zdolności

Blaszki z dziurkami

metalowe klocki1
Zaszliśmy pod sam ogromny pałac, tak mi się przynajmniej wtedy wydawało,
który okazał się domem towarowym. Chyba wtedy największym w całej Warszawie.
Miał kilka pięter, szerokie schody, ogromne okna.
I dział z zabawkami. Moją uwagę szczególnie zwróciły
zestawy modeli do składania, Meccano.
Różne konstrukcje z metalowych elementów, takich płaskich blaszek z dziurkami, śrubek, nakładek. Na środku sali stał taki wysoki, ogromny model,
wydawało mi się, że do samego sufitu.
„I co na to powiesz?”, spytała mnie Stefa.
Powiedziałem, że to najpiękniejsza rzecz, jaką widziałem w życiu.
„Nie stać nas, żeby kupić taki, ale Dom dostał w prezencie mały zestaw.
Popatrz sobie, żebyś wiedział, co można z tego zbudować, jak to wszystko działa”.
Potem, kiedy w szkole rozkręciłem budzik i zadzwonił na lekcji,
nauczyciel wezwał ją do siebie, a ona skrzyczała mnie tylko trochę.
Dużo w Domu naprawiałem. Stefa czasem zostawiała mnie samego z zepsutymi sprzętami, nie mówiła, jak co naprawić, po prostu przynosiła niesprawną rzecz.
Mówiła tylko: „Polegam na tobie”.
Ty wiesz, co to znaczyło, że ona polegała na mnie?
Przecież ze mnie było takie liche nic.

Pani Stefa,Magdalena Kicińska

Reklamy

Uzdolniony

ptasia trąba
Latem jego dziób jest żółty, jesienią ciemnieje.
Ma krótszy ogon i jest mniejszy od kosa.
W przeciwieństwie do niego nie podskakuje, lecz chodzi.
Jego stada liczą do kilku tysięcy osobników i
przemieszczając się zwartym lotem,
zakreślają zadziwiające arabeski na niebie.
Pozostaje częściowo na zimę w Polsce.
W jego śpiewie słyszalne jest ćwierkanie, skrzeczenie i klekotanie.
Nie ma problemów z naśladowaniem głosów innych ptaków,
klaksonów czy telefonów komórkowych.

Inwentarz ptaków,Aladjidi&Tchoukriel

Wystarczą kapcie

Ormiańskie legendy
Zjawił się z transportem damskich pantofli domowych,
zwykłych kapci ormiańskiej roboty. To był ostatni rok życia
Związku Radzieckiego, kiedy nie było co jeść, pic, palić i w co się ubrać.
W dziesięć dni sprzedał tysiąc par. To był jego pierwszy wielki interes.
Po tym wezwał go naczelnik rejonowej administracji z propozycją remontu
instalacji ciepłowniczej.Wprawdzie zajmował się handlem, ale od tego czasu
wybudował stadion, budynek administracji, szpital i dom.
Od budownictwa jest jego syn, w restauracji działa żona, w piekarni córka,
a młodszy syn jest osobistym kierowcą. Na brzegu Indygirki urządził dla mnie
piknik z ormiańskim koniakiem, ogniskiem, pieczonymi szaszłykami,
wołowymi płucami i wieprzowymi serdelkami. Kra pędzi z łoskotem jak
transsyberyjski ekspres, bo Indygirka gna dwadzieścia pięć kilometrów na godzinę.

Dzienniki kołymskie, Jacek Hugo-Bader