łagry

Terapia śmiechu

śmiech
Mój wujek postanowił skończyć ze sobą.
Pracował w łagrze jako szofer.
Plan był opracowany w szczegółach.
Ale zawsze coś stawało na drodze.
Kiedy już sposobił się do wysadzenia ciężarówką
kantoru administracji, pojawiała się nieoczekiwanie
kolumna więźniów.
Wujek był wysportowany, zręczny i znał sztuczki cyrkowe.
Gdy dostrzegł, że kolega przywiązuje sznurkiem
podeszwę do buta, palcami stopy uszczypnął kolegę w siedzenie.
Tamten oburzony strzelił w gębę Bogu ducha winnego sąsiada.
Wszyscy ryknęli śmiechem. Nadbiegli strażnicy, i to wywołało
jeszcze głośniejszy śmiech. Długo nie mogli się uspokoić.
Po tym wydarzeniu przeszła wujkowi ochota do samobójstwa.

Cała radość życia, Franceska Michalska