wspomnienia

Podróżując

łodź.jpg
wierzymy że możemy nieodgadniony świat
zamknąć w mniejszym

wierzymy że potrafimy go objąć
przytulić i wchłonąć
wierzymy że nie do końca rozpoznawalny świat
potrafimy zastąpić tym małym
nawet bardzo małym
w kilku wrażeniach
w kilku słowach
w kilku miastach i krajach
w kilku dniach i tygodniach
mieć go w sobie i na każde zawołanie
a przy tym ciągle
tak naprawdę
nie wiemy
po co
i
dlaczego wyjeżdżamy

podróże zamyślenia aluzje,Marian Golka

Trzy sztuki na życie

spinanie.jpg
Wiem z przekazów rodzinnych, że dziadek zapowiedział
trójce swoich dzieci, że muszą opanować trzy umiejętności –
PŁYWANIE
STENOGRAFIĘ
JĘZYK NIEMIECKI
Wyczuwa się w tym coś z optymizmu, który zapanował
po pierwszej wojnie światowej, po której zaczęto tańczyć charlestona –
że będą myśli, będą idee, które warto stenografować i
że w niejednej organizacji przyda się osoba znająca stenografię.
I także że niektóre promy czy statki utoną, więc trzeba się nauczyć pływać.
I wreszcie, że w tej części Europy będzie się zawsze przydawał język niemiecki.
Mój dziadek nie przewidział ani Auschwitz, ani komunizmu,
nie przewidział obozów pracy i wygnania. Zapewne nie czytał Nietzschego!
Gdyby jego dzieci studiowały pisma F.N.
dowiedzieliby się, że
NIC NIE MA
NIE MA PODSTAWY
NIE MA GRUNTU
że materia po której stąpamy
jest równie solidna
jak obłoki płynące
nad
nami
w letni
dzień.

Lekka przesada,Adam Zagajewski

NA BATORYM

gapiszon1
Polacy mimo męstwa naród płochy
Wytrwałości nie ma
Zabawę woli niż pracę
Życie sobie niewiele ceni
Dać je w chwili zapału, poświęcić majątek – to u nich łatwo!

Fantazji u nich dużo, ale gdy się słowa wyczerpią
Do czynu ochoty i sił brak
Sekretu nie zachowa
Mówić dużo lubi
Czynić mało!

KRÓL STEFAN BATORY

Patrząc na Górę

dalej
Kiedy przed wojną we Lwowie
Dominikanin obserwował nielegalnie księżyc
Przez skonstruowaną chałupniczo lunetę
Naszedł go prowincjał i zapytał
– Widziałeś tam ludzi?
– A gie… widziałem!
Wtedy przełożony odparł
– A to znaczy, że są ludzie
bo gdzie człowiek, tam gie…

Święty i błazen,Jan Grzegorczyk

Zanim w listopadzie

pozegnanie
Mój lot, razem z listopadem, pytanie, co się stanie, gdy polski będzie mi języka
dosłownością i śmiertelnym kłusem za ułanem – płuca me dym w tytoniu po katolicku przenika – w bogactwie słów niemy, w niemieckim jak Niemiec zadurzony
Choć schlebia myśl – bądź osobliwy, odmiennie ulepiony, jednak muszę przed
swojacką służbą wystawić do kontroli moje pofarbowane kudły
Tak po sąsiedzku przemokli, tak nam blisko do zguby,
tak spokrewnieni z pieśnią i żalem pieśni opętani, tak swojsko
naznaczeni, lecz na oboje uszu głusi, przyjaciółmi jesteśmy, aż do bólu,
gdyż zapomniana blizna nasza pulsuje
Daremne były wszelkie nadzieje.
W Zaduszki wszystkim grobom otwarto wierzeje.

Günter Wilhelm Grass

Tańcz Tango

wylaczenie
Marionetki wykazują się doskonałością spontanicznych,
nieświadomych ruchów. Mają tylko jeden środek ciężkości,
wszystkie ruchy są kontrolowane z jednego punktu.
Lalkarz ma kontrolę tylko nad tym punktem i gdy porusza
nim w linii prostej, kończyny marionetek naturalnie podążają
za nim, ponieważ cała postać jest absolutnie skoordynowana.
Marionetka symbolizują byty o niewinnej, nieskazitelnej naturze,
bowiem naturalnie i z wdziękiem oddają się kierownictwu.
/Ludzie wciąż muszą walczyć z nieusuwalna skłonnością
do Zła, która jest ceną za ich wolność./
Wdzięk marionetek uwydatnia ich pozorna lekkość.
Ledwie dotykają ziemi, nie są do niej przywiązane,
ponieważ są poruszane od góry. Reprezentują chwalebny stan,
utracony raj człowieka, którego świadoma pewność siebie czyni samoświadomym.
Tancerz symbolizuje upadły stan człowieka.
Nie jest podtrzymywany z góry, raczej czuje się przywiązany do ziemi,
a jednak musi wyglądać lekko, aby wykonać ruchy z pozorną łatwością.
Musi starać się świadomie osiągnąć wdzięk, dlatego tez efektem jego tańca
jest raczej afektacja niż wdzięk.

O teatrze marionetek,Heinrich von Kleist

Cena wywoławcza

berła
30 listopad 1951 rok, gospodarstwo starego Dennysona
.
„Nie powiem, żebym żałował skoku przez ocean”.

Cena wywoławcza wynosiła trzy i pół tysiąca dolarów.
W domu nie było mebli ani żadnych, ani żadnych sprzętów,
tylko kurz, pajęczyny i mysie odchody.
Sąsiedzi urządzili parapetówkę, przyjechawszy furgonetkami,
samochodami i wozami.
W sumie przewinęło się około stu osób,które
obdarowały nas wszystkim, co niezbędne do urządzenia domu.
Dostaliśmy stoły, krzesła, łóżka, duży żeliwny piec, talerze,
garnki i rondle, lampy naftowe, ubrania, tapety, farby, przetwory,
koce, siekiery, łom, piłę poprzeczną, a także możliwość nieodpłatnego
użytkowania konia.
Wieczorem jeden z naszych sąsiadów z rodziną w
duchu tradycji pierwszych osadników
wydał przyjęcie na cześć nowych przybyszy.

Chrapiący ptak,Bernd Heinrich