współżycie

W poświacie

spitsbergen
Co roku czeka na nas to samo zaskoczenie.
Światło wraca. Ale czy to jest radość?
Bardziej zdziwienie, że to już. Że tak szybko.
Świat się robi za duży. Odnosi się wrażenie,
że wszystko będzie nieprzyzwoicie widoczne.
To znaczy, że już coś widać, ale wszystko jest jakby
w poświacie włączonego wieczorem telewizora.
…Silvia nalewa świeżo zaparzonej japońskiej herbaty z ryżu.
Śmierdzi ścierką, ale można się przyzwyczaić i potem smakuje.
Operafjellet jak na dłoni i ten dziwny odcień rzuca poświatę
do pokoju, gdzie Silvia siedzi i całą zimę produkuje rękawiczki
z logo niedźwiedzia. Za oknem pervinca, co oznacza po włosku
zarówno kolor, jak i kwiat.

Zimna wyspa Sitsbergen,Ilona Wiśniewska

Kto się wystraszy pierwszy?

Kto się wystraszy pierwszy?

Zawsze mieliśmy węże, ale jakoś nauczyliśmy się z nimi żyć.
Nie bałam się ich nawet w przybliżeniu tak jak pająków, które obrzydzały mi życie.
Spotykałam kobry, czarne mamby, żmije sykliwe.
Jeden o nazwie boomslang miał zwyczaj owijać się wokół gałęzi, słupka werandy,
czy czegokolwiek sterczącego z ziemi. Pluł w twarz temu, kto go zaniepokoił.
Zdarzało się, że jad trafiał w oczy i wtedy ludzie ślepli.
Ciągle rozlegały się alarmy. Wąż w kuchni, na werandzie, w jadalni.
Raz mało brakowało, a podniosłabym nocną żmiję, biorąc ją za motek wełny.
Ale to ona wystraszyła się pierwsza i jej syczenie uratowało na obie.
Kiedyś powiedziałam, że w stercie drewna między kłodami zauważyłam węża.
Matka strzeliła do czegoś szarawego, co się poruszało.
To był ulubiony kot, a tymczasem kobra leżała owinięta wokół długiej kłody kilka metrów dalej.

O kotach, Doris Lessing