bezimienni

Czy…jest jakiś pieniek?

podziemne-zapiski
sędzia może być łotrem, albo głupcem? Może.
Tak jak oberżysta żołnierz kupiec policjant
wróżbiarz bankier pisarz rzemieślnik.
Ale jest to mało prawdopodobne.
Najpierw przecież zdaje mnóstwo egzaminów.
Los jego zależy od tego czy nie nadużyje swojej władzy.
Jeśli się tego dopuści:
z miejsca rzucony będzie na kolana,
poniżany i torturowany
z pniem pod głową i
mieczem nad głową.
Więc sam troszczy się o to.

Robert Siller

Cena wywoławcza

berła
30 listopad 1951 rok, gospodarstwo starego Dennysona
.
„Nie powiem, żebym żałował skoku przez ocean”.

Cena wywoławcza wynosiła trzy i pół tysiąca dolarów.
W domu nie było mebli ani żadnych, ani żadnych sprzętów,
tylko kurz, pajęczyny i mysie odchody.
Sąsiedzi urządzili parapetówkę, przyjechawszy furgonetkami,
samochodami i wozami.
W sumie przewinęło się około stu osób,które
obdarowały nas wszystkim, co niezbędne do urządzenia domu.
Dostaliśmy stoły, krzesła, łóżka, duży żeliwny piec, talerze,
garnki i rondle, lampy naftowe, ubrania, tapety, farby, przetwory,
koce, siekiery, łom, piłę poprzeczną, a także możliwość nieodpłatnego
użytkowania konia.
Wieczorem jeden z naszych sąsiadów z rodziną w
duchu tradycji pierwszych osadników
wydał przyjęcie na cześć nowych przybyszy.

Chrapiący ptak,Bernd Heinrich

Zabawiacze

zazdrość
Królowie życia, królowie życia –
Widziałem, jak przemijali
W stylowych swoich ubiorach,
Podobni i niepodobni,
Dostojni i surowi,
Zadziwiający i zwykli,
Konwencjonalni i wysnuci z marzeń,
W swej kolejności i z nią wręcz niezgodni,
Wciąż gadatliwi z niemymi ustami,
A inicjator całej zabawy
Był wszędobylskim i nie miał imienia;
Tak ci widoczni i ci zagadkowi
Maszerowali ze wschodu na zachód;
Lecz pewien malec, najmniejszy ze wszystkich,
Między nogami swego opiekuna
Pętał się ze zdumieniem w oczach.
Jego to ręki dotknęła Natura,
Matka Natura, mocna i łaskawa,
Szepcząc: „Kochanie, nie zwracaj uwagi!
Jutro już oni wdzieją inne maski,
Tyś sam ich stworzył, są z twego plemienia.

Ralph Waldo Emerson

Bezimienni

bieda
– Macie papierosa i troszkę cukru?
– Do czego ci cukier?
-Jadłem kiedyś cukier. Nigdy nie spotkałem już nic tak słodkiego i dobrego.
Chciałbym jeszcze raz posmakować słodkości. Czuję, że niedługo umrę.

Po niecałej godzinie poszliśmy w ślad za nim.
-Umarł
-Kto umarł?
-Bezimienny
-Wszedł tu przed godziną, usiadł na podłodze pod ścianą i umarł.
-Co z nim będzie?

Wieczorem ludzie wrócą z pola, przyniosą motyki i łopaty,
wtedy zakopiemy ciało.
.
Grobu nie będzie. Dla kogo żył?
Podobnie bezimiennych są w Afryce miliony.
Przeżywając swoje wątłe życie, nie wnosząc do świata nic,
bo i dlaczego mieliby wnosić, skoro świat nic im nie ofiarował.
Nie wiedli życia godnego naśladowania. Zaznawali przemocy i przemocą
obdarzali innych. Jeśli los dusz jest prostym przedłużeniem ziemskiego
losu ich nosicieli, to marny jest sens wszelkich nauk o zbawieniu.
Jednym słowem musi być inaczej!

Uganda, Michał Kruszona