pies

Nie tylko za oknem

zamieszkanie
Nareszcie śnieg sypie mi w oczy
gdy jadę czarnym Amsterdamem
Szumią świece topoli a liście
niczym kartonowe opakowania
nęcą psy do pogoni za współczesną karmą
Zmrożone głogi tulą się do wyrzeźbionych traw
Czarek nie potrzebuje zachęty
gryzie i waruje gdy przejeżdża tramwaj
Jest piąta rano ale już bez Zębatego tłumaczeń
bez Cohenowskich medytacji
Zliczam sobie latarnie potem ławki potem drzewa
i wychodzi mi że już czas na obejrzenie się do tyłu
Gdy wracam do domu patrzę na to co za mną
i natychmiast biorę się za to co przede mną
I już wiem jak trudno połączyć Wałęsę i Dudę

Moskiewska wspólnota

psi żywot
Podzielili między sobą rewiry.
Każdy grupa specjalizuje się w tym, w czym jest najlepsza.
Znajomość terenu i ludzi połączona z inteligencją oznacza sukces.
Strażnicy zdobywają jedzenie układając się z ochroniarzami,
a siebie uznając za ich pomocników
Poszukiwacze działają na powierzchni robiąc przeglądy na śmietnikach
Dzicy zachowują się jak wilki, polując w nocy na myszy, szczury i koty
Żebracy dokonują selekcji darczyńców w tłumie, tj. dzieci, młodzież i starszych.
Swoje siedziby mają poza miastem.
Podróżują tylko metrem.
Nie mają żadnych dokumentów.
Zupełnie wystarcza im psi żywot.

Zwęglona świątynia

pogorzelisko
Na ścianie jego chaty przybita była
deska z komunikatem, żeby nie zakopywać go w ziemi,
kiedy umrze, tylko spalić z całym dobytkiem w chałupie.
Wędrowni myśliwi znaleźli martwego staruszka w łóżku
i jego psa o trzech łapach, co leżał na piersiach zmarłego.
Przeganiali go, a on się nie ruszał. Podłożyli ogień.
Jak leżał na dziadku, tak razem się spalili.
Z pogorzeliska zostały tylko zwęglone drzwi z framugą.
Jakby drzwi do lasu, w tajgę, w góry.
Przez te drzwi, co zostały, wszyscy zaczęli przechodzić
jak przez wrota świątyni. Myśliwi, geolodzy, poszukiwacze złota.
Alpiniści gdy idą na wspinaczkę, nawet drogi nadłożą, byle przejść przez nie.

Dzienniki kołymskie,Jacek Hugo-Bader

Cicho… Pechowcu !

buldog
Cicho … mówili do mnie, kiedy powarkiwałem
szarpiąc sznurowadła butów, pachnących skórą i
tłustą substancją, którą ludzie nacierają obuwie.
Nie wiedzą, że obcasy i zelówki przechowują zapach
chodników, trawy na skwerze, kurzu ze szczelin murów,
ostrej woni spalin z rur autobusów i samochodów.
Cicho … odpychali mnie, bo lubiłem wspinać się na
tylne łapy i przesuwać szorstkim językiem po guzikach
płaszcza i jedwabiu sukni. Cicho… powtarzał też pan doktor.
Miał fantastycznie pachnącą torbę zamykaną na srebrne zamki.
Nosił w niej całą aptekę. Tyle leków, ile chorób.
A gosposia Stasia tarmosząc mnie za uszy śmiała się i mówiła:
Bóg musiał zażartować, kiedy wymyślił coś podobnego.
Mało że jesteś białym buldogiem, to jeszcze nazywasz się Szlemiel.
A wiesz kogo nazywamy Szlemielem?
Pechowca, który jak upadnie do tyłu, to złamie sobie nos !!!

Szlemiel,Ryszard M.Groński