wszechświat

A życie wątłe jak … roślinka

język zieleni
Niektórzy mają fajne życie, podwójnie są ubezpieczeni
Wolni, a przy tym zatrudnieni, żonaci zaś niecałkowicie …
Na rencie męczy się szalenie, bo był od lat przyzwyczajony
Że za łeb trzyma wszechistnienie!
A ŻYCIE
wątłe jak
ROŚlINKA…
i ciche przed tą wytęsknioną chwilą
Gdy buty włoży kot
przez szybę zerknie
zakopconą
i zdrowo
tam
podkręci
KNOT!

Michaił Ajzenberg

Reklamy

Brzmi tak samo

globus1
Matematyk wymawiając  po angielsku słowo PI,
myśli o stosunku obwodu koła do jego średnicy.
Dla kucharza to okrągła skorupka z ciasta wypełniona jabłkami.
Ten kucharz to mój ojciec, a matematyk to współwięzień z Buchenwaldu.
Pewnego dnia matematyk dał ojcu /który ukończył tylko siedem klas/
zagadkę matematyczną do rozwiązania. Ojciec myślał o niej przez kilka dni,
ale nie umiał jej rozwikłać. W końcu zapytał matematyka o rozwiązanie,
ale ten skrywał swój sekret, jak gdyby to była bryła złota.
Ojciec nie potrafił stłumić swojej ciekawości, pomimo otaczającej go potworności.
W końcu inny współwięzień zaoferował mu interes – ujawni rozwiązanie,
jeśli ojciec odda mu swoją skórkę od chleba.
Kiedy siły amerykańskie wyzwoliły obóz, ojciec ważył 38 kilogramów.
Jednak głód wiedzy był u niego tak silny, że oddał swoją skórkę za odpowiedź!

Krótka historia rozumu,Leonard Mlodinow

Słuchaj

krolowe
Nie miej mi za złe, mowo, że pożyczam patetycznych słów,

a potem trudu dokładam, żeby wydały się lekkie.

Przepraszam przypadek, że nazywam go koniecznością.
Przepraszam konieczność, jeśli jednak się mylę.
Niech się nie gniewa szczęście, że biorę je jak swoje.
Niech mi zapomną umarli, że ledwie tlą się w pamięci.
Przepraszam czas za mnogość przeoczonego świata na sekundę.
Przepraszam dawną miłość, że nową uważam za pierwszą.
Wybaczcie mi, daleki wojny, że noszę kwiaty do domu.
Wybaczcie, otwarte rany, że kłuję się w palec.
Przepraszam wołających z otchłani za płytę z menuetem.
Przepraszam ludzi na dworcach za sen o piątej rano.
Daruj, szczuta nadziejo, że śmieję się czasem.
Darujcie mi, pustynie, że z łyżką wody nie biegnę.
I ty, jastrzębiu, od lat ten sam, w tej samej klatce,
zapatrzony bez ruchu zawsze w ten sam punkt,
odpuść mi, nawet gdybyś był ptakiem wypchanym.
Przepraszam ścięte drzewo za cztery nogi stołowe.
Przepraszam wielkie pytania za małe odpowiedzi.
Prawdo, nie zwracaj na mnie zbyt bacznej uwagi.
Powago, okaż mi wspaniałomyślność.
Ścierp, tajemnico bytu, że nie mogę być wszędzie.
Przepraszam wszystkich, że nie mogę być każdym i każdą.
Wiem, że póki żyję, nic mnie nie usprawiedliwia,
ponieważ sama sobie stoję na przeszkodzie.

Przy całej pełni

niezbędność
Nagle ujrzałem jak minął mnie triumfalny rydwan Czasu.
Jego niezliczone koła lśniły, ale nie wzbijał się z pod nich
ani kurz ani huk i najmniejszy nawet ślad nie pozostał po nich na drodze.
Ujrzałem jasno, że to wszystko idzie beze mnie.
Nie było najmniejszej obawy, aby te koła zatrzymały się lub
zahamowały choćby na chwileczkę, tylko dlatego, że gdzieś brakło jakiegoś człowieka.
Czy można się jednakże tak łatwo pogodzić z tym faktem?
Nawet uznając go w słowach, bronię się przeciw niemu wewnętrznie.
Gdyby istotnie było wszystko jedno, czy ja tu jestem czy nie,
jakże mogłoby moje poczucie samego siebie bodaj na chwilę ostać się w wszechświecie?
Na czymże mogłoby się oprzeć?
Przy całej pełni, od jakiej roi się czas i przestrzeń,
było jednak rzeczą niemożliwą to moje „ja” opuścić.
Faktu mej niezbędności dowodzi fakt – że jestem.

Rabindranath Tagore