dzieciństwo

W ławce szkolnej

wychył1
Latem pod dom moich dziadków,
zajeżdżał koniem pan Golgin,
nasz wakacyjny gospodarz.
Babcia pakowała dobytek zawinięty
w duże chusty. Brała nawet lampy naftowe,
bo nie było tam prądu. I z tym koniem,
z tym wszystkim, jechaliśmy do wsi Kobylarnia.
Jak była burza, ludzie wychodzili przed gumno ze świętymi
obrazkami i modlili się, żeby piorun ich oszczędził.
Wracaliśmy dopiero pierwszego września, kiedy zaczynała się szkoła.

Zły chłopiec- Bogusław Linda,Magda Umer

Reklamy

Łazarzowe dzieciństwo

sjesta po poznańsku
Jak już coś w sobie znajdę,
to okazuje się, że wyniosłem to z
Łazarskiego Rynku.

Bez podwórka z piekarnią Kamińskiego,
bez Areny z pojazdami na łożyskach,
bez podglądania gazetek Porno na murkach giełdy,
bez sprzedawania Ekspresu taksówkarzom,
bez jeżdżenia bimbą na schodach,
bez gonitwy z pijakami po rynku,
bez przeciskania się przez kraty na Targi Poznańskie,
nie byłoby we mnie radości, dystansu,
tolerancji i całego kalejdoskopu
emocji bycia Poznańczykiem!!!

Tylko do piątego roku życia

pociąg dzieciństwa
Pamiętam wspaniały okres moich pierwszych
pięciu lat życia, kiedy byłem bezdomny.
Ojciec walczył w marynarce, a ja wraz z matką
przemierzałem Anglię, zatrzymując się
u kolejnych przyjaciół czy rodziny.
Odbierałem szaleństwo i zamęt tamtych czasów
poprzez syk pary na spowitych mgłą stacjach,
podwójne szczęknięcia zamykanych drzwi do wagonów,
pomruki samolotów, światła szperaczy, syreny oraz
melodie wygrywane na organkach na peronach,
gdzie spali żołnierze.

Pieśni stworzenia,Bruce Chatwin

Jakie dasz imię dziecku ?

imię
Mój brat ma na imię Jangały,
to znaczy zadanie spełnione.
Puhucza -to starucha.
Piniako -znaczy idź precz.
Piry– to ktoś z długim nosem.
Omdiojo– urodzony kiedy pomieszały się stada.
Nazwiska też mają swoje znaczenia.
Akatteto – dużo jego reniferów.
Saratteto – białe jego renifery.
Horatteto – są u niego byczki.
Japtik – krzepki.
Tesida – bez reniferów.
Jamał – koniec ziemi.
Hudi – pierś ptaszka.

Dobra krew,Magdalena Skopek

Koegzystencja

rybik cukrowy
-Co się stało Zuziu?
-Tu jest takie obrzydliwe coś!
-To tylko łezka. A tak naprawdę nazywa się rybik cukrowy.
-Jest obrzydliwy!
Mama chwyciła kawałek papieru, chwyciła łezkę i wrzuciła do ubikacji.
-Zabiłaś go?
-Coś ty! Łezki mieszkają w rurach. Lubią wodę.
-Dlaczego mamy w łazience robale? Przecież tu jest czyściutko?
-Już ci mówiłam, łezki mieszkają w rurach i czasami wychodzą sobie pozwiedzać.
-Ty je lubisz?
-Bo wiesz, one tak śmiesznie chodzą, jakby się czegoś bały. Jak kogoś usłyszą,
to przestają się ruszać, i udają, że ich nie ma.
Przekonana Zuzia kucnęła przy ubikacji.
-Powiedziałam mu, że jest obrzydliwy. Myślisz, że on się mnie bał?
-Przecież jesteś dla niego olbrzymem!
-Dam mu na imię Wojtuś. Wojtuś, przepraszam, po prostu się ciebie bałam,
bo się nie znaliśmy, ale już się nie boję.
Zuzia nachyliła się nad łezkami. Przypominały łzy i były błyszczące.
Zupełnie z bliska wyglądały jak kosmiczne roboty.
Szepnęła im dobranoc i pobiegła je narysować.

Zuzia,Malina Prześluga

Dlaczego opowiadam mity ?

mit
Mity w zasadzie pełnią cztery funkcje.
Pierwsza jest mistyczna:
– otwiera świat na zrozumienie, że tajemnica leży u podłoża wszystkich form.
Druga funkcja jest wymiarem kosmologicznym:
– ukazuje ci kształt wszechświata, ale w taki sposób, że znów dostrzegasz tajemnicę
Trzecia funkcja jest socjologiczna:
– podtrzymuje i uzasadnia porządek społeczny
Czwarta funkcja jet pedagogiczna:
– pokazuje w jaki sposób żyć w każdych okolicznościach

Potęga mitu,Joseph Campbell

Sprywatyzowana Warszawa

podwórko1
Wiedzieliśmy, że Cyran prowadzi piekarnię i
wystarczyło powiedzieć: trzeba iść do Cyrana.
Tam nie było anonimowych sklepów, warsztatów,
tylko konkretni ludzie.
Mieliśmy naszego ślusarza, stolarza, szewca.
Mieszkania na naszej ulicy nie były anonimowe.
Nie miałem pojęcia, kto ma jaki numer posesji,
ale doskonale znałem nazwiska właścicieli.
Kiedy coś się zepsuło, mama nie mówiła, że
ma przyjść szklarz albo ślusarz, tylko wymieniała
nazwisko osoby. Mam szczególny stosunek do Grochowa,
bo to pejzaż mojego dzieciństwa.

Jerzy Radziwiłowicz