biesiada

Po Wierzy(nku)

basnie
Wisława Szymborska dostała nagrodę państwową i powiedziała:
– No to funduję obiad u Wierzynka. W y s t a w n y obiad!
Przyniesiono nam karty ze złoceniami i Wisława
zaczęła mnie molestować, żebym się nie krępowała
ani trochę, bo nigdy jeszcze nie miała okazji stawiać
obiadu z racji nagrody, więc jak już padło na mnie,
to nie powinnam psuć zabawy.
Przystawki, zupa, mięso albo ryba, dodatki, deser, lody, kawa,
wszystko to było dziś przed nami i ślinka ciekła nam do ust.
– Rydze! – powiedziała Wisława.
– Świetnie, ubóstwiam rydze.
To nie była przystawka, to była przystawa.
– Co teraz – spytała Wisława. Barszcz, rosół, chłodnik?
– Przepraszam bardzo – powiedziałam – Ale ja już nic,
proszę mi wierzyć…
– Wierzę – odparła Wisława. – Bo ja też nic.
I tak skończył się wystawny obiad u Wierzynka,
dla uczczenia państwowej nagrody.

Joanna Kulmowa