spotkania rodzinne

Parzenie

w lesie (3).jpg
Nie ma rozpusty gorszej niż myślenie / Pleni się ta swawola jak wiatropylny chwast na grządce wytyczonej pod stokrotki  / Dla takich, którzy myślą
święte nie jest nic
Zuchwałe nazywanie rzeczy po imieniu / rozwiązłe analizy wszeteczne syntezy
pogoń za nagim faktem dzika i hulaszcza /
lubieżne obmacywanie drażliwych tematów /tarło poglądów
w to im właśnie graj
W dzień jasny albo pod osłoną nocy / łączą się w pary trójkąty i koła
Dowolna jest tu płeć i wiek partnerów / Oczy im błyszczą policzki pałają
Przyjaciel wykoleja przyjaciela / Wyrodne córki deprawują ojca
Brat młodszą siostrę stręczy do nierządu
Inne im w smak owoce z zakazanego drzewa wiadomości
niż różowe pośladki z pism ilustrowanych /
cała ta prostoduszna w gruncie pornografia
Książki, które ich bawią, nie mają obrazków / Jedyna rozmaitość to specjalne zdania paznokciem zakreślone albo kredką / Zgroza w jakich pozycjach
z jak wyuzdaną prostotą umysłowi udaje się zapłodnić umysł!
Nie zna takich pozycji nawet Kamasutra
W czasie tych schadzek parzy się
ledwie herbata
Ludzie siedzą na krzesłach
poruszają ustami
Nogę na nogę każdy sam
sobie zakłada
Jedna stopa w ten sposób
dotyka podłogi
druga swobodnie kiwa się
w powietrzu
Czasem tylko ktoś wstanie
zbliży się do okna
i przez szparę
w firankach
podgląda

ulicę.

Głos w sprawie pornografii,Wisława Szymborska

Reklamy

Choroba dwubiegunowa

Poświęcam zapatrzonej w medycynę Basi

wenusjana.jpg
Moja mama ma drewniany młotek.
Od czasu do czasu wspina się
na drabinę i uderza tatę tym młotkiem w głowę.
Wtedy tata się zmniejsza.
Czasem robi się taki mały jak ja albo jeszcze mniejszy.
Mamy też coś jakby szczypce, którymi tata ściska sobie
głowę i pociąga do góry, żeby urosnąć.
Wyciąga się wysoko nad mamę i mnie.
Woła: Która godzina?
Nie mogę nawet dojrzeć jego głowy.
W takich wypadkach wolę się nie sprzeciwiać.
Ale gdy mój tata jest średni, a więc nie za wysoki
i nie za niski, od czasu do czasu udaje mi się powiedzieć NIE!
I nic się nie dzieje. Ale nigdy nie jestem do końca pewien, czy coś się nie stanie.

Tata,Toon Tellegen

Gdzie? Kiedy indziej!

Ksawery2.jpg
Od lat uczę się od Toona Tellegena rozmowy z dziećmi i ze zwierzętami.
Udało mi się nawet zbudować spektakl o Nowej Zelandii w oparciu o jego książkę.
Mam na półkach prawdziwe perełki literatury holenderskiej.
Czasami mam wrażenie, że mogłyby mi zastąpić całą bibliotekę, zwłaszcza
w samotnej czytelni: na wyspie, na drzewie, na rzece, na górze… kiedy indziej

– Gdzie jest mój tata? – wołałem.
Szukałem go wszędzie.
– Co ja zrobię bez taty? – pomyślałem.
– Tato!
– Tutaj!
Nieoczekiwanie usłyszałem jego głos.
– Gdzie teraz jesteś? – zawołałem.
– Tutaj.
– Gdzie jest tutaj?
– Kiedy indziej.
Jak to możliwe?
Mój tato był kiedy indziej, gdzie nie było teraz.
– Czy tam jest ładnie? Co tam widać? – zapytałem tatę.
– Jest bardzo ładnie i widać morze i mewy.
Jego głos ledwie do mnie dochodził.
– Gdzie teraz jesteś?
– Gdzieś dużo indziej, bardzo dużo indziej…
– Czy ty przypadkiem nie odchodzisz? – zawołałem
Ale wtedy już go nie usłyszałem.

Tata,Toon Tellegen

Powiedz szybo proszę, kto…

atramentowa
Rzeczy nam kłamią: przecież szyby przejrzysta gładź
umie najchytrzej na świecie/maskować się i łgać.
Z pozoru jest czymś, co dzieli: na ulicę i wnętrze,
na skwar zakurzonych zmęczeń/i rzekę chłodnej pościeli,
na świat drzew i świat mebli, na otwarty na przestrzał
wiatr i na martwy sześcian/powietrza wbitego w cegły,
na parkiety i bruki, na ogrzewanie i mrozy,
na chmury i na sufit: ale to tylko pozór.

Naprawdę szyba nie jest podziałem, ale sama
z własnego wnętrza zieje wąską, głęboką jamą.
Mało kto z nas to dostrzegł: dlatego tylko szyba
jest cienka jak noża ostrze,że z obu jej stron przywarł
nierozerwalnym parciem dwu magdeburskich półkul
świat, w niesłyszalnym huku zgniatający uparcie,
barwy, czasy, przestrzenie, zwierzęta, ptaki, ryby,
pod ogromnym ciśnieniem aż do grubości szyby.

Ten świat skondensowany, gdy spojrzeć na szkła krawędź,
zielonością jaskrawą lśni jak toń oceanu:
i tylko stąd wiadomo, że wewnątrz coś się dzieje,
że wewnątrz szyby toną zmiażdżone epopeje,
bo szklany świat, zgniatany do utraty kolorów
przez świat, który my znamy – zrezygnował z oporu.
Zbyt wielkie tu zagęszczenie, by mógł dać znać, że żyje;
czasami tylko drżenie szybę znienacka przeszyje,
gdy na ulicy wystrzał tryśnie fontanną huku
ponad domy najwyższe, a po zmartwiałym bruku czołgów zadudni horda;

lecz wtedy gospodyni okleja szybę,
przezorna, paskami papierowymi.

Stanisław Barańczak

Układ czterdziestu

sciecie
– Jestem stary. Chcę żebyś się ożenił i zajął moje miejsce – rzekł bej.
Bars zaczerwienił się po uszy. W owych czasach kawalerowie zawsze oblewali się rumieńcem, gdy w obecności rodziców była mowa o żeniaczce.
– Ojciec zawsze ma moje dobro na względzie, lecz chciałbym powiedzieć, że w
drużynie mam czterdziestu junaków. Znamy się od dzieci. Są moimi przyjaciółmi.
– Chcę, żeby tak właśnie było – odparł bej.
– Żaden się nie ożenił, więc …
– Nie ukrywaj niczego. Wkrótce masz zostać bejem, a bej musi mówić szczerze i otwarcie.
– Kilka lat temu daliśmy sobie słowo, że jeśli będziemy się żenić, to wszyscy,
i że wesele wyprawimy wspólne.
– Mądrze mówicie, więc powiedz synu, co mamy robić?
– Poszukajcie panny, która ma czterdzieści sióstr albo kuzynek.
Albo wszyscy będą mieli żony, albo ja żenić się nie będę.
Bej przygotował się do podróży. Kazał zrobić dla siebie i swego włodarza
żelazne ciżmy i kostury. Pożegnał się ze wszystkimi i obaj pomaszerowali w step…

Śpiewający Dew,Gürsen Muzaffer Sepetçioğlu

Tańcz Tango

wylaczenie
Marionetki wykazują się doskonałością spontanicznych,
nieświadomych ruchów. Mają tylko jeden środek ciężkości,
wszystkie ruchy są kontrolowane z jednego punktu.
Lalkarz ma kontrolę tylko nad tym punktem i gdy porusza
nim w linii prostej, kończyny marionetek naturalnie podążają
za nim, ponieważ cała postać jest absolutnie skoordynowana.
Marionetka symbolizują byty o niewinnej, nieskazitelnej naturze,
bowiem naturalnie i z wdziękiem oddają się kierownictwu.
/Ludzie wciąż muszą walczyć z nieusuwalna skłonnością
do Zła, która jest ceną za ich wolność./
Wdzięk marionetek uwydatnia ich pozorna lekkość.
Ledwie dotykają ziemi, nie są do niej przywiązane,
ponieważ są poruszane od góry. Reprezentują chwalebny stan,
utracony raj człowieka, którego świadoma pewność siebie czyni samoświadomym.
Tancerz symbolizuje upadły stan człowieka.
Nie jest podtrzymywany z góry, raczej czuje się przywiązany do ziemi,
a jednak musi wyglądać lekko, aby wykonać ruchy z pozorną łatwością.
Musi starać się świadomie osiągnąć wdzięk, dlatego tez efektem jego tańca
jest raczej afektacja niż wdzięk.

O teatrze marionetek,Heinrich von Kleist

Na Matkę Bożą Zielną

andrzej niegolewski1
Lubię siedzieć na Niegolewskich
pędząc raźno rowerem
Jestem wtedy na czas tam gdzie
chciałem być
To jakbym miał taką
kołową Samosierrę,
gdy czynić coś powinienem
i martwię się co być może …
gorzej
Napoleonidę wzywam
Andrzeja siedzącego
kiedy raportuje cesarzowi
/będąc wielce utrudzonym/
A TEN mu łaskawie pozwala
stracić konia swego
by Andrzej nie był tam gdzie powinien
spóźniony!
Bo wie, że dla niego
będą następne dwa konie  czekały w cesarskiej stajnicy.
Pędźcie do Niegolewa!
Albo czekajcie!
Teraz bym jeszcze o innych Niegolewskich
ale mnie bliżej do Psarskiego!
Parafia pw. Najświętszej Maryi Panny Wniebowziętej
z Sołtysem i Rada Sołecką
do wiwatu wzywają…
No,  więc muszę mojego konia na szprychach
z samego Amsterdamu uspokoić trochę,
że przyjrzę się temu z bliska
i wkrótce przywiozę
fotki  –
za darmochę !!!

poświęcam Fundacji  „Czyń coś powinien, będzie co może”
im. Stanisława i Wandy Niegolewskich