chwila

Sumowanie

dwoje
Udzielaj każdemu uścisku, kto stara się
otrząsnąć z choroby, czarnego nastroju,
każdemu, kto leczy swoje złamane ciało albo ducha.
Choć mamy zaufanie do swojego zawodu
respektujmy istnienie moc uzdrawiania potężniejszą
od nas obu. Bo MOJA siła złączona z TWOJĄ
przewyższa ich prostą sumę.
Dotykowi aby był w pełni musi towarzyszyć
intencja udzielania pomocy.

Księga uścisków,Kathleen Keating

Reklamy

MM_XX_LL

piętra
Nienawiść niedołęgi do własnej słabości
To potęga!
Radość zespolenia z istotą wymyśloną przez siebie, z marzeniem.
Siedząca nad filiżanką cafe-creme i dwoma croissantami.
Przeglądająca „Le Matin”.
Zrywająca celofan z błękitnej paczki gauloise’ów.
Włócząca się po ulicach.
Zaglądająca do księgarń.
Dopisująca kilka zdań
do listu dziewczyny.
Wyrwana ze wszystkiego na ziemi.
Wolna !!!

Agitka,Anna Bojarska

Zachmurzenie

chłodnica
Z opisywaniem chmur musiałabym się bardzo śpieszyć –
już po ułamku chwili przestają być te, zaczynają być inne.
Ich właściwością jest nie powtarzać się nigdy
w kształtach, odcieniach, pozach i układzie.
Nie obciążone pamięcią o niczym, unoszą się bez trudu nad faktami.
Jacy tam z nich świadkowie czegokolwiek –
natychmiast rozwiewają się na wszystkie strony.
W porównaniu z chmurami życie wydaje się ugruntowane,
omal że trwałe i prawie że wieczne.
Przy chmurach nawet kamień wygląda jak brat,
na którym można polegać, a one cóż, dalekie i płoche kuzynki.
Niech sobie ludzie będą, jeśli chcą, a potem po kolei każde z nich umiera,
im, chmurom nic do tego wszystkiego bardzo dziwnego.
Nad całym Twoim życiem i moim, jeszcze nie całym,
paradują w przepychu jak paradowały.
Nie mają obowiązku razem z nami ginąć.
Nie muszą być widziane, żeby płynąć.

W.Szymborska

Przez chwilę

Przez chwilę

W pierwszej gablocie
leży kamień.
Widzimy na nim
niewyraźną rysę.
Dzieło przypadku,
jak mówią niektórzy.

W drugiej gablocie
część kości czołowej.
Trudno ustalić –
zwierzęcej czy ludzkiej.
Kość jak kość.
Idźmy dalej.
Tu nic nie ma.

Zostało tylko
stare podobieństwo
iskry skrzesanej z kamienia
do gwiazdy.
Rozsunięta do wieków
przestrzeń porównania
zachowała się dobrze.

To ona
wywabiła nas z wnętrza gatunku,
wywiodła z kręgu snu
sprzed słowa sen,
w którym, co żywe,
rodzi się na zawsze
i umiera bez śmierci.

To ona
obróciła naszą głowę w ludzką
od iskry do gwiazdy,
od jednej do wielu,
od każdej do wszystkich,
od skroni do skroni
i to, co nie ma powiek,
otworzyła w nas.

Z kamienia
uleciało niebo.
Kij rozgałęził się
w gęstwinie końców.
Wąż uniósł żądło
z kłębka swoich przyczyn.
Czas się zatoczył
w słojach drzew.
Rozmnożyło się w echu
wycie zbudzonego.

W pierwszej gablocie
leży kamień.
W drugiej gablocie
części kości czołowej.
Ubyliśmy zwierzętom.
Kto ubędzie nam.
Przez jakie podobieństwo.
Czego z czym porównanie.

Wisława Szymborska

Carpe diem

Carpe diem

Nad rzeką łapię za nogi czas, gdy mignie przede mną zimorodek.
Niektórzy nazywają tego ptaka strzałą wysadzaną klejnotami.
Chińczycy z jego piór tworzyli biżuterię, wachlarze i parawany.
Ten czterdziesto-gramowy ptaszek spada z gałęzi, nurkuje w wodzie,
chwyta rybę i wzlatuje. To wszystko zajmuje mu około dwóch sekund.
Zaloty zimorodka zaczynają się od gwizdania.
Cała moja radość nad wodą to, od czasu do czasu wzajemnie sobie gwizdnąć.