Małgorzata Braunek

Rozdziawiona gęba

ułan
Był rotmistrzem XV Pułku Ułanów Poznańskich.
Kiedyś zasnął na koniu, zahaczył głową o gałąź
i spadł twarzą prosto w krowią kupę.
Wtedy któryś z jego adiutantów skomentował:
„Panie rotmistrzu, będzie miał pan wielkie szczęście!”
Następnej nocy potwornie zmęczeni pospali się w jakiejś chacie.
Nagle zabrzmiała kanonada, rotmistrz wyskakuje z chaty i wrzeszczy:
„Do broni!”. I w tym momencie kula przeszywa mu na wylot policzek.
Gdyby nie krzyknął, toby już nie żył. A tak kula wyleciała przez otwarte usta.
Od tamtej pory w naszej rodzinie kupa ma znaczenie wyjątkowe.
Jak wchodzę w kupę, to wiem, że jest OK.

Niesformatowani,Katarzyna Bielas