skala

Dokładniejsza mapa

kontemplacja
Równoległe morza – to dwa ścieki.
Niekończąca się woda – sadzawka dla kaczek.
Wielki Zielony Cień – grządka sałaty.
Potworne Wielkie Stwory – kaczki albo kury.
Na temat Twardego Nieba toczy się polemika.
Jedni widzą w tym ściankę działową z cegieł,
inni upierają się przy bidecie,
porzuconym wśród sałaty.

Opowieści o kronopiach i famach,Julio Cortazar

Skala miłości

ugodzona
Raz olbrzym o niebieskich oczach maleńką kobietkę pokochał,
a ona o domku marzyła maleńkim…
Pod oknem wonny powój, kwieciste barwne pęki…
Olbrzym kochał miłością olbrzymów,
miał ręce przydatne do wielkiego czynu,
nie zdołał spełnić marzenia…
Nie stanął domek maleńki, nikt nie otwiera drzwi,
pod oknem wonny powój nie rozkwitł w barwne pęki.
Raz olbrzym o niebieskich oczach maleńką kobietkę pokochał.
Kobietka mała, maleńka, kobietka łaknąca wygody
u boku olbrzyma osłabła wpół drogi.
I pożegnała go!…
Karzeł bogaty dom przed nią otworzył maleńki:
pod oknem wonny powój, kwieciste barwne pęki!…

Nâzım Hikmet Ran

Przez szparę

agnieszka
Nie ma rozpusty gorszej niż myślenie.
Pleni się ta swawola jak wiatropylny chwast
na grządce wytyczonej pod stokrotki.
Dla takich, którzy myślą, święte nie jest nic.
Zuchwałe nazywanie rzeczy po imieniu,
rozwiązłe analizy, wszeteczne syntezy,
pogoń za nagim faktem dzika i hulaszcza,
lubieżne obmacywanie drażliwych tematów,
tarło poglądów – w to im właśnie graj.
W dzień jasny albo pod osłoną nocy
łączą się w pary, trójkąty i koła.
Inne im w smak owoce
z zakazanego drzewa wiadomości
niż różowe pośladki z pism ilustrowanych,
cała ta prostoduszna w gruncie pornografia.
Książki, które ich bawią, nie mają obrazków.
Jedyna rozmaitość to specjalne zdania
paznokciem zakreślone albo kredką.
W czasie tych schadzek parzy się ledwie herbata.
Ludzie siedzą na krzesłach, poruszają ustami.
Nogę na nogę każdy sam sobie zakłada.
Jedna stopa w ten sposób dotyka podłogi,
druga swobodnie kiwa się w powietrzu.
Czasem tylko ktoś wstanie, zbliży się do okna
i przez szparę w firankach podgląda ulicę.

Wisława Szymborska

Teoria pyłku

Teoria pyłku

Rowy poziomkowe, ukwiecone rowy,
zapach błotny, miodny, zapach malinowy,
żuczki, muszki, puszki, słomki,
olbrzymie ukryte poziomki.
Warczą głośniej, głębiej, słabiej
na dnie dźwięczne głosy żabie.
Coś kwitnie biało, obficie.
Trochę wyżej, dalej, w życie,
ozywa się coś, wabi, wabi,
coś szeleści – jak w atłasie,
mówi słowa – jakby ptasie,
kroki stawia – jakieś inne,
nie człowiecze, nie dziecinne…
niby że się tam, we zbożu,
do snu nie może ułożyć…
Niby, że się tam nie mieści!…
Wabi, świergocze, szeleści…
A jesienią – wzięto zboże,
Nic nie było na ugorze.

Kazimiera Iłłakowiczówna