lat temu daliśmy sobie słowo, że jeśli będziemy się żenić, to wszyscy,
i że wesele wyprawimy wspólne.
– Mądrze mówicie, więc powiedz synu, co mamy robić?
– Poszukajcie panny, która ma czterdzieści sióstr albo kuzynek.
Albo wszyscy będą mieli żony, albo ja żenić się nie będę.
Bej przygotował się do podróży. Kazał zrobić dla siebie i swego włodarza
żelazne ciżmy i kostury. Pożegnał się ze wszystkimi i obaj pomaszerowali w step…

Śpiewający Dew,Gürsen Muzaffer Sepetçioğlu

Rozbawienie opieką

dryfowanie
– Czy ma pani pięcioletnią córkę z zespołem Downa?
– Tak, ma na imie Katie.
– Siedzi w naszym radiowozie. Pańska sąsiadka spotkała ją
na ulicy jakieś dziesięć domów stąd.
– Jezu! Mąż musiał zapomnieć zamknąć bramkę na zatrzask.
– Proszę nie próbować zrzucać na nikogo winy! Czy wcześniej córce
się to zdarzało?
– Uciekała z lekcji. Wyrzucono ją z tego powodu z dwóch szkół.
Ona traktuje to jako swego rodzaju zabawę.
– Czy mają państwo więcej dzieci?
– Córkę. Syna.I przybranego syna. Osiem, siedem i trzy letni.
– Czy rozumie pani, że gdybyśmy wezwali opiekę społeczną, moglibyście
stracić wszystkie dzieci? Jeśli Katie zrobi to ponownie i coś jej się stanie, może pani trafić do więzienia, i to na długo.
– Zamontuję alarm w drzwiach wejściowych, zawieszę dzwonki i założę dodatkowe zasuwki na oknach i drzwiach.
– Chodźmy, córka czeka w radiowozie.
Katie wysiada z samochodu rozchichotana i rozbawiona,
jakby bawiła się w najlepsze. Funkcjonariusze podsuwają
papiery do podpisania.

Machiavelli dla mam,Suzanne Evans

To nie wyobraźnia

Cadyk
– Kochany Tato, nie wypuszczaj Złego Pana.
Nie pozwól, by Zły Pan wyszedł. Będę grzeczny.
Nie pisnę ani słowa.
Pokój nabrzmiewa, nie mieści się w ścianach.
– Dlaczego Tata tak się gniewa? Może to moja wina?
Mama robi się wielka i szeroka i staje na drodze Złemu Panu.
Staje na przeszkodzie i sama staje się przeszkodą. Murem.
Ale nic nie zatrzyma Złego Pana.
Bo drzwi nie są już drzwiami.
Ściany nie są ścianami.
Zły pan uwięził Tatę w sobie.
Tata nie przypomina Taty. Żarzą mu się oczy.
Zły Pan niesie wojnę. I pokonuje przeszkodę, mur.

Zły pan,G.Dahle&S.Nyhus

Obumieranie

Obumieranie

Jest cicha wieczorowa pora.
Siedzimy całą rodziną frontem do telewizora.
Dziadkowie, Rodzice, Synowie, Córki,
a na ekranie same wybiórki.
To znaczy tacy panowie i panie,
co są specjalnie wybrani, żeby nas bawić
na małym ekranie.
Wieczór taki spokojny, milutka atmosfera,
I tu ni stąd, ni zowąd czuję, cholera,
że coś umiera.
Patrzę na dziadka,
co zjadł przed chwilą sześć pączków firmy Blikle,
Czy dziadek się czasem nie kończy?
Nie, dziadek jest wesolutki jak zwykle.
Jedna babcia różowa, druga babcia różowa,
uśmiechnięta synowa, pełna werwy teściowa.
Wszystkie wnuki w porządku, w porządku ciocia Mila,
która (widać w półmroku) pepsi z rumem właśnie wychyla.
Na koniec wzrok mój trafia na postać wuja Zdzicha…
Ale on przysnął tylko. Dycha.
A jednak nie mogę się pozbyć dziwnego niepokoju,
Bo czuję, wyraźnie czuję,
że coś umiera w tej chwili i to tu, w tym pokoju.
Jeszcze raz przeskakuję wzrokiem od głowy do głowy
i nagle wiem, co umiera.
To umiera piękna sztuka rozmowy.

Ludwik Jerzy Kern

Dwa światy

Dwa światy

Do powstania Solidarności, mąż angażował się,
poświęcał dużo czasu i dzieciom, i mnie.
A gdy powstała Solidarność, choć może nie od
razu, ale w krótkim czasie, zniknął i ojciec, i mąż.
Był jego świat, jego polityka, a ja – sama.
Dzieci chowały się i była z nimi tylko matka oraz
ktoś, kto pomagał, na przykład korepetytor.
W tym wszystkim byłam tylko ja, a mąż tylko chwilami.
I tak pozostało przez lata.

Marzenia i tajemnice, Danuta Wałęsa