pokolenia

Dotyczy

bliżej ziemi
Jestem
coraz bliżej
Ziemi
przez stawianie
Sobie
kroków pośrednich
zabarwionych
Umysłem
niepokornym
tułaczę się
słuchając
Przewodników
najbliżej mi
do Poezji
najdalej do
edukacji
Wytrzymuję słowo
poniewierane
rozliczam się tylko
z Niepamięci
oddaję głos
Niewidomym
postanawiam
słuchać
ich
Przeklinań

Krążenie wtórne

marazm
Był znany ze swego niezdecydowania
czekał na ostatni moment i zawsze podejmował
złą decyzję
Przez kolejne lata użalał się nad sobą
rozprawiając czego to on nie powinien
co powinien co by zrobił gdyby wiedział wtedy
to co teraz wie
Uważał się za zwolennika pewnej filozofii życiowej
której zasady wykładał w poradzie dla syna:
Jeśli nie wiesz co masz robić w życiu
przypatrz się po prostu co robią inni
i postępuj tak samo

Tata Ismeta z Bośni

Konstatacja z nad Warty

chrzanię
Nie przechytrzę czasu
Nadmiernej regularności
Oddechu od rana i wydechu
Psa  liżącego brudy
Odwijania bandaży pamięci
Skubania kur na  wybiegu…
Zapełnienia? Całości? Zrozumienia?
Siadam nad brzegiem
Płynie
Nie zawraca
Nie tamuje
Nie mierzy
Rękę tylko położę na niej
Dla Malcoma Gladwella to jasne  –
Chodzi o chrzan !

Nie ma schronu?

ocalenie
Wciąż nierozwiązaną tajemnicą człowieka jest to,
dlaczego tak bardzo pragnie on upozorowanego,
sztucznego, symulowanego świata.
Czy każda epoka wytwarza tak opresyjne,
a jednocześnie uwodzące okoliczności?
Społeczny i ideologiczny przymus chodzenia do kościoła
i uczestniczenia w kulcie był tak silny, że nikt
nie myślał realnie o niepodporządkowaniu się mu.
Wirus medialny zainfekował wszystkie sfery życia i nie ma
możliwości ukrycia się przed nim.
Czy może po wiekach następne pokolenia będą się dziwić
naszemu uzależnieniu?
Czy ocenią nas tak, jak my widzimy samobiczujących się wiernych,
którzy są uznani za niespełna rozumu?

Aparycje współczesności,Marian Golka

Wstecz

zatrzymanie
Na podwórzu zwalony żwir
i obok jaszczurka grzeje się
w olśniewającej zieloności
swego życia.
Niedbale śledząc nas z nad
półprzymkniętych powiek.
Za tydzień miałby 57 lat.
Moja trzyletnia córka trzyma mnie za rękę.
Nic nie wie.
Za drogą białoczołe krowy pasą się
w porannym spokoju.
Dom jest cichy.
Jego córki tępo zapatrzone
w filiżanki z kawą.
Córka zbiera żwir i rzuca,
a jaszczurka zwraca ku niej oczy,
ale nie ucieka, nie chcąc wyrzec się
słonecznego ciepła.
Po latach zapyta mnie,
jaki on był, jej dziadek.
I będę wracał pamięcią do
zieloności jaszczurki.

Wayne Dodd