biblioteka

Szepty i krzyki

biblioteka
Uświadomiłem sobie, że dość często książki mówią o książkach.
To tak, jakby mówiły same do siebie.
Biblioteka stała się dla mnie bardziej niepokojąca.
Jest to miejsce, przez stulecia prowadzonych rozmów,
nieuchwytnych dialogów, gdzie skupiają się siły,
którymi umysł rządzić nie potrafi.
To jest skarbnica tajemnic, które wyszły z wielu umysłów i
przetrwały swoich twórców lub głosicieli.

Wszechświat i sztuka,John D.Barrow

Reklamy

Mnożenie

EPSON DSC picture
By uzyskać dziesięciostronicowy tekst,
z pięćdziesiąt razy włączam drukarkę.
Unicestwiam tuzin drzew.
Mój komputer nie eliminuje etapów pośrednich.
Mało tego – jest ich jeszcze więcej niż kiedyś.
Korzystając z komputera, drukuję tekst, na który
nanoszę poprawki, zapisuję nową wersję, którą znów drukuję i tak dalej.
Gdy piszę scenę filmową i mam opowiedzieć ją na sześciu stronach,
lubię mieć te stronice przed oczami, by ocenić tempo akcji,
wyłowić dłużyzny. Muszę je wydrukować i rozłożyć przed sobą.

Nie myśl że książki znikną,Umberto Eco

Studencka biblioteczka

Studencka biblioteczka

Julek po wojnie jeździł po wsiach i
zbierał resztki rozproszonych zbiorów,
bo potrafił odróżnić sekreterę o makaty
buczackiej i kirys od płótna Wyczółkowskiego.
Pojechał raz do pałacu margrabiów Wielopolskich,
którzy strzegli biblioteki jak jakiego sezamu.
Jedyny wyjątek stanowił student, który za marną pensyjkę
katalogował zbiory. On jeden w całym pałacu kochał
te książki. Najcenniejsze poukrywał, jak mógł, upychając
w rozmaitych schowkach i skrytkach. Wielopolscy nie
pozwalali korzystać ze zbiorów naukowcom, a sami do
nich nie zaglądali.
Student z rozpaczą patrzył, jak Julek
po kolei te kryjówki wynajduje i opróżnia. Na koniec gdy
odjeżdżał, prosił by student przyszedł się pożegnać.
Kazał wcześniej skrzynię z najcenniejszymi książkami
postawić na brzegu ciężarówki i kopnął ją, kiedy odjeżdżali.
Zostawił mu na pamiątkę.
Ten student nazywał się Gerard Labuda.

Lala, Jacek Dehnel

Śleponośne relacje

Śleponośne relacje

Biblioteki tworzą na mapie miasta swoiste getto,
zbędne w przeciwieństwie do apteki,
słabo widoczne w przeciwieństwie do marketów,
przeznaczone dla dziwaków,
niedostępne doświadczeniu mieszkańca dzielnicy.
Takim samym zbędnym miejscem jest dla człowieka
dobrze widzącego okulista,
dla dobrze chodzącego – sklep sprzętu rehabilitacyjnego,
posiadacza samochodu przystanek autobusowy,
bezdzietnego szkoła,
ktoś kto nie ma zwierząt sklep zoologiczny.
To są miejsca nie dla niego.
Książka o złym tytule będzie się źle sprzedawać.
Dlaczego biblioteki nazywają się w taki sposób,
który odpycha?
Nawet jeśli książka obroni się w czasach potopu,
nie znaczy to, że obroni się biblioteka.
Są znakomite wyjątki: wrocławska Medioteka,
olsztyńska Planeta, białołęcki Nautilus.

Bunt czytelników, Grzegorz Leszczyński