Poezja

Weź tob(W)ołek

luftsfery
My z różnych pięter / W różnych mieszkaniach/
Każdy z widokiem na swoją stronę / Ale się sąsiad sąsiadom kłania/
Bo tu żyjemy złączeni domem / I ciepło snuje się nutka swojska
DOM WSZYSTKICH – POLSKA
Gdzie słowo „klatka” – znaczy „schodowa” /I złe na dobre w końcu nam wyszło/
Choć znowu trzeba coś remontować / Lecz z okien jest już widok na przyszłość /
I ciepło snuje się nutka swojska
DOM WSZYSTKICH – POLSKA
Więc niech się wiedzie, drogi sąsiedzie / Nam gniazdo uwił Orzeł nie reszka/
Byś mógł o naszym domu powiedzieć / Z największą dumą: Ja tutaj mieszkam!/
I ciepło snuje się nutka swojska
DOM WSZYSTKICH – POLSKA

267 z większej całości, Jan Wołek

POD_KOS_mos

jedzonko.jpg
Na koMISJAch
na podkoMISJAch
na przedkoMISJAch
na wyjazdowych SESJAch
na pokojowych MISJAch
na
na
na
na 300 lat przed narodzeniem Pana
rzecz została zaprotokołowana
Wszystko na świecie jest
ZŁUDZENIEM
a realnym istnieniem cóż się wyróżnia?
jedynie atomy i
próżnia

Nowa poezja rosyjska,Jan Satunowski
Wdrapałem się na piedestał,Jerzy Czech

Porządkowanie

spacer
Matka bije dywany,
podlewa szlauchem chodnik,
myjemy nawet listki kwiatów
czule jak niemowlaka.
Wszystko lśni,
gdy Obraz wchodzi z sanktuarium,
pobrudzone woskiem atłasy
opierają się o próg,
tłum jak zagazowane muchy
rozprasza się w sieni.
Niepojęta jest pieśń do pudła,
z którego macki madonny
jak wymyte resztki pelargonii schodzą
pojedynczo na gumolit,
niepojęty jest ten Obraz,
który mnie przemienia
w przestraszone dziecko.

Violetta Greg

Halloween

blizny
Zwracam się do was kapłani
Nauczyciele sędziowie artyści
Szewcy lekarze referenci
I do ciebie mój ojcze
Wysłuchajcie mnie.
Nie jestem młody
Niech was smukłość mego ciała
Nie zwodzi
Ani tkliwa biel szyi
Ani jasność otwartego czoła
Ani puch nad słodką wargą
Ni śmiech cherubiński
Ni krok elastyczny
Nie jestem młody
Niech was moja niewinność
Nie wzrusza
Ani moja czystość
Ani moja słabość
Kruchość i prostota
Mam lat dwadzieścia
Jestem mordercą
Jestem narzędziem
Tak ślepym jak miecz
W dłoni kata
Zamordowałem człowieka
I czerwonymi palcami
Gładziłem białe piersi kobiet.
Okaleczony nie widziałem
Ani nieba ani róży
Ptaka gniazda drzewa
Świętego Franciszka
Achillesa i Hektora
Przez sześć lat
Buchał z nozdrza opar krwi
Nie wierzę w przemianę wody w wino
Nie wierzę w grzechów odpuszczenie
Nie wierzę w ciała zmartwychwstanie

Tadeusz Różewicz