niewidomi

Kongres niemocy

moje-oblicze
Pielęgnujemy rozmaite złudzenia na temat języka i
sposobów porozumiewania się.
Wydaje nam się, że przedstawienie innym własnych
intencji nie nastręczy żadnych trudności.
Znaczenia jednak nie są ani przekazywane, ani wyrażane,
To sam język wyraża, przekazuje, oznacza, apeluje etc.
Język dyktuje mi warunki. Inaczej myślę, czytam i piszę w
angielszczyźnie, inaczej w hiszpańszczyźnie, jeszcze inaczej w niemczyźnie.
Jako młody człowiek czytałem przez dwa lata niewidomemu Borgesowi
wybrane przez niego książki. Po dwóch, trzech zadaniach przerywał mi i
zaczynał analizować to, co usłyszał. Zaproponowałem kiedyś, żeby oddać
sens pewnego zdania z jego opowiadania „Kongres” za pomocą angielskiego idiomu.
Borges wtedy powiedział:
Idiomu powiadasz? To podaj proszę, sześć innych znaczeń tego zwrotu.

Alberto Manguel

Słuchaj

krolowe
Nie miej mi za złe, mowo, że pożyczam patetycznych słów,

a potem trudu dokładam, żeby wydały się lekkie.

Przepraszam przypadek, że nazywam go koniecznością.
Przepraszam konieczność, jeśli jednak się mylę.
Niech się nie gniewa szczęście, że biorę je jak swoje.
Niech mi zapomną umarli, że ledwie tlą się w pamięci.
Przepraszam czas za mnogość przeoczonego świata na sekundę.
Przepraszam dawną miłość, że nową uważam za pierwszą.
Wybaczcie mi, daleki wojny, że noszę kwiaty do domu.
Wybaczcie, otwarte rany, że kłuję się w palec.
Przepraszam wołających z otchłani za płytę z menuetem.
Przepraszam ludzi na dworcach za sen o piątej rano.
Daruj, szczuta nadziejo, że śmieję się czasem.
Darujcie mi, pustynie, że z łyżką wody nie biegnę.
I ty, jastrzębiu, od lat ten sam, w tej samej klatce,
zapatrzony bez ruchu zawsze w ten sam punkt,
odpuść mi, nawet gdybyś był ptakiem wypchanym.
Przepraszam ścięte drzewo za cztery nogi stołowe.
Przepraszam wielkie pytania za małe odpowiedzi.
Prawdo, nie zwracaj na mnie zbyt bacznej uwagi.
Powago, okaż mi wspaniałomyślność.
Ścierp, tajemnico bytu, że nie mogę być wszędzie.
Przepraszam wszystkich, że nie mogę być każdym i każdą.
Wiem, że póki żyję, nic mnie nie usprawiedliwia,
ponieważ sama sobie stoję na przeszkodzie.

Słyszysz, a nie widzisz?

matka ziemia
Joel Snyder jest założycielem Audio Description Associates,
jeden z najaktywniejszych zajmujących się problematyką audiodeskrypcji.
Snyder uważa ją za rodzaj działalności artystycznej, wymagającej zarówno talentu, jak i precyzji. Audiodeskrypcja jest świadomą, uważną obserwacją, która umożliwia dostrzeganie kluczowych, niezbędnych elementów wizualnych dla zrozumienia obrazu lub akcji.
Im częściej bowiem nasz wzrok ślizga się jedynie po powierzchni obrazu,
tym bardziej tracimy umiejętność świadomego widzenia.

Język audiodeskrypcji zakłada operowanie:
-metaforą
-paradoksem
-subtelnością
-estetycznym minimalizmem
Joel Snyder przyrównuje audiodeskrypcję
do poetyckiej sztuki haiku, w której najistotniejsza
wydaje się zwięzłość i wielka oszczędność słów,
a każdy wiersz haiku jest obrazkiem –
szkicem, który notuje aktualny stan wycinka świata w sposób najpełniejszy,
próbuje oddać jego barwę, muzykę, zapach i całą otaczającą go atmosferę.
Audiodeskrypcja malując obraz słowem,
nie tylko przekazuje ogromny ładunek uczuć i wrażeń,
ale staje się także budowaniem uważniejszego bycia tu i teraz.
Istnieją trzy złote reguły do Audiodeskrypcji:
-opisz co widzisz
-nie podawaj subiektywnej wersji tego co widzisz
-nigdy nie opisuj znanych dźwięków, dialogu albo komentarza

Obraz słowem malowany,Barbara Szymańska

Okruchy kości

ewolucja
Ślepy Zhu włożył sobie do ust lecznicze zioła,
przeżuł je na papkę, rozsmarował czarną, lepką maź
na nodze i przykrył liśćmi paulowni.
Owinął wszystko starą szmatą i usztywnił nogę bambusowymi patykami.
Zhu był niewidomy od urodzenia.
Uzdrowicielstwa nauczył go żebrak,
któremu w wieku dwunastu lat dał jałmużnę.
Nastawiania kości uczył się na ceramicznych odłamkach,
którymi manipulował w konopnym worku.
Zarabiał na życie jako młynarz i
gdyby władze się dowiedziały, że para się
uzdrowicielstwem, zostałby uznany za prywaciarza.

Tao,Aya Goda

To

ruch wieczny
Wszystko się porusza.
Wszystko ewoluuje i rozwija się.
Wszystko się od siebie odbija i w sobie przegląda.
Z punktu do punktu, nie ma prostej linii.
Z portu do portu, podróż.
Wszystko się porusza.
Szczęście i nieszczęście, również konflikt.
Punkt niepewny, niewyraźny, niejasny się kreśli.
Punkt zbieżności.
Pragnienie punktu stałego.
W spokoju wszystkich uczuć.
Punkt oparcia i punkt mety.
W tym, co nie ma początku.
Nie ma końca.
Nazwać To. Ożywić.
Oddać Temu władzę.
By lepiej zrozumieć to, co się porusza.
By lepiej zrozumieć Ruch.

Ciało poetyckie,Jacques Lecoq

Potrzeba niewidocznego

nieiwdomi
W mrocznym świetle wieczoru, dziewczyna z opuszczonymi
powiekami klęczy na warstwie słomy przy kamiennej ścianie mostu.
W prawej dłoni trzyma metalowy garnuszek za rączkę. W drugiej ręce
trzyma wąski koniec białego, stożkowatego, papierowego lampionu.
Jego promienne światło rozjaśnia jej szczupłą twarz w kształcie serca i
drobne usta rysujące ciepły uśmiech. Brązowe włosy opadają lokami wokół
jej twarzy spod szarej chusty zawiązanej na głowie.
Cienki sznurek wije się luźno wokół jej nadgarstka i
jest przymocowany zarówno do rączki garnuszka jak i
do obroży śpiącego czarnego psa, po prawej, przytulonego do jej kolan.
W zagięciu jej prawego łokcia tkwi prosty kij.

Przykład opisu ilustracji na potrzeby niewidomych
Dotyk geniuszu,C.Michael Mellor

Obrzęd nisko notowany

podstawy
Ponieważ Jim upierał się, że żaden mieszkaniec
Saint John’s w życiu nie przeczytał cholernej książki,
stworzył rozległy labirynt słów. Zbudował ze stu tysięcy
książek system nor i korytarzy, tuneli rytych w literaturze,
biegnących w górę przez nauki ścisłe, opiekę nad zwierzętami i
politykę, a potem schodzący do piwnicy nauk humanistycznych.
Księgarze nosili czarne kostiumy oraz biżuterię zrobioną z
kawałków drutu kolczastego, kółek z wieczek od puszek i
innych sroczych łupów. Jim tak kochał książki, że nie mógł
dopuścić by trafiły w niewłaściwe ręce, dlatego osobiście
angażował się w obrzęd wybierania. Księgarnia kończyła się
snopem słonecznego blasku i wiodącymi w górę schodami.
Na piętrze znajdowała się zalana białym światłem przestrzeń.
Tutaj znajdowało się szkarłatny lód, tundrę przygniecioną niebem,
bukiet zamarzniętej soli, tygrysy pożerające homary, albo morze
w szkocką kratę i mandarynkowe plaże.

Teatr ryb,John Gimlette