Sołżenicyn

Zwęglona świątynia

pogorzelisko
Na ścianie jego chaty przybita była
deska z komunikatem, żeby nie zakopywać go w ziemi,
kiedy umrze, tylko spalić z całym dobytkiem w chałupie.
Wędrowni myśliwi znaleźli martwego staruszka w łóżku
i jego psa o trzech łapach, co leżał na piersiach zmarłego.
Przeganiali go, a on się nie ruszał. Podłożyli ogień.
Jak leżał na dziadku, tak razem się spalili.
Z pogorzeliska zostały tylko zwęglone drzwi z framugą.
Jakby drzwi do lasu, w tajgę, w góry.
Przez te drzwi, co zostały, wszyscy zaczęli przechodzić
jak przez wrota świątyni. Myśliwi, geolodzy, poszukiwacze złota.
Alpiniści gdy idą na wspinaczkę, nawet drogi nadłożą, byle przejść przez nie.

Dzienniki kołymskie,Jacek Hugo-Bader

Reklamy