za późno

Półsen ostatni

CV
Patrzy przez okno dzień chory, trupio nabrzękły i siny.
Po korytarzu szpitalnym wolno przechodzą godziny.

Szaro. I cicho. I pusto. Nie ma radości ni smutku.
Chmury się snują po niebie, jak chorzy w ciasnym ogródku.

Palce, jak martwe pająki, nad czymś się trudzą, mozolą.
W szklanym wazonie powiędły kwiaty pachnące karbolem.

Myśli, jak muchy jesienne, łażą, czepiają się sprzętów,
po raz ostatni skrzydłami biją o okna zamknięte.

Ktoś się zaczaił pod drzwiami. Ktoś podsłuchuje i czeka.
Cicho, na palcach podchodzą – śmierć, zakonnica i lekarz

Władysław Broniewski

Reklamy

Gniazda zakładają ptaki

bliskośc.jpg
Dowiedziałam się pewnej prawdy w wieku 17 lat/Że miłość była przeznaczona tylko dla królowych piękności/I dla dziewczyn z liceum o perfekcyjnych uśmiechach/Które wyszły za mąż bardzo młodo, a potem przeszły na emeryturę.
Walentynki, których nigdy nie zaznałam/Farsy młodości w piątkowe wieczory.
Były spędzane przez kogoś piękniejszego/W wieku 17 lat dowiedziałam się pewnej prawdy/A te z nas o zniszczonych cerach,odczuwające brak ogłady towarzyskiej/Rozpaczliwie pozostawione w domu/Wymyślając kochanków przez telefon/Którzy dzwonili, żeby powiedzieć: „zatańcz ze mną”/I szeptali niejasne nieprzyzwoitości/To nie wszystko, co wydaje się być mając 17 lat.
Dziewczyna o brązowych oczach w używanych ubraniach/Której imienia nigdy nie potrafiłabym wymówić/Powiedziała: „Jaka żałość, proszę cię, te, które obsługują innych/Bo dostają tylko to, na co zasługują”/I ta bogata, powiązana królowa swojego miasta rodzinnego/Wychodzi za mąż dla swoich potrzeb
z gwarancją towarzystwa/I ze schronieniem na starość/Więc zapamiętajcie, że te, które wygrywają tę grę/Tracą miłość, o którą się ubiegały/W obligacjach jakości i niepewnej uczciwości/Ich małomiasteczkowe oczy będą się na was gapić/Nieciekawa niespodzianka, kiedy należy się zapłata/Przewyższa rachunki otrzymane w wieku 17 lat/Do tych, które znały ból/Walentynek, które nigdy nie nadeszły/I do tych, których imiona nigdy nie były wymieniane/Podczas wybierania drużyn koszykówki/To było dawno temu i daleko/Świat był wtedy młodszy niż dzisiaj/Kiedy marzenia były jedyną rzeczą, którą dawali za darmo/
Brzydkim kaczątkom takim jak ja/Wszyscy gramy w tę grę, a kiedy odważymy się
oszukiwać siebie w samotności/Wymyślając kochanków przez telefon/Odczuwać żal wobec innych nieznanych żywotów…

Granda

nato
kojarzona jest słusznie z niepowtarzalną kryminalną przygodą
za którą kryje się biznesowa intelektualna psychodeliczna potrzeba
naładowania siebie  zanim wybuchnie na KAPONIERZE bomba,
albo ktoś zostanie zaszlachtowany RYTUALNIE na Starym Rynku.
Nie wiem i nie powiem i nawet nie potrafię sobie wyobrazić
jak daleko sięga rzeczywistość fikcji.
Fantastyczny Pan Lis  był pierwszym powodem zastanowienia,
gdzie jest granica DORWANIA DRANIA!
Drugi powód pojawił się z Grand Budapest
kiedy wiedziałem, że nie jest mi dane spotkać DŻENTELMENÓW!

bez urazy i nadziei

Padok emerytalny

emerytura
Dozorca wpatrywał się ponuro w chodzącą emeryturę.
Wyglądała na wychudzoną, słabą i całkowicie pozbawioną energii.
– Co, nie sprawia dobrego wrażenia?
– Nie sprawia!
– A pan już chciałby?
– Przecież ona mnie nie utrzyma.
Było wiadomo, że nie udźwignie wszystkich, którzy chcą na niej pojeździć.
– Radziłbym jeszcze się wstrzymać. Możemy ją trochę podkarmić.
– Tej chabecie przydałaby się transfuzja, a nie obiad.

Zaskórniaki,Grzegorz Kasdepke

Powołani

powołani
Gdyby mnie powołano
Do stworzenia religii,
Uczyniłbym użytek z wody.

Chodzenie do kościoła
Wymagałoby przeprawienia się przez bród
Ku innym, suchym ubraniom;

Moja liturgia posługiwałaby się
Obrazami przemakania,
Gwałtownej, nabożnej ulewy.

I wzniósłbym na wschodzie
Szklankę wody, gdzie światło
Wpadałoby pod dowolnym kątem
I gromadziło się bez końca.
Ksiądz Ph.Larkin/ministrant J.Dehnel
**************************************
Gdyby mnie powołano
Do wymyślenia religii
Jej podstawą uczyniłbym wodę.

Zamiast chodzić do kościoła
Przeprawiano by się w bród przez rzekę,
Po czym przebierano w suchą odzież;

Oparłbym całą liturgię
Na symbolice przemoknięcia do nitki
W dzikim akcie strzelistym ulewy,

A na wschodzie postawiłbym wzniosłą
Szklankę wody, w której snop światła
Mógłby w swoich zmiennych załamaniach
Mrowić się bez końca jak tłum wiernych.
Ksiądz Ph.Larkin/ministrant S.Barańczak